Kamil Grabara wbija uroczą szpilkę Pawłowskiemu. Pamiętacie „We will say…”?

- Dwa i pół roku, na Twitterze... to zdecydowanie za dużo, trzymajta się ekipa - napisał Kamil Grabara dwa miesiące temu i naprawdę niemal zniknął. Od tamtego momentu napisał tylko o udanym meczu z Finlandią w polskiej młodzieżówce. Poza tym: cisza. Pod wpisem Wojciecha Pawłowskiego nie mógł się jednak powstrzymać, ale nas to cieszy. Zwłaszcza, że szpilka nie jest chamska tylko sympatyczna. 

Chyba każdy, kto śledzi polską piłkę lub kariery robione przez biało-czerwonych w zagranicznych klubach pamięta wywiad Wojciecha Pawłowskiego dla włoskiej telewizji. Wyjeżdżał z polskiej ekstraklasy jako jeden z największych talentów i kandydat do przejęcia schedy w bramce reprezentacji Polski. Z Udinese nie zapamiętamy go jednak z gry, a z rozmowy w klubowej telewizji Udine:

Prowadzący zadawał pytania po włosku, ale z racji tego, że Pawłowski dopiero przyjechał na Półwysep Apeniński – zatrudniono do wywiadu tłumaczkę, która przekazywała pytania w języku angielskim. Pawłowski odpowiadał, ale… no właśnie. Nawet pani tłumacząca wywiad była w szoku, choć robiła co mogła.

Takie zdania, jak „we will say what time will tell” czy „esensey they casa” zostały kultowymi.

Filmik z miejsca stał się hitem internetu. a wszystkie powstałe w głowie polskiego golkipera prawie-angielskie słowa śmieszą do dziś. Fajnie jest to, że sam bramkarz po kilku latach nabrał do wywiadu sporego dystansu. Niedawno na przykład postanowił zaproponować na Twitterze… korepetycje z angielskiego dla osób, które nie czują się pewnie przed maturą. – Solić keeper przybywa z pomocą, taka okazejszyn może się prędko nie trafić – napisał.

Choć nie jest podstawowym bramkarzem Górnika Zabrze, czasu nie marnuje. Teraz wyszedł z inicjatywą założenia organizacji e-sportowej, której głównym celem będzie wsparcie młodych graczy. Wciąż nie ma nazwy dla nowego projektu, więc zaproponował fanom, by sami przysyłali swoje propozycje. Takiej okazji nie mógł przepuścić Kamil Grabara…

– Ty łobuziaku – odpisał Pawłowski, który ma nowego faworyta swojego konkursu na nazwę projektu. Co ciekawe, nagrodą dla zwycięzcy jest piłka z podpisami wszystkich piłkarzy… Górnika Zabrze, czyli odwiecznego rywala Ruchu Chorzów, którego jest wychowankiem i któremu kibicuje Grabara.

Wracając do samego twitta Grabary… Pozamiatane? Najważniejsze, że sympatycznie, co nie było oczywiste w poprzednich miesiącach czy latach. Jeden z wpisów Grabary skomentował niedawno nawet Zbigniew Boniek. – Na mój gust to lepiej mówić mniej, szczególnie, gdy ma się naście lat i wszystko przed tobą – skwitował.

Niedawno o wpisach młodego bramkarza Liverpoolu wypowiedział się też Jacek Magiera: –  Nie podobają mi się takie zaczepki, naśmiewanie się z kolegów po fachu. Dziś jednak inaczej na to patrzę. Kamil przestał udzielać się na Twitterze. Dobrą wiadomością jest dla mnie fakt, że jest na innym etapie rozwoju – powiedział WP Sportowymfaktom.

Faktycznie wydaje się, że Grabara poszedł w trochę innym kierunku, jeśli chodzi o kreowanie swojego wizerunku w mediach społecznościowych. Jeśli szpilka – to sympatyczna, wręcz urocza. Raczej mrugnięcie oka niż walnięcie z bańki a’la Zidane.

Kamila każdy zna póki co głównie z Twittera i choć ostatnio mocno go ograniczył, chyba nikt nie ma nic przeciwko, by kontynuował swoją internetową przygodę w takim stylu. Nie wyklucza to przecież tego, by poznać go także z pierwszej drużyny Liverpoolu. O ile twitterowa działalnosć ma smak, odpowiedni poziom i poczucie humoru, a nie opiera się na bezsensownych atakach i pokazie wyższości, której (jeszcze!) powodu pokazywać nie ma.