Kiedy myślisz „gorzej się nie da”, przychodzi Legia i mówi potrzymaj piwo

Są tacy ludzie, którzy raz po raz pokazują, że "impossible is nothing". Wielu z nich chciałoby się naśladować - to często bohaterowie, którzy przekraczają granice niemożliwe dla przeciętnego człowieka. Po drugiej stronie stoi w ostatnim czasie Legia Warszawa, która co tydzień podnosi kolejną poprzeczkę. Myślisz, że bardziej się nie da ośmieszyć, a oni wkładają ci piwo do ręki, mówią "potrzymaj" i odwalają kolejny cyrk.

Już od dłuższego czasu wiemy, że mistrz Polski to ekipa najlepsza z najgorszych. Całoroczny wyścig żółwi, który kończy się wielką fetą i wyśmiewaniem się z tych innych, minimalnie gorszych. Festiwal żenady rozpoczął się na koniec poprzedniego sezonu – Legia okazała się minimalnie lepsza od Jagiellonii. Triumfator Ekstraklasy przewalił aż jedenaście spotkań i został jednym z najsłabszych mistrzów w Europie.

Z kolejnymi tygodniami było coraz gorzej. Spektakularnie przerżnięte eliminacje do europejskich pucharów – najpierw ze Spartakiem Trnawa w Lidze Mistrzów, a potem jeszcze bardziej spektakularna wtopa z luksemburskim Dudelange. Może być gorzej? No pewnie, że tak! Bo w międzyczasie piłkarze zastanawiali się, jak to możliwe, że przegrywają z kimś takim jak mistrz Słowacji.

Festiwal kompromitacji trwał w najlepsze – również w kolejnych wypowiedziach. Dowiadywaliśmy się, że Legia nie może wszystkiego wygrywać – mimo że na koncie miała już porażkę w walce o Superpuchar Polski, odpadnięcie z gry o Champions League i bilans 1-1-1 w lidze. Również po kompromitacji z Dudelange nie widziano winy w swojej grze, bo trener twierdził, że winnym był sędzia.

Kolejne popisy Legii Warszawa w Ekstraklasie to policzek w twarz kibiców, którzy długimi momentami „dopingowali” dość bezpośrednimi hasłami zachęcającymi do lepszej gry. Trudno inaczej nazwać „Legia grać, ku… mać” czy „Czy was trzeba napier…, byście się zaczęli starać”. Jakiekolwiek zaangażowanie i stwarzanie okazji w wykonaniu Legii rozpoczęło się, gdy Wisła Płock zwyczajnie stanęła.

Jakim cudem nikt jeszcze nie wydłubał sobie oczu podczas show, takiego jak to dzisiejsze? Trudno powiedzieć… I wiecie, co w tym wszystkim jest najgorsze? Że ta Legia wcale nie musi zacząć grać koncertowo, a i tak na koniec sezonu będzie w grze o mistrzostwo Polski, a o europejskie puchary nie musi się martwić. W końcu inni złapią dołek, a mistrz Polski już nieraz pokazał, że potrafi wymęczyć dla siebie trzy oczka. Jeśli nie teraz, to za miesiąc.

Jak może być inaczej, skoro Jagiellonia, która sprawiła mnóstwo problemów belgijskim średniakom, dzisiaj gubi oczka z, całym szacunkiem dla nich, Miedzią Legnica i też ma dwie porażki. Jak może być inaczej skoro liderem nagle okazuje się Lechia Gdańsk, która rok temu z problemami utrzymała się w lidze. Jak może być inaczej, kiedy Wisła Kraków, którą się zachwycamy i gra pięknie, ma tylko punkt więcej niż najgorsza od lat Legia.

Ta liga to jeden wielki mem i przypadek skrajnie beznadziejny. I z każdym tygodniem przekonujemy się, że może być jeszcze gorzej, a najwięcej negatywnego zaskoczenia przynosi teoretycznie najlepszy zespół…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem