Kiedy Milan wreszcie wyczyści się ze szrotu?

– To jest mecz do wygrania, słabi są! – pomyślały w przerwie meczu… obie drużyny. I miały rację, bo takiego widowiska, jakie zagwarantowali nam w pierwszych 45 minutach meczu Fiorentina i Milan, rzadko ogląda się nawet w Ósmej Lidze Mistrzów na kartofliskach. Tutaj teren był piękny, Florencja to przecież dla wielu najwspanialsze miasto świata, ale

– To jest mecz do wygrania, słabi są! – pomyślały w przerwie meczu… obie drużyny. I miały rację, bo takiego widowiska, jakie zagwarantowali nam w pierwszych 45 minutach meczu Fiorentina i Milan, rzadko ogląda się nawet w Ósmej Lidze Mistrzów na kartofliskach. Tutaj teren był piękny, Florencja to przecież dla wielu najwspanialsze miasto świata, ale oba zespoły dopiero przeniesione na dywan do Chrząstawy pasowałyby jak ulał.

To, wbrew temu co sądzą pewnie kibice z Mediolanu i Florencji, nie był mecz do wygrania. I to wcale nie dlatego, że przeciwnika nie dało się pokonać. „Gra się tak, jak rywal pozwala” – wszyscy znamy to futbolowe powiedzenie. Piłkarze Pioliego i Gattuso pozwolili sobie na wiele, ale nie chcieli z przysługi korzystać. Wzajemna kurtuazja, która pomimo bardzo wczesnej pory rozgrywania meczu wielu niemal położyła do spania. Fatalne widowisko otworzyło się dopiero w ostatnich dwudziestu minutach.

Przed Gattuso mnóstwo pracy…

Piach i szrot

Milan gra tak, że piach trzeszczy w zębach. Powieki stają się tak ciężkie, jak nogi piłkarzy Rossonerich. Jaka jest przyczyna tego, że zawodnicy z Mediolanu ruszają się jak wozy z węglem? I to nie tylko Ricardo Montolivo, który do ślimaczego tempa przyzwyczaił nawet najbardziej wymagających fanów?

Opcje są dwie: albo Gennaro Gattuso wszedł do drużyny razem z drzwiami, wziął wszystkich za mordy i dał tak popalić, że wszyscy są zajechani, albo Vincenzo Montella nie dokręcił śruby w czasie letnich przygotowań. W każdym razie szok termiczny, jaki czerwono-czarni uwydatniają w swoich powolnych i ociężałych ruchach, na San Siro po zmianie trenera miał miejsce.

Grając w takim klubie jak Milan, nie możesz uciec od porównywania do przeszłości. Żeby złapać się za głowę i kręcić nią z niedowierzania, nie trzeba cofać się do czasu van Bastena, George’a Weah czy nawet Andrija Szewczenki. Wystarczy powiedzieć, że tu niedawno w ataku biegał Inzaghi, Pato czy Ibrahimović, a teraz szwęda się – bo tego nawet nie można nazwać bieganiem, w wojsku mówią na to „świński trucht” – ktoś taki, jak Cutrone. Z całym szacunkiem – to brak szacunku. Dla wszystkich, którzy w wielkim Milanie przez tyle lat grali.

Chłopak strzelił ostatnio bardzo ważną bramkę z Interem, która dała zwycięstwo w dogrywce derbów Mediolanu w Pucharze Włoch, ale po Gattuso nie spodziewalibyśmy się wystawiania i trzymania przez cały mecz zawodnika tego pokroju. Gdyby „Rino” grał jeszcze w piłkę, w przerwie chyba by go udusił. Nie mówiąc już o Fabio Borinim, który w momencie transferu już powinien być na wylocie z San Siro. Człowiek-strata, który bardzo się stara, ale notorycznie podejmuje złe decyzje. Andre Silva nie jest w wyśmienitej formie, nie jest nawet w dobrej. Gdy jednak Portugalczyk wszedł na boisko, to jakby może nie ferrari, ale solidnej klasy BMW wjechało na wyścig trabantów.

