Kolejne dachowanie w życiu Bartosza Kapustki

Najpierw wyróżniał się w polskiej lidze, po czym dostał szansę w reprezentacji Polski. Strzelił gola w debiucie, pojechał na Euro, gdzie na boisko w meczu inaugurującym turniej zagrał od pierwszej minuty. Przeszedł z Cracovii do Leicester, czyli mistrza Anglii, gdzie przepadł. Później udał się na wypożyczenie do Freiburga, a po roku spędzonym u naszych zachodnich sąsiadów w dalszym ciągu nie może znaleźć swojego miejsca na ziemi. Wczoraj stało się jasne, że Kapustka we Bundeslidze dłużej występował nie będzie.

Najpierw – niestety, bardzo wymowne, ale prawdziwe liczby naszego reprezentanta z niemieckich boisk:

Kapustka miał po nieudanym i zupełnie straconym roku w Leicester odejść do klubu, w którym będzie miał szansę na regularne występy. Mamy już cały sezon za sobą, okazji do grania było naprawdę sporo, a Kapustka ani przez chwilę nie miał pewnego miejsca w składzie Freiburga. Sam w kilku wywiadach w ostatnich miesiącach zauważał, że kroku w tył nie robi i cały czas się rozwija, ale już nie tylko klub angielskiej czołówki, ale i niemieckiego średniaka doszedł do wniosku, że piłkarz o umiejętnościach, którymi zachwycali się wszyscy w Polsce, nie robi na nim żadnego wrażenia. Kapustka we Freiburgu był, ale gdyby zaraz spakuje walizkę i poleci z powrotem do Anglii, to nikt specjalnie nie będzie za nim płakał – póki co nasz reprezentant nie jest poważnie traktowany w żadnej lidze poza polską.

Co poszło nie tak?

Trudno na ten moment powiedzieć, ale szkoły w przypadku transferów młodych zawodników do zagranicznych klubów są dwie – albo zawodnik powinien iść jak najszybciej za granicę i tam piłkarsko dojrzewać (przypadek Wojciecha Szczęsnego), albo trochę pograć w naszej lidze, nabrać doświadczenia i dopiero wtedy rzucać się na głęboką wodę (Robert Lewandowski).

Kapustka z Cracovii odszedł wcześnie, zdecydowanie za wcześnie, po dobrym fragmencie sezonu zdecydował się na taki krok, dzięki któremu i on, i klub dobrze zarobił. Problem w tym, że sportowo dzisiejsza wartość Kapustki jest wielką niewiadomą i całkiem możliwe, że niespełna dwa lata temu, gdy Kapi dopiero wchodził do dorosłego futbolu, był w lepszej dyspozycji, niż jest teraz. Biorąc pod uwagę, że tak młody piłkarz powinien się szybko rozwijać, każdy miesiąc jest dla niego bardzo ważny. W jego przypadku mówimy o okresie 23 miesięcy (od Euro 2016), w którym progresu nie zrobił.

Uniknąć przypadku Wolskiego

Swego czasu Rafał Wolski był wielkim talentem w naszej reprezentacji, któremu wieszczono karierę. Były Legionista odszedł do Belgii, gdzie przepadł i po tułaczce po Europie wrócił do naszej ligi i znowu zaczął grać na dobrym poziomie. Wolski lepszy niż był kilka lat temu nie jest, ale i tak wystarczy mu to do tego, by na boiskach Ekstraklasy radzić sobie całkiem nieźle i zostawać powoływanym do reprezentacji. Czy przypadek Kapustki będzie podobny? Czy piłkarz zrobi trzy kółka po Europie, poodpoczywa od regularnego grania i z podkulonym ogonem wróci do naszej ligi? Niewykluczone, że tak faktycznie się stanie.

Kapustka ma w ostatnim czasie coraz mniej powodów do radości

Dobry? A może tylko tak nam się wydawało?

Może Kapustka nie był wcale aż tak dobry, jak nam się wydawało? Chłopak pograł chwilę w polskiej lidze, strzelił kilka goli grając w przeciętnym zespole, wskoczył do kadry dzięki kontuzji Kamila Grosickiego, pokazał się z dobrej strony, a polskie media zrobiły z niego wielkiego piłkarza. Może to wszystko było za szybko, a Kapustka po prostu nie dał sobie z tą presją rady? Dziś jesteśmy mądrzy – minęło sporo czasu od jego wyprowadzki z Polski. Czas ten jednak w możliwie najbardziej brutalny sposób pokazał, jaka jest przepaść między naszym podwórkiem, a naprawdę dużą piłką.

Pozycja, na której trudno zaistnieć

Problem Kapustki polega na tym, że nie jest ani typowym skrzydłowym, ani środkowym pomocnikiem. Typowi, najlepsi skrzydłowi na świecie (Neymar, Mbappe, Hazard, Dembele), nie grają w środku pomocy, a typowi środkowy ofensywni pomocnicy (Isco, Iniesta, Thiago, Silva) nie grają na skrzydle. Kapustka jest bardziej uniwersalny, może zagrać i tu, i tu, ale to jest właśnie jego problem. Przykładowo Kamil Grosicki na pewno nie zagrałby w środku pomocy jako ofensywny pomocnik. Piotr Zieliński nie poradziłby sobie na boku. Kapustka – w teorii – zagrałby tu i tu. Brak mu jednak cech charakterystycznych dla któreś z pozycji.

Piłkarz jest od grania

Od grania, a nie od Twittera. Rozumiemy frustrację młodego chłopaka tym, że w piłkę regularnie nie gra i nie wszystko układa się po jego myśli, ale czasami najlepszym sposobem na przetrwanie kryzysu jest spuszczenie głowy w dół i grzeczne wykonywanie swoich obowiązków, czyli trenowanie. Kapustka całkiem niepotrzebnie wdawał się w przepychanki na swój temat, w których z góry był skazany na niepowodzenie. Skazany na niepowodzenie w sytuacji, w której się w tym sezonie znajdował, czyli nie grając regularnie w swoim zespole.

 

„Kapustka to nie poziom Bundesligi”

Podczas jednej z konferencji prasowych Christian Streich był brutalny wobec Kapustki. Bez owijania w bawełnę – już na przełomie stycznia i lutego wiadomo było, że Polak w Bundeslidze kariery nie zrobi.

Bartek nie jest jeszcze graczem na poziom Bundesligi. Najbardziej irytują mnie jego proste błędy. Kapustka wyswobodzi się spod pressingu raz i drugi, a za chwilę, nieatakowany, w prostej sytuacji niecelnie poda.

Póki co Kapustka nie ma jeszcze 21 lat, więc co nieco mu wolno. Niedługo jednak czas „młodości” minie i przyjdzie weryfikacja. Póki co poważna piłka brutalnie pokazuje naszemu reprezentantowi miejsce w szeregu. Może przyjdzie lepsze jutro? Może w gorszym klubie? Może najlepsze dopiero przed nim? Fakty na dziś są takie, że dwa lata temu Kapustka był jednym z naszych bohaterów narodowych i chłopakiem, który dopiero wchodził do wielkiej piłki. Prawdopodobnie zaraz stanie się tak, że Kapi wróci do Polski i będzie próbował na nowo budować swoje nazwisko.

19 maja, godzina 20:00 | Finał Pucharu Niemiec: Bayern Monachium – Eintracht Frankfurt

Zwycięstwo Bayernu: 1,26

Remis: 6,2

Zwycięstwo Eintrachtu: 11