Kolarstwo: Cienie i blaski Wielkiej Pętli

Od kilku już dni wiemy, że Rafał Majka nie odniesie w tym sezonie spektakularnego sukcesu podczas Tour de France. Polak z powodu wypadku na trasie nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii największego kolarskiego wyścigu na świecie. A warto zaznaczyć, że historia ta jest wyjątkowo ciekawa, pełna blasków i cieni. Zapraszamy na krótki przewodnik po odbywającej się już od ponad 100 lat imprezie.

Dzisiejszy rower kolarza szosowego to prawdziwe dzieło współczesnej nauki, a do jego wykonania używa się surowców stosowanych podczas budowy statków kosmicznych. Kiedyś bicykle te wyglądały jednak inaczej i nie brakuje pasjonatów, którzy ścigają się na nich po dziś dzień. Sylwetkę Łukasza Wykroty – retrocyklisty z Radomia przedstawiamy zresztą w naszym cyklu materiałów wideo.

Łukasz Wykrota mówi o rowerach przedwojennych, bo początki Tour de France sięgają 1903 roku. Ówczesne maszyny ważyły niekiedy ponad 20 kilogramów i nie było w nich oczywiście mowy o takim udogodnieniach, jak na przykład przerzutki.

Inicjatorem pierwszego z TdF był dziennikarz największego dziennika sportowego we Francji, L’Auto (dzisiejsze L’Equipe), Henri Desgrange. Pierwszy wyścig z perspektywy czasu był też najkrótszym w historii, bo wynosił „jedynie” 2428 kilometrów, za to podzielony został zaledwie na 6 etapów. To daje średni dystans 404 kilometrów do przejechania dziennie. Najlepiej z tym wyzwaniem poradził sobie Marice Garin, który został pierwszym, historycznym zwycięzcą Wielkiej Pętli.

Rok później zwyciężył jego rodak, Henri Cornet, najmłodszy jak dotąd triumfator TdF ( 19 lat, 11 miesięcy i 20 dni, gdy stawał na podium).

Początki ścigania się w najsłynniejszym peletonie świata były, delikatnie rzecz ujmując…mniej profesjonalne niż dziś. Na archiwalnych zdjęciach można ujrzeć, jak zawodnicy raczą się alkoholem i palą papierosy. Z czasem zaczęto się także dopingować i nie mówimy tu jeszcze o tak popularnej od końca ubiegłego wieku po dziś dzień erytropoetynie (EPO), ale znacznie mniej subtelnych „dopalaczach”, takich jak strychnina, czy w latach późniejszych amfetamina czy kokaina.

Wyścig, zanim nabrał dzisiejszej formy, przechodził ewolucję, a z roku na roku wprowadzano modyfikacje i udogodnienia. Dopiero od 1913 roku kolarzom, w przypadku defektu roweru, mogły pomagać osoby nie biorące bezpośrednio udziału w rywalizacji.

W latach 1914-19, z powodu I Wojny Światowej wstrzymano rozgrywanie Wielkiej Pętli.

W 1919 roku, gdy powrócono do ścigania, w miejsce zielonej opaski wprowadzono żółtą koszulkę, którą odznaczał się aktualny lider wyścigu. Czemu akurat ten kolor? Teorie są dwie:  jedna dotyczy patrona wyścigu, gazety L’Auto, która wydawana była na żółtym papierze i z którym koszulka lidera miała budzić skojarzenia. Drugi potencjalny powód jest znacznie bardziej prozaiczny – po prostu kolor żółty był rzadko używany przez kolarzy, więc prowadzący, przywdziewający te barwy automatycznie wyróżniał się w peletonie.

Najstarszym zawodnikiem Le Tour, który przywdziewał ją na finiszu był Belg Firmin Lambot. W 1922 roku, przekraczając linię mety na Polach Elizejskich liczył 36 lat, 4 miesiące i 9 dni.

1926 rok to najdłuższy, bo mierzący aż 5745 kilometrów dystans do pokonania. Najlepiej poradził sobie z nim Belg Lucien Buysse. Obecnie peleton ściga się na dystansach oscylujących w granicach 3,5 tysiące kilometrów…

Lata 1939-1947 to druga i jak na razie ostatnia przerwa w rozgrywaniu TdF. Podyktowana była oczywiście trwaniem II Wojny Światowej. Niedługo po jej zakończeniu powrócono do ścigania się.

Powojenne edycje Wielkiej Pętli zaczęły kreować prawdziwych dominatorów. W latach 1953-5 trzykrotnie imprezę wygrywał Francuz Luison Bobet, w latach 1961-4 czterokrotnie z rzędu dokonał tego jego rodak, Jacques Anquetil, który triumfował także w roku 1957.

Lata 1969-74 to dominacja Eddy’ego Merckx’a, który w tym okresie wygrał 5 z 6 edycji Tour de France. Belg, zwany Kanibalem, ustanowił też kilka innych, nie pobitych po dziś dzień rekordów. Zaliczył aż 34 zwycięstwa etapowe, a w żółtej koszulce lidera przejechał łącznie aż 111 dni.

Chwilę przed rozpoczęciem ery „Kanibala” na trasie TdF doszło do tragedii. Na słynnym podjeździe pod Mont Ventoux zmarł Brytyjczyk, Tom Simpson. Przyczyną śmierci była prawdopodobnie kombinacja nadludzkiego wysiłku oraz przedawkowania alkoholu i amfetaminy. Dopiero śmierć Simpsona zmusiła organizatorów wyścigu do wprowadzenia badań antydopingowych.

Na przestrzeni lat 1978-85 Wielką Pętlę pięciokrotnie wygrywał Francuz Bernard Hinault. Warto o tym wspomnieć z jeszcze jednego powodu – jego triumf w 1985 był ostatnim, który stał się udziałem zawodnika gospodarzy imprezy. Trójkolorowi na triumf czekają już ponad 3 dekady…

W historii Le Tour nie brakuje także polskich akcentów. Na lata dominacji Hiszpana Miguela Induraina przypada największy sukces naszego rodaka, Zenona Jaskóły, który w roku 1993 stanął na najniższym stopniu podium wyścigu, ulegając jedynie wspomnianemu Hiszpanowi oraz Szwajcarowi Tommyemu Romingerowi. Urodzony w Śremie kolarz sięgnął wówczas także po etapowe zwycięstwo.

Kolejną tragedią, która zmieniła oblicze imprezy była śmierć Fabio Casertelliego, który wziął udział w kraksie podczas TdF w 1995. Dramat włoskiego kolarza wzmógł dyskusję o obowiązku noszenia kasków przez uczestników wyścigu. Nowe regulacje wprowadzono jednak dopiero 8 lat później. Argumentem ostatecznym była śmierć kolejnego zawodnika, Rosjanina Andrija Kiwiliewa podczas innego, rozgrywanego we Francji touru.

Wspomniani Indurain, Merckx, Hinault oraz Anquetil wygrywali wyścig pięciokrotnie i na dzień dzisiejszy uznawani są za zawodników, którzy tych zwycięstw mają najwięcej. Ale w roku 2005 ta klasyfikacja wszechczasów Tour de France wyglądała inaczej, ponieważ 7 zwycięstw na koncie miał wówczas Lance Armstrong…

Amerykanin to temat na oddzielny artykuł, albo całą ich serię. Wystarczy tylko wspomnieć, że kilka lat po zakończeniu kariery odebrano mu wszystkie wywalczone w nieczysty sposób tytuły. Armstrong przyznał się do przyjmowania wszelkiego rodzaju znanego dopingu, a EPO, transfuzje krwi czy testosteron to zaledwie czubek góry lodowej. Złośliwi mówili, że w organizmie Amerykanina była cała tablica Mendelejewa, nie da się też wykluczyć, że świecił się w nocy, a w jego towarzystwie wariował licznik Geigera. W każdym razie casus Armstronga na lata rzucił cień na kolarstwo, postrzegane po dziś dzień jako dyscyplina wyjątkowo podatna na wszelkiego rodzaju oszustwa i machinacje. Sam Armstrong, gość wyjątkowo cyniczny, otworzył się podczas wywiadu z Oprah Winfrey.

Po tych smutnych rozdziałach na kartach historii Tour de France wracamy do tych dla nas, Polaków, najradośniejszych, czyli do wspomnianego na samym początku Rafała Majki. Polak w tegorocznym TdF po bolesnym upadku na zjeździe wycofał się z wyścigu, ale w ostatnich edycjach najsłynniejszej kolarskiej imprezy świata wielokrotnie przyprawiał swoich rodaków o dumę.

Najlepszym podsumowaniem tego, co wydarzyło się 19 lipca 2014 niech będzie komentarz najbardziej znanych ekspertów kolarstwa w Polsce, Krzysztofa Wyrzykowskiego i Tomasza Jarońskiego, którzy dosłownie „odjechali” wraz z Rafałem podczas wygranego przez niego etapu górskiego.

To było dopiero drugie zwycięstwo etapowe Polaka w historii TdF, zresztą kilka dni później Rafał powtórzył swoje osiągnięcie, sięgając po kolejną wygraną. Te świetne wyniki oraz postawa w całym wyścigu przyczyniły się do wygrania przez niego klasyfikacji górskiej podczas Tour de France 2014. Majka jako pierwszy z naszych rodaków zakończył rywalizację w koszulce w czerwone grochy i jako pierwszy Polak w historii Le Tour wygrał jakąkolwiek klasyfikacje ogólną. Liczymy, że nie on ostatni – czekamy na więcej!!!

Kto natomiast wygra tegoroczny Tour the France? Zachęcamy do zapoznania się z ofertą, jaką przygotowała dla Państwa firma LV BET

Komentarze