Kibice Atletico potraktowali gwiazdę Realu tak, jak na to zasłużył

Sobotnie derby Madyrtu rozegrano na stadionie Atletico, Wanda Metropolitano. To była jednocześnie pierwsza podróż "na stare śmieci" belgijskiego golkipera Realu, Thibault Courtois. Przywitany został "godnie"...

To Courtoius był górą w meczu Realu Madryt z Atletico – na oczach kibiców Rojiblancos wygrał 3:1 w barwach „Królewskich”. Samego spotkania na pewno jednak nie będzie wspomniał do końca życia jako najlepszy dzień w karierze. Kibice gospodarzy nie przyjęli go zbyt dobrze: zniszczyli gwiazdę upamiętniającą 100 występów Belga w drużynie Atleti, a także obrzucali go pluszowymi szczurami, które są symbolem zdrady.

Można się oburzać, mówić o braku szacunku, ale belgijski golkiper sam sobie na takie traktowanie zapracował.

– Filmik z 2013 roku, kiedy przy świętowaniu Pucharu Króla z Atletico obrażałem kibiców Realu Madryt? Myślę, że byłem wtedy bardzo młody i dałem się ponieść chwili. Wtedy za to przeprosiłem i robię to samo teraz. Uważam, że to była sprawa z młodości, a nie coś, co mnie cechuje. Teraz kibice zobaczą, że będę dawać z siebie wszystko dla herbu Realu – powiedział Courtois, który herb ten… pocałował. Jako jedyny w karierze.

– Nigdy wcześniej nie całowałem żadnego herbu, dzisiaj zrobiłem to po raz pierwszy, ponieważ jestem tu, gdzie zawsze chciałem być – dodał.

Palenie koszulek tuż po transferze go nie dotknęło, ale zrobił to samo, co ostatnio wielu piłkarzy z najwyższej półki: Gonzal Higuain, Fernand Torres, Mario Götze czy Carlos Tevez. Świński łeb rzucono pod nogi Luisowi Figo, z falą nienawiści spotkał się Ashley Cole, Manuel Neuer i wielu innych. W Polsce ostatnio Wisłę na Legię zamienił Krzysztof Mączyński, a w tym samym kierunku podążyli przy mniejszej lub większej dawce niesmaku Carlitos, Kasper Hamalainen czy Bartosz Bereszyński.

Gdzie tu skandal, oprócz „oczywistej oczywistości” jaką jest niesmak towarzyszący przenosinom do Realu Madryt byłego piłkarza klubu, dla którego „Królewscy” są największym wrogiem, czyli Atletico? Courtois obrażał Real i jego kibiców w wieku 21 lat, więc nie był dzieckiem. Śpiewał: „Skacz, skacz, skacz, jak mały kangur który pi*rdoli w d*pę madritistas” (po hiszpańsku to się rymuje). Może to zrzucić na karb młodości, ale jednocześnie nie może tuż po tym opowiadać bajek, że „zawsze chciał tu być”. Chciał być w Realu, który obrażał? Chciał być uwielbiany przez tych, których „wykorzystują małe kangury”?

Zawód piłkarza różni się od zawodu piekarza, murarza czy prawnika – najbardziej tym, że losy futbolistów poruszają setki milionów osób na świecie. Możesz mieć to w gdzieś, jasne. Wielu ma. Nawet przy akompaniamencie gwizdów słyszą z tyłu głowy cichy szelest banknotów, które regularnie spływają na koncie. Przyszedłeś tu tylko grać w piłkę i fajnie zarobić, reszta cię nie interesuje? Fajnie, ale… nie pajacuj. Nie całuj herbu. Nie pleć bzdur, że kochasz te barwy i nigdy nie odejdziesz, a już na pewno nie do największego rywala. Jeśli wybierasz ścieżkę udeptaną przez Luisa Figo, ścieżkę zdrajców i Judaszów, masz zamiar pokazać brak szacunku dla ludzi, którzy ściskali za ciebie kciuki – skorzystaj chociaż z tego wspaniałego przywileju milczenia. Jeśli nie, nie możesz się dziwić, że ktoś również nie postanowił milczeć.