Mecz na zero z przodu

Gattuso po przyjściu do Milanu zapowiadał, że przede wszystkim zmieni mentalność. Nie da się jednak całe 90 minut „dawać z wątroby” i biegać, gdy nogi nie niosą. Charakter robi różnicę, gdy trzeba zdobyć się na jeszcze jeden sprint czy jeszcze jeden wślizg. Wyglądając tak motorycznie, jak Milan w meczu z Fiorentiną, nie da się jednak wiele zrobić.

Głowa jest w piłce ważna, ale tak samo jak mięśnie. Co z tego, że chcesz i jesteś zmotywowany, jak nie masz narzędzi, by to pokazać.

Małym pocieszeniem dla kibiców Milanu jest to, że piłkarze Fiorentiny również nie błyszczeli. Jeśli jednak mielibyśmy wybrać drużynę, która do 70. minuty była mniej zła, wskazalibyśmy na gospodarzy. Jeśli ktoś miał strzelić pierwszą bramkę w tym meczu, to właśnie syn Diego Simeone, Giovanni. Miał na to dwie szanse w pierwszej części gry, ale trafił dopiero w 71. minucie. Do trzech razy sztuka, a to zejście na krótki słupek i dobre uderzenie głową można nazwać sztuką.

Tego piłkarskiego rzemiosła nie opanował drugi z napastników Violi, Cyril Thereau, który mógł otworzyć mecz już kilkanaście minut po jego rozpoczęciu. Zamiast jednak skontrować dośrodkowanie Lauriniego i huknąć tak, jak później jego kolega z ataku, Thereau postanowił… odwrócić się od piłki i uderzyć plecami. W drugiej połowie był sam, nieatakowany przez nikogo w polu karnym, a podanie z rzutu rożnego co prawda zakończył głową, ale pięć metrów nad poprzeczką Donnarummy.

Syn Diego Simeone, Giovanni, otworzył wynik spotkania.

200 milionów w błoto?

Gol Simeone otworzył jednak nieco to spotkanie. Do tego momentu moglibyśmy pomyśleć, że zawodnicy obu drużyn od swoich trenerów dostali zakaz strzałów na bramkę, a pole karne zamieniało się w podłogę-lawę z dziecięcych zabaw, na którą nie można było nadepnąć. Po trafieniu gospodarzy do głosu doszli jednak goście, którzy wreszcie zaatakowali śmielej, ale znów wszyscy wspinali się na plecach Suso.

Hiszpański błyskotliwy pomocnik po raz kolejny był najlepszym aktorem czarno-czerwonego widowiska, chociaż znów nie ustrzegł się głupich błędów i strat. Ze wszystkich zawodników ofensywnych tylko on jednak próbował „coś” zrobić, a jedno z tych „coś” zakończyło się bramką wyrównującą Calhanoglou. Sprowadzony z Bayeru Leverkusen piłkarz zawodzi na całej linii, ale przy tej zmianie może śmiało postawić sobie plusik.

Suso – jedyna jasna postać w ofensywie Rossonerich.

Wypada sobie jednak zadać pytanie: dlaczego po dwustu milionach wydanych na transfery w ataku na dobrą sprawę nadal istnieje tylko ten, który już w drużynie był? OK, obrona została wzmocniona i to widać: w przesuwaniu, kryciu, spokoju, odbiorach, pojedynkach powietrznych, wyprowadzaniu piłki. Bonucci, Rodriguez, Romagnoli, Donnarumma, a nawet Calabria zaliczyli dobre zawody.

Im dalej w las jednak, tym ciemniej. Jeśli nadal szrot będzie zaśmiecał mediolański klub i zawodnikami pokroju Boriniego czy Cutrone Milan będzie chciał podbijać ligę, Gattuso skończy jak inni byli wielcy zawodnicy ACM na ławce trenerskiej, czyli Inzaghi czy Seedorf.

Pogłoski o zwolnieniu „Rino” rozpyliłbym w oparach absurdu, ewentualnie: włożył między bajki. GG potrzebuje czasu, by zmienić diametralnie oblicze mediolańskiej drużyny. I piłkarzy, zwłaszcza w ataku, który potrafią w piłkę grać, a nie tylko ją kopać i za nią biegać. W dodatku wolno.

Bartłomiej Stańdo

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem