Kompromitacja ŁKS. Kibice decydują, kto będzie bezpieczny na stadionie, a prezes to afirmuje

Do dużego skandalu doszło tuż przed derbami Łodzi: pracownik Widzewa został ostrzeżony, że jeśli nie opuści obiektu, to stanie mu się krzywda. Ochrona potwierdziła, że nie jest w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa, dlatego też solidarnie wszyscy pracownicy klubu z Piłsudskiego opuścili obiekt przy al. Unii. Tłumaczenia prezesa Łódzkiego Klubu Sportowego? Można je streścić w czterech, znanych kibicom polskiej reprezentacji po ostatnich mundialach słowach: "nic się nie stało".

Pracownik Biura Prasowego Widzewa Łódź oraz członek oficjalnej delegacji, której skład zgłoszony został gospodarzom z odpowiednim wyprzedzeniem, usłyszał groźby pod swoim adresem z ust osób trzecich, które w obecności ochrony znalazły się na trybunie przeznaczonej dla przedstawicieli mediów. Osoby te poinformowały o możliwym zagrożeniu dla życia i zdrowia naszego pracownika w przypadku jego pozostania na trybunie prasowej i dalszej pracy przy transmisji radiowej dla naszych klubowych mediów – poinformował w oświadczeniu Widzew Łódź.

Chodzi o Arkadiusza Stolarka, który miał skomentować 66. derby Łodzi dla klubowego radia.

Stolarek od kilku lat współpracuje z widzewskimi mediami, dla których komentuje mecze, a także tworzy ciekawe treści (m.in. filmy dokumentalne) na kanale Widzew TV. Dlaczego więc jego obecność okazała się przeszkodą nie do przeskoczenia dla osób związanych z Łódzkim Klubem Sportowym, które groziły mu na trybunie prasowej – mimo iż włodarze ŁKS wcześniej zaakceptowali listę na ten mecz, na której widniało nazwisko wspomnianego pracownika klubu? „Stolar” był bowiem niegdyś „gniazdowym” Widzewa, czyli osobą prowadzącą doping. Animozje między łódzkimi klubami nie są tajemnicą, więc w życiu kibicowskim niejednokrotnie intonował obraźliwe hasła w kierunku lokalnego rywala. Nic dziwnego, że nie jest on ulubieńcem fanów z al. Unii. Pozostaje pytanie: czy to w zaistniałej sytuacji na stadionie miejskim powinno mieć jakiekolwiek znaczenie?

– To jest nasz błąd. Nie wszystkie osoby powinny zostać zaproszone na ten mecz – powiedział prezes ŁKS, Tomasz Salski na konferencji prasowej.

– To był błąd moich pracowników, jeden z pracowników Widzewa nie powinien tej akredytacji otrzymać – powiedział Salski, dodając, że „Stolarek jest jednym z pseudokibiców i chuliganów”, co zresztą nie jest prawdą. Ten sam Tomasz Salski usprawiedliwił groźby przeszłością Stolarka, choć ta swego czasu nie przeszkadzała mu w twitterowej wymianie zdań:

„Nie lubimy go, on do nas nie wejdzie” – przecież dokładnie taką samą argumentację może wysnuć każdy klub o każdym człowieku. Być może w przyszłości władzom Widzewa nie spodoba się, że Tomasz Salski to nie tylko prezes, ale także zdeklarowany kibic Łódzkiego Klubu Sportowego? Że to człowiek, który w przeszłości odznaczał przy al. Unii organizatora słynnej zabawy „Rzut w Żyda”, ubranego w widzewskie barwy? I jeśli uzna, że Tomaszowi Salskiemu nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa na stadionie – to będziemy mieli do czynienia z sytuacją normalną? Czy też patologiczną?

Można się przerzucać argumentami o tym, kto obraził bardziej, a kto się mocniej poczuł urażony? Czy sprawa miała miejsce bardzo dawno, dawno, a może nie tak dawno? Czy istnieje jakiś współczynnik profesjonalnie wykonywanej pracy prezesa bądź dziennikarza do zaangażowania w działalność kibicowską z przeszłości? I znów: jakie ma znaczenie?

Teraz poszło o pracownika mediów klubowych. Co w sytuacji, gdy fanom nie spodoba się przeszłość napastnika rywali? Albo trenera? Czy w rozgrywkach Polskiego Związku Piłki Nożnej to zdanie osób trzecich jest wiążące, jeśli chodzi o uczestnictwo w meczu? Być może, wzorem komisji licencyjnej czy tej ds. rozgrywek, będzie trzeba powołać nową – taką, która rozstrzygać będzie, czy obecność danej osoby jest wystarczająco prowokacyjna dla kibiców?

Nad powodem antypatii kibiców ŁKS do Stolarka można debatować, ale niezależnie od tego, czy jest ona uzasadniona – nie może wpływać na fakt zapewnienia bezpieczeństwa pracownikowi klubu przyjezdnego!

Tomasz Salski na konferencji prasowej oświadczył: – Bezpieczeństwo na stadionie ŁKS-u było zapewnione.

Szkoda, że innego zdania była ochrona, w obecności której grożono pracownikowi Widzewa, w konsekwencji czego on sam był zmuszony do opuszczenia obiektu, a wraz z nim solidaryzująca się delegacja czerwono-biało-czerwonych. – Sytuacja jest tym bardziej absurdalna, że przedstawiciele ŁKS-u uniemożliwienie prowadzenia transmisji radiowej przez oficjalne klubowe radio Widzew.FM argumentowali brakiem możliwości zapewnienia bezpieczeństwa jej realizacji w sektorze zamkniętym, dostępnym jedynie przedstawicielom mediów, a przede wszystkim w trakcie meczu rozgrywanego bez udziału publiczności – oświadczył Widzew.

To faktycznie paradne: mecz bez udziału publiczności, a obecność Stolarka została uznana za prowokacyjną wobec kibiców, których przecież na zamkniętym stadionie nie ma. Albo przynajmniej: być nie powinno, bo sam fakt „niezapewnienia ochrony” (przed kim?) budzi co do tej kwestii wątpliwości.

To oczywiste, że nikt Arkadiusza Stolarka na obiekcie wynajmowanym przez Łódzki Klub Sportowy nie będzie witać z honorami. Kibice biało-czerwono-białych nie rozwiną przed jego nogami czerwonego (nomen omen) dywanu. Pewnie nikt związany z klubem z al. Unii nie spojrzy na niego przychylnie. To nie zmienia faktu, że powinien mieć możliwość profesjonalnego wykonania swojej pracy w bezpiecznych warunkach. Na stadion w białej części miasta nie przyszedł prowadzić doping dla Widzewa ani ubliżać gospodarzom, tylko skomentować mecz swojego klubu w jego oficjalnym radiu. Tak, jak robi to na wszystkich innych stadionach – i robi to dobrze. W cywilizowanym świecie mógłby zrobić to również w trakcie 66. derbów Łodzi.

– Pamiętam mecze na Orle, kiedy obie łódzkie drużyny rozgrywały między sobą sparingi. Wychowywałem się w takich czasach – wspominał z rozrzewnieniem Salski, sugerując, że do powrotu takich cywilizowanych czasów i ostudzenia animozji powinniśmy w Łodzi dążyć. Szkoda tylko, że swoimi tłumaczeniami afirmował segregację ludzi ze względu nie tyle na ich przeszłość, co na widzimisię osób trzecich. I wysnuł wniosek o błędzie z wpuszczeniem pracownika drużyny przeciwnej na stadion, niejako ów animozje pogłębiając…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem