Kompromitacja organizatorów siatkarskiego mundialu. Najgorszy turniej w historii?

Jesteśmy mistrzami świata, to powód do wielkiej radości, ale ta niestety została znacząco popsuta przez włoskich organizatorów. Organizacyjny burdel, absurdalny regulamin i ta ceremonia wręczenia medali... Myśleliśmy, że ciężko będzie ogarnąć to, co wydarzy się w Lidze Narodów, ale FIVB zdecydowanie przebiło FIFĘ. I szkoda, bo to zdecydowanie przyćmiło nasz gigantyczny sukces.

Wszystko miało być inaczej, a każda drużyna robiła wszystko, byle trafić na tę najgorszą Polskę. Wałki dookoła kręcili wszyscy, ustawiając turniej pod siebie, a w głowach wciąż mamy to absurdalne losowanie, do drugiej fazy grupowej, w której trafiliśmy na Serbów i Włochów. Niestety dla nich, a na szczęście dla nas, pokazaliśmy, że nas takie gierki nie obchodzą i poszliśmy po swoje, a nasi siatkarze wracają do kraju ze złotymi krążkami.

Szkoda tylko, że ostatniego dnia zrobiono wszystko, by uprzykrzyć nam świętowanie tego sukcesu. Już w półfinale można było odczuć, że „niepolska” część trybun stała po stronie Stanów Zjednoczonych. Nietrudno się domyślić dlaczego, Włosi liczyli na zobaczenie w strefie medalowej swoich zawodników.

Najbardziej boli jednak to, co wydarzyło się wczoraj. Rozgromiliśmy Brazylijczyków i zasłużenie mogliśmy się cieszyć ze zdobycia mistrzostwa świata, ale to, co wydarzyło się później przechodzi ludzkie pojęcie. Najpierw Michał Kubiak poszedł sam, by podnieść trofeum tuż po spotkaniu. Na dziwnych schodach(?!) cieszył się sam, bo reszta drużyny miała zostać na parkiecie.

Później było jeszcze weselej. Zwycięstwo świętowaliśmy na jakimś dziwnym podeście, bo nie było podium. Zabrakło również ceremonii dla trenerów i sztabu, a także, co z tego wszystkiego jest zdecydowanie najważniejsze, nie zagrano Mazurka Dąbrowskiego. Tak, nie było czasu na hymn, mimo że to raczej standardowy element celebracji podczas tego typu imprez.

A przecież to tylko potęguje wrażenia i przypomina o tym, co działo się wcześniej. Włosi zrobili wszystko, by ten turniej zapamiętano, ale zdecydowanie nie z dobrej strony. Mnóstwo niedociągnięć, dziwnych sytuacji i rzeczy, które sprawią, że z tyłu głowy, mimo mistrzostwa pozostaje niemały niesmak. Ale nie ma się, co przejmować – robimy dalej swoje.

Vital Heynen już zapowiedział, co teraz zaprząta jego głowę. Triumf na mundialu to tylko pierwszy etap. – Dla mnie nic się nie zmienia. Medal igrzysk olimpijskich to mój cel. Ten sukces na mistrzostwach pokazuje tylko, jaki mamy potencjał – mówił w rozmowie z Polsatem Sport. W jaki kruszec celujemy? Tego nie zdradził, ale geny zwycięzców nakazują wierzyć, że liczy się tylko jeden. Ten najdroższy!