Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

„Kilka tysięcy na twoje miejsce”. Jak to robią w Portugalii?

- Wchodzimy na obiekt Benfiki, a tam ustawiają na nas kamery. Pytam się kolegi obok: co oni robią? Będą nas filmować, jak się zachowujemy? Podchodzimy do tej pani, a ona mówi, że jest dietetyczką. Rozstawia specjalny sprzęt, by monitorować temperaturę i wilgoć. „Po co?”, pytamy. Ona mówi, że ważyli każdego chłopca przed treningiem i na podstawie wyników tych pomiarów, a także tego, ile stracili gram masy ciała podczas zajęć, będą mieć specjalnie dobieraną dietę i suplementacje. Kosmos.

Dwa zupełnie inne, piłkarskie światy, choć umieszczone przecież w tym samym kraju. Dzieli ich niemal wszystko. Łączy podobne podejście: maksymalnie wykorzystać wszystko, co jest do dyspozycji, by „wyprodukować” jak największą liczbę zdolnych zawodników. Udaje im się to znakomicie. Dlaczego? Zapraszamy w pasjonującą podróż po portugalskim futbolu młodzieżowym z Bartoszem Bieleckim, trenerem juniorów U-14 Widzewa, który niedawno zakończył staż na Półwyspie Iberyjskim.

„Kamera dietetyczna” w ośrodku Benfiki. 

Czytałem wasz wywiad z Radkiem Wasiakiem. Fajnie mówił o tym, że w Polsce nie może dać w kość chłopakom, bo młodzi zawodnicy – godząc treningi ze szkołą, domowymi obowiązkami, dodatkowymi zajęciami i Bóg wie czym jeszcze – nie mieliby siły, aby nadążyć za wysokim tempem. W Benfice ten problem rozwiązali zatrudniając w akademii jednych z najlepszych nauczycieli w kraju. Rodzic, posyłając dziecko do tamtejszej szkółki piłkarskiej, nie ma dylematu między piłką i nauką. Wie, że jego pociecha będzie miała doskonałe warunki i do tego, i do tego. W Belenenses, klubie na obrzeżach Lizbony, warunki są diametralnie inne, ale tam też dają radę. Swoimi sposobami – mówi Bielecki. Jakie to sposoby? Czym się różni szkolenie w Benfice od tego w Belenenses, a jaka jest przepaść między portugalskimi akademiami z dwóch różnych światów od tych, chciałoby się powiedzieć trzeciego, naszego świata?

Jak godnie zostać w cieniu?

Dla Bartosza Bieleckiego był już drugi wyjazd za granicę i piąty staż odbyty w klubie. Wcześniej poznawał tajniki szkolenia m.in. w Wolfsburgu czy Hannoverze, ale to iberyjska przygoda dała mu jak dotąd najwięcej. – Rozczarowało mnie Atletico Madryt, choć tam sprawa akademii i poważnego do niej podejścia rośnie na znaczeniu wraz z powstaniem nowego stadionu. Organizacja była dużo gorsza jednak niż w Portugalii, gdzie zetknąłem się z dwoma światami, ale oba otwierały oczy na mnóstwo nowych rzeczy.

Do polskich warunków bardziej przyda się z pewnością wiedza wyniesiona z Belenenses. Założony 99 lat temu w lizbońskiej dzielnicy Belém klub jest jednym z czołowych w Portugalii, której czterokrotnie zostawał mistrzem, ale od zawsze pozostaje w cieniu – kibicowskim, finansowym i marketingowym – dwóch bardziej uznanych zespołów ze stolicy, czyli Benfiki i Sportingu. – Jak pierwszy raz tam wszedłem i zobaczyłem, w jakich warunkach trenują, pomyślałem: nie no, kino. Wczesne lata 80. w komunistycznej Polsce. Ale później przekonałem się na własne oczy, jaką robotę wykonują. Nikt nie narzeka, że nie ma warunków i tego czy tamtego nie zrobią, bo się nie da. Siłownia to dramat, sprzętu jak kot napłakał, ale zakasują rękawy i robią swoje. 

Trzeba przyznać, że warunki w ośrodku Belenenses nie wyglądają zachęcająco. Kolejno: siłownia, szatnia i sala konferencyjna:

W Polsce trenerzy mówią, że nie mamy boisk, lotniska czy Bóg wie czego. Tam też tego nie ma, a sobie radzą. W roczniku U-17, czyli już niemal dorosłym, przegrali z Benfiką tylko 0:2, choć ta „czesze” wszystkich jak leci w Portugalii, jeśli chodzi o juniorów. Wiadomo, że w Belenenses jest mniej pieniędzy i zawieszonego na pewnej wysokości sufitu nie przeskoczą nigdy. Ale robią, co mogą. Jakość ich zajęć nie odbiega mocno od tego, co widziałem w innych miejscach. Ta akademia powinna być wzorem do naśladowania dla wielu klubów z Polski, także z tych niższych lig. Świetna odpowiedź na pytanie: „da się?” – przekonuje trener juniorów, który dzięki agencji comtcoaching.club miał okazję nie tylko przyglądać się działaniom akademii i spotkaniom na wszystkich szczeblach juniorskich, ale i obejrzeć mecze seniorów na różnych poziomach rozgrywkowych (Benfica, Sporting, Atletico, Rayo Vallecano, Rayo Majadahonda, Bellenenses, Benfica B).

Inny świat

Z pewnością na zupełnie innym poziomie jest Benfika, która dostała od UEFY prestiżową nagrodę najlepszej akademii świata. Dziewięć boisk (w planach kolejne siedem), 62 sypialnie, 20 szatni, dwie sale wykładowe, trzy siłownie, sala konferencyjna, jadalnia, pokój spotkań dla zawodników, biura techniczne i medyczne – tak wygląda Caixa Futebol Campus, czyli ośrodek Benfiki.

W takich warunkach trenuje Umaro Embalo, siedemnastoletni chłopak, za którego Manchester United oferował już 30 milionów, a teraz walczy o niego RB Lipsk. Jest genialny, ale zawodników podobnego pokroju jest wielu. Niestety, do tego grona nie można zaliczyć Polaków, chociaż było już ich dwóch, a trzeci jest w drodze. Wszyscy trafili na Estadio da Luz z Lechii Gdańsk.

Paweł Dawidowicz był chwalony za waleczność i charakter, łapał dużo żółtych i czerwonych kartek. Zadaliśmy sobie pytanie: dlaczego tyle kartoników oglądał? Bo nie nadążał, portugalska piłka była dla niego za szybka. Przemysław Macierzyński został na rok wypożyczony, ale w hierarchii w drużynie był 31. na 33 zawodników. A to nie poszedł na siłownię, a to nie zrobił sobie koktajlu po treningu, gdzie indziej się spóźnił. Nie poradził sobie mentalnie, choć może to nie do końca jego wina, bo nie był do takich wymagań przygotowany do Polsce – relacjonowali trenerzy grup młodzieżowych Benfiki.

Jeśli już jesteśmy przy szkoleniowcach warto wspomnieć, że jeżeli ktoś najlepiej w Portugalii trenuje piłkarzy do lat 15, klub bardzo rzadko oddelegowuje takiego np. do trenowania seniorów czy dzieci U-7. – Tam mają trochę inne podejście. Cieszą się z pracy z dziećmi. U nas trenowanie juniorów to pierwszy etap w drodze trenerskiej, która kończy się na piłce dorosłej. Tam wolą zostać do końca w danej kategorii wiekowej i robić to, co potrafią najlepiej. Jeśli ich podopieczny zagra kiedyś w reprezentacji, będą mieli co wspominać i czym się chwalić. Czarna robota, ale satysfakcjonująca – opisuje Bielecki.

Pierwsza druzyna gra jak akademia, a nie odwrotnie

U nas jest tak, że w wieku 5 lat dominują śmieszne gierki, zabawy, jakieś berki. A tam jadą: sytuacja jeden na jeden, dośrodkowania, strzały, podania. Idą i grają, nie bawią się w berka. Jestem na treningu sześciolatków, a tam każdy ma zrobić ruletę. Taką jak Zidane. Nie wyjdzie? Trudno, próbuj dalej – przekonuje szkoleniowiec.  

Tam nikt się z nikim nie cacka. Jeśli się nie przykładasz na treningach, wylatujesz. Jest kilka tysięcy młodych chłopaków, którzy czekają na twoje miejsce – mówi Bielecki.

– Panuje też w Polsce takie przekonanie, że nie gra się na wynik w juniorach. W Portugalii podejście jest inne: „Nie oszukuj dzieci. Przecież po to wychodzą na boisko, żeby wygrać”. Co prawda nie funkcjonuje to tak, jak w wielu znanych nam ośrodkach, gdzie gra „na wynik” polega na ustawieniu siedmiu zawodników na linii szesnastego metra. Pojęcie „autobus” dzieci w Benfice i Belenenses znają tylko z telewizji, gdy ktoś wspomina o Jose Mourinho. Sami mają grać otwarcie, ofensywnie, z ryzykiem. Ale przy tym ciągle pamiętać, że wynik też jest ważny. Tak budowana jest mentalność zwycięzców, już od najmłodszych lat i pierwszych kroków stawianych z piłką przy nodze.

Podobać się może również sposób, w jaki klub z Lizbony próbuje zaszczepić w młodych chłopakach identyfikacje z klubem. – Wszędzie widać plakaty i hasła nawiązujące do miasta czy klubu. W Benfice mocno skupiają się na przeszłości klubu i kultywowaniu tych tradycji. Ci młodzi chłopcy już wiedzą od początku, gdzie grają i dlaczego mają zostawiać na boisku zdrowie. I to nie tylko ci, którzy są ze stolicy Portugalii. Zapamiętałem szczególnie jeden z takich plakatów, którego hasłem było to, że Benfica jest klubem zrodzonym w Lizbonie, ale jest klubem globalnym. To przesłanie szczególnie dla zawodników urodzonych poza Portugalią, żeby czuli się jak u siebie w domu.

Świetnym przykładem jest główny budynek w Akademii. Można do niego wejść jako gość i Benfica cię do niego serdecznie zaprasza, ale nie możesz robić zdjęć. Dlaczego? – Ośrodek jest jak dom. Czy jak jesteś gościem w domu u znajomego, do którego wchodzisz pierwszy raz, to zaczynasz robić zdjęcia? – pyta retorycznie Bielecki, wskazując od razu kolejną zaletę tamtejszej akademii. – Fajne jest też to, że ci młodzi chłopcy mają do czynienia z zawodnikami pierwszej drużyny. I to nie na zasadzie „patrz, idzie Eliseu”. Tam nie ma problemu, aby zawodnik tego pokroju – taki Eliseu jest przecież reprezentantem Portugalii – podszedł i przywitał się z chłopcem 15 letnim, a to zrobił na moich oczach kilka razy.

Organizacja: poziom wyżej niż Stal Mielec

Furorę robi, znany z Borussi Dortmund, specjalny sprzęt imitujący sytuacje z meczowe. Przypomina klatkę, a nazywa się Benfica Lab 360. Kosztowała milion euro. – Zawodnik wchodzi do specjalnej maszyny, w której trenuje indywidualnie. Wygląda to w ten sposób, że maszyna wystrzeliwuje piłkę i zawodnik ma określone zadanie do wykonania. Mogą to być strzały czy podania na dobieg. Mają ponad 100 takich ćwiczeń, ale jeżeli trener zwróci uwagę analitykowi, że dany zawodnik ma problem z takim i takim zagadnieniem technicznym, to analityk jest w stanie utworzyć nowe ćwiczenie właśnie dla tego danego zawodnika.


Jeśli ktoś ma problem z przyjęciem piłki, to trener idzie do informatyka i mówi, co chciałby w tym chłopaku poprawić. Specjalista wgrywa nowy program i młody pracuje nad konkretnym elementem, bo ma np. zwiększoną prędkość podania, które ma przyjąć itd. Po skończonym ćwiczeniu program zawodnikowi wylicza notę, uwzględniając zdobyte punkty, dokładność czy czas reakcji.

Benfica Lab to departamenty, które składają się z doktorów, fizjoterapeutów, fizjologów, lekarzy czy analityków. – Klub ma nawiązaną współpracę z różnymi uniwersytetami. Nie ma problemu z tym, żeby dla Benfiki pracował najlepszy dietetyk czy fizjoterapeuta z cenionej szkoły medycznej 

Każdy uczestnik akademii ma rozpisaną dokładną dietę, a także jest maksymalnie chroniony przed kontuzjami. – Każdy trening i mecz jest też nagrywany także pod kątem kontuzji. Analitycy do tego oddelegowani sprawdzają moment, w którym piłkarz nabawił się urazu. Później na tej podstawie dochodzą do przyczyny urazu. Takie skręcenie kostki nie wzięło się z problemu z kostką, tylko na przykład znajdującym się wyżej mięśniu, który – źle zbudowany – nie utrzymał stawu. Dzięki temu wiedzą później, nad czym mają pracować i które elementy czy mięśnie poprawić na siłowni czy treningu.

