Klub Ekstraklasy poszedł na otwartą wojnę z Grzegorzem Rasiakiem. Cierpi młody talent

Otwarta, medialna wojna między byłym reprezentantem Polski i jednym z ekstraklasowych klubów trwa w najlepsze. Grzegorzowi Rasiakowi, agentowi 17-letniego Oskara Sewerzyńskiego, Korona Kielce właśnie odpowiedziała mocnym oświadczeniem.

Negocjacje transferowe między obozem zawodnika i klubem piłkarskim to niemal zawsze mocne przeciąganie liny. Do historii przeszły już czasy, w których wychowanek – więc w lwiej części przypadków kibic danego klubu – agenta nie potrzebował, bo identyfikował się i grał dla barw swojej drużyny przez całą karierę. Totti, Maldini, Zanetti, Puyol, Giggs, Scholes, Carragher – raczej nie dziś, raczej nie w Polsce.

Inna sprawa, że nierzadko kluby wykorzystywały w przeszłości fakt zaangażowania emocjonalnego swojego wychowanka i płaciły mu znacznie mniej, niż zawodnikowi z zewnątrz.

Świetnym przykładem ilustrującym zmiany w futbolu jest sprawa 17-letniego Oskara Sewerzyńskiego. Wychowanek Korony, która inwestowała w niego od lat, dostał propozycję podpisania profesjonalnego kontraktu z kieleckim klubem. Dla chłopaka, który nigdy nie został powołany do kadry meczowej pierwszej drużyny, pozytywna weryfikacja Gino Lettieriego mogła być bodźcem do dalszego rozwoju.

Kontraktu jednak nie podpisał, bo Korona nie może dojść do porozumienia z agentem piłkarza, Grzegorzem Rasiakiem. – Oskar otrzymał bandycką propozycję finansową w porównaniu do tego, co zarabiają inni młodzi zawodnicy w Koronie w jego wieku – powiedział były napastnik reprezentacji Polski portalowi cksport.pl. 

Na reakcję klubu nie trzeba było długo czekać. W oficjalnym oświadczeniu Korona odkryła karty: „Klub zaproponował zawodnikowi kontrakt na trzy lata, w pierwszym roku wynagrodzenie proponowane to 3.000 zł miesięcznie plus premie (1000 zł za każdy punkt jeśli zawodnik przebywa na boisku lub 500 zł za każdy punkt jeśli zawodnik pozostaje rezerwowym). W drugim roku 4.000 zł miesięcznie + premie, w trzecim roku 5.000 zł + premie”, ujawniono.

Dalej czytamy: „Nie jest też prawdą to co pośrednik piłkarza twierdzi na łamach cksport.pl, że inni młodzi zawodnicy w Koronie Kielce mają wyższe kontrakty. W klubie jest kilku młodych piłkarzy, którzy pozycję w drużynie mają podobną, a nawet wyższą (są zgłoszeni do rozgrywek, znajdują się kadrze meczowej) a ich kontrakty są niższe, dla przykładu jeden z młodych piłkarzy znajdujących się w meczowej „osiemnastce” nadal mieszka w internacie. Ważną kwestią jest także to, że zawodnik został poinformowany, że w przypadku dalszego rozwoju sportowego, który będzie umożliwiać grę w Ekstraklasie, zarząd klubu złoży mu kolejną ofertę kontraktu profesjonalnego, na poziomie zawodników występujących regularnie w rozgrywkach ligowych”.

Jak informuje klub, Rasiak zaproponował wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 5.000 zł miesięcznie, wynagrodzenie to zostanie zwiększone do 7.500 zł miesięcznie gdy zawodnik wystąpi 5 razy w rozgrywkach Ekstraklasy (bez względu na wymiar czasowy), do 10.000 zł miesięcznie po 10 występach w Ekstraklasie, 14.000 zł miesięcznie po 15 występach, 18.000 zł po 25 występach, 20.000 zł po 30 występach oraz 35.000 zł miesięcznie po 50 występach w Lotto Ekstraklasie. Dodatkowo propozycja zawiera także premie meczowe oraz stałą kwotę (10.000 zł), którą zawodnik otrzyma w momencie podpisania kontraktu.

Dużo? Mało? Najważniejsze, że transparentnie. Dobrze świadczy o Grzegorzu Rasiaku fakt, że chce jak najlepiej dla swojego piłkarza – również pod względem finansowym. Nie ma powodu, by Sewerzyński został traktowany gorzej od kolejnego Słowaka, Czecha czy Bułgara w naszej lidze. Z drugiej strony, niedogadanie się z Koroną i skazanie swojego zawodnika na półtoraroczny pobyt w juniorach zamiast sportowego progresu nie będzie korzystny dla wychowanka Korony.

Cieszy na pewno fakt, że klub po pierwsze postawił się menedżerowi – nie jest tajemnicą, że w Polsce kluby płacą zawodnikom i agentom dużo za dużo w porównaniu do budżetu, jakim dysponują – a po drugie, że zagrał w otwarte karty. Kibic ma prawo poznać prawdę i ocenić, czy zarządzający w jego ukochanym klubie dobrze zarządzają gotówką i dlaczego na niektóre inwestycje nie mogli się zgodzić. W całej sprawie szkoda tylko Sewerzyńskiego, który powinien myśleć tylko i wyłącznie o tym, jak każdego kolejnego dnia budzić się lepszym piłkarzem.