Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Już nikt w Wiśle nie powie: „Manuela z Big Brothera”

W Boaviście wystąpił w ponad 90 meczach i strzelił 16 bramek, do których dołożył osiem asyst. Przez przypadek do Porto nie trafił, a teraz jest w najlepszym wieku dla piłkarza – ma 27 lat. Polską ligę dominowali już ludzie, których piłkarskie CV nawet w połowie nie było tak dobre, jak portugalskiego skrzydłowego. Gdyby przed sezonem zapytać dobrze zorientowanego kibica na Półwyspie Iberyjskim, kto się sprawdzi w Wiśle, a

W Boaviście wystąpił w ponad 90 meczach i strzelił 16 bramek, do których dołożył osiem asyst. Przez przypadek do Porto nie trafił, a teraz jest w najlepszym wieku dla piłkarza – ma 27 lat. Polską ligę dominowali już ludzie, których piłkarskie CV nawet w połowie nie było tak dobre, jak portugalskiego skrzydłowego. Gdyby przed sezonem zapytać dobrze zorientowanego kibica na Półwyspie Iberyjskim, kto się sprawdzi w Wiśle, a kto będzie jednym, wielkim niewypałem – w roli rozczarowującego prędzej wskazałby na Carlitosa.

Niektórym może się nie podobać, że Wisłę zasilają zawodnicy głównie z Półwyspu Iberyjskiego, ale po głębszym zastanowieniu trzeba przyznać – to miało sens. Piłkarze ściągani przez Manuela Junco i do niedawna Kiko Ramireza są najzwyczajniej w świecie lepsi oraz tańsi od polskich futbolistów. Czego chcieć więcej? Pewnie tego, by lepsi byli nie tylko od juniorów. A tego Ze Manuel – jak przystało na ligę pełną paradoksów – nie zagwarantował.

Ze Manuel przychodził jako potencjalna gwiazda ekstraklasy…

Dziewiątka mocno fałszywa

Dyrektor sportowy Wisły Kraków reklamował Portugalczyka jako skrzydłowego lub napastnika, co zapaliło pierwszą czerwoną lampkę. Umówmy się: jeśli „dziewiątka” może grać i często gra gdzieś indziej, niż „na szpicy” to znaczy, że po prostu „dziewiątką” jest nienajlepszą. Dokładnie to samo można powiedzieć o Ze Manuelu. Okazało się, że wypożyczony z FC Porto piłkarz jest obunożny i owszem, może grać na obu skrzydłach, ale brak „depnięcia”, czyli przyspieszenia oraz szybkości sprawił, że opinię „gra także w ataku” można wsadzić tam, gdzie pracownicy HR-u wsadzają „lubię muzykę” i „czytam książki” w pierwszych-lepszych wysłanych CV.

Dziwić się jednak Manuelowi Junco nie można, że wykorzystał okazję i pozyskał Ze Manuela. W Portugalii dał się zapamiętać jako zawodnik, który miał nieźle ułożoną stopę, potrafił uruchomić kolegów prostopadłym podaniem, dośrodkować obiema nogami, dobrze odnajdował się w polu karnym, a gra głową nie była dla niego tajemnicą lasu. Nigdy nie był najszybszy, ale niektórym obrońcom naszej ligi powinien ciągle pokazywać plecy i widniejący na koszulce numer. Filmy na YouTube to żaden wyznacznik umiejętności, ale pokazują, że coś ten piłkarz w sobie miał.

– Teraz szukam mieszkania, jeżeli uda się to zrobić szybko, to przyjedzie do mnie żona i córka. Dzięki temu również sama adaptacja będzie przebiegać szybciej i lepiej ­przyznał po podpisaniu kontraktu i trudno cokolwiek zrzucić na aklimatyzację. Pomijając słowa Kamila Glika o tym, że jak ktoś jest dobry, to wchodzi i, zamiast tracić czas na oswajanie się z nowym otoczeniem, po prostu gra – warunki do oswojenia się w Polsce miał bardzo dobre. Trener, dyrektor sportowy i lekko licząc pół podstawowego składu było z Hiszpanii, co pozwoliło poczuć mu iberyjski klimat. Choć trzeba przyznać, że z dogadaniem się z nimi miał problemy. Swobodnie i szybko rozmawiał tylko z asystentem trenera, Portugalczykiem Goncalo Feio.

Nieprzygotowany do sezonu

Niedawno pisaliśmy tekst o tym, że nie da się odcinać kuponów nawet w trzeciej lidze, gdzie bez zaangażowania i dobrej dyspozycji fizycznej kompromitować mogą się nawet piłkarze z niemal 300. występami w ekstraklasie. Co by nie mówić o naszej lidze i jej paradoksach – tu także CV i nazwisko nie gra, gdy w płucach brakuje tlenu i robi się ciemno przed oczami. Podobnie było z Ze Manuelem, który wszedł do składu z marszu, bez okresu przygotowawczego. Trzy dni po podpisaniu kontraktu zagrał 30. minut w derbach z Cracovią, gdzie miał nawet udział w akcji decydującej o wygranej, po czym na następny mecz z Zagłebiem wyszedł w pierwszym składzie.

W Lubinie zaczął od pierwszej minuty, ale był kompletnie niewidoczny.

Wisła przegrała z „Miedziowymi” 0:3, a Portugalczyk spędził na boisku 72. minuty. Nie zachwycił, delikatnie mówiąc, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Pierwsze mecze można zagrać „na świeżości” i kto kiedykolwiek grał w piłkę oraz wracał po okresie rozbratu z futbolem wie doskonale, o czym piszemy. Kryzys przychodzi później. W tym wypadku w meczu z Lechią – jedynym, w którym wystąpił z Białą Gwiazdą na piersi przez pełne 90 minut. Później przyznawał, że marzył wtedy tylko o tym, by sędzia zagwizdał po raz ostatni. Nie mógł poprosić o zmianę, bo z kontuzją zszedł Fran Velez. Po spotkaniu wymiotował ze zmęczenia.

To oczywiście żadne usprawiedliwienie. Profesjonalny piłkarz, który podpisuje kontrakt z wielkim klubem w Polsce, powinien być gotowy do gry tak, jak jest gotowy do otrzymywania porządnej wypłaty.

Kiko Ramirez jednak nadal forował Portugalczyka w pierwszym składzie, pomijając chociażby pukającego do drzwi pierwszego składu obiecującego Wojtkowskiego. Jako „dziesiątka” Ze Manuel był zupełnie niewidoczny. Na boku nie wygrał chyba ani jednego pojedynku „jeden na jeden”. Zdecydowanie brakowało mu czucia piłki. Nie dawał kompletnie nic drużynie. Miał być lepszy od Carlitosa, a przypominał Barrientosa czy Crivellaro w ich najsłabszych okresach formy.

Przyznać mu trzeba, że miewał dobre pomysły i starał się grać odważnie, ale marnował każdą nadarzającą się okazję i przeraźliwie często tracił piłkę. Nie był typowym polskim skrzydłowym, który – gdy dostanie podanie – spuszcza głowę w dół i biegnie, tylko poruszał się z wzrokiem podniesionym w górę. Pytanie: co z tego, skoro i tak – nawet, jeśli coś widział – nie potrafił przelać myśli na murawę. Na dodatek nie pomagał w obronie, a wykorzystać nie potrafił nawet sytuacji sam na sam.

Były opinie, więc czas na liczby. To, że zagrał w siedmiu spