Kolejny kadrowicz zagra w Rosji. Genialny ruch polskiego klubu

Można w Ekstraklasie robić porządne transfery, nie szastając gotówką na lewo i prawo czy też nie podbijając pierwszych stron gazet? Przykład Wisły Płock pokazuje, że jest to możliwe. Bez błysku fleszy, po cichu, ale koniec końców: spektakularnie. Pokazuje to historia choćby Damiana Szymańskiego.

Damian Szymański był jednym z powołanych przez Jerzego Brzęczka piłkarzem do reprezentacji Polski, wszedł m.in. w drugiej połowie meczu z Włochami. Defensywny pomocnik, lider, kapitan. Ma dopiero 24 lata.

– Pamiętam ile kontrowersji było przy wymianie Wlazło na Szymańskiego, a my przecież dostaliśmy jeszcze pieniądze. Czas pokazał, że była to znakomita decyzja i dziś możemy to otwarcie mówić – powiedział dla portalplock.pl prezes Wisły, Jacek Kruszewski.

Potwierdza to choćby obecna sytuacja Wlazły w Jagiellonii, który przecież w Płocku zaliczył naprawdę dobry okres gry w piłkę. Teraz jednak, jak informował jakiś czas temu na Twitterze Piotr Wołosik, ma wolną rękę w poszukiwaniu klubu, ale nie pali się do tego. Ma dobrą pensję i dwa lata kontraktu. W piłkę nie pogra, ale jak informuje dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, absolutnie mu to nie przeszkadza.

Szymański natomiast był jednym z najbardziej niedocenianych ligowców, którego wyróżnił Jerzy Brzęczek powołaniem i możliwością gry w koszulce z orłem na piersi, a wcześniej poważne myślał nad jego kandydaturą w kontekście wyjazdu na mundial były selekcjoner, Adam Nawałka. Wiele rozmawiało się o powołaniu dla Pietrzaka czy Dźwigały, zaś wyboru Szymańskiego nie kwestionował nikt.

Majstersztyk Wisły Płock i jej dyrektora sportowego, Łukasza Masłowskiego polega nie tylko na tym, że wtedy wymienili Wlazłę na piłkarza o reprezentacyjnych możliwościach.

Nie tylko też na tym, że na tej wymianie… zarobili, ale zwłaszcza na transferze do ligi zagranicznej. I to za poważne pieniądze, drugie w historii klubu z Płocka.  Damian Szymański przeniósł się do rosyjskiego Achmata Grozny za 1,5 miliona euro. Ósmy w tabeli Achmat ściąga do siebie piłkarza, który w tym sezonie – na pozycji defensywnego pomocnika – w 20 meczach ekstraklasy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i zanotował pięć asyst.

Jeśli sprawdzą się doniesienia o odejściu Łukasza Masłowskiego z płockiego klubu, fani „Nafciarzy” będą mieli czego żałować. Wyciąganie perełek, sprowadzanie klasowych piłkarzy za niewielkie pieniądze i poukładany pion sportowy, a przede wszystkim wyraźnie zielony bilans finansowy to duża zasługa byłego piłkarza Widzewa, do którego nomen omen „Masło” ma trafić.