„To jak ja mam z nimi konkurować?”

Akademia Benfiki to drużyny od trzynastego roku życia wzwyż. Klub kontroluje jednak także młodsze roczniki i… świetnie na tym zarabia. – Mają cztery ośrodki w Faro, Viseu, Aveiro i Bradze, a także program komercyjny „Benfica Soccer Schools”, który pozwala im zarabiać i jest dodatkowym sposobem na wyławianie talentów. W tych szkółkach komercyjnych rodzice płacą za to, by ich dziecko grało z herbem SLB na piersi. Choć poziom tam jest zdecydowanie niższy, to jeden na kilkaset dzieciaków trafi się genialny – przekonuje niedawny stażysta czerwono-białych.

Jak łowią talenty na Estadio Da Luz? Do dwunastego roku życia skupiają się na piłkarzach w regionie. Chłopców od 12 do 16 lat szukają po całej Portugalii, a zawodników powyższej szesnastego roku życia mogą sprowadzać już spoza granic kraju. Warunek: taki zawodnik musi mieć co najmniej 90% szans na to, że w przyszłości zagra w pierwszej drużynie.

Kto ich do klubu ściąga? – Siatka scoutingowa SLB liczy sześćdziesiąt osób – 37 skautów ogólnoświatowych plus dwunastu regionalnych. Wielką siłą są jednak wolontariusze, których jest ponad stu. Ogólnie praca wolontariusza na rzecz Akademii jest ciekawym rozwiązaniem wprowadzonym w całej Portugalii. Może być to praca zarówno jako trener lub jako scout. W departamencie scoutingu pracuje ponad 100 wolontariuszy. Oczywiście tak duża liczba wolontariuszy wynika z tego, że są to najczęściej kibice Benfici, których jest zdecydowanie najwięcej w Portugalii – dodaje Bartosz Bielecki. Dobór zawodników do gry w Akademii jest rozpatrywany wielokierunkowo. W Lizbonie biorą pod uwagę nie tylko umiejętności piłkarskie, ale również cechy wolicjonalne a nawet aspekty… morfologiczne.

100 wolontariuszy i 60 skautów w Benfice. Jak ma się do tego Belenenses? – Tam sieć skautów składa się z… jednego człowieka. Zapytałem go: czy istnieje chociaż jeden obszar, w którym możesz konkurować z takim kolosem? Odpowiedział, że to oczywiście niemożliwe. Ma jednak swoje sposoby. Wymyślił na przykład aplikację, w której dzieciak może wysłać swój filmik z meczu. Trenerzy patrzą, oceniają umiejętności chłopaka i zależnie od tego, czy im się spodobał, jadą go obserwować. Belenenses to dużo mniejszy klub, ale potrafi wyłapać wielu fajnych chłopaków. Chociaż 40 minut stąd jest ogromna, najlepsza na świecie akademia, to w tym małym Belenenses mają obecnie aż siedmiu młodzieżowych reprezentantów Portugalii.

Oba przykłady są świetne, jeśli chodzi o poprawę szkolenia w Polsce.

Ten Benfiki pokazuje, do jakich standardów musimy dążyć, a Belenenses – jak pracować w tych, które mamy. – Niestety Zachód nam odjeżdża i to w zatrważającym tempie. Śmieszą mnie wypowiedzi osób, które twierdzą inaczej. Tam gdzie my stawiamy mały kroczek, na zachodzie stawiają cztery. Mimo wszystko nie mamy co załamywać rąk i musimy robić swoje. Oby coraz więcej było takich Damianów Radowiczów, którym chce się wstać o 4:45 i pracować indywidualnie z dzieciakami. Ludzie muszą coraz większą uwagę przykładać do tego, jak dla ich dzieci ważna jest dieta, przygotowanie motoryczne czy mentalne. Trening piłkarski to za mało by osiągnąć sukces – zakończył Bielecki.

BARTŁOMIEJ STAŃDO

29 stycznia 2018 r. | godzina 22:00 | Belenenses vs. SL Benfica 

Wygra Belenenses: 7.80
Remis: 4.55
Wygra Benfica: 1.39

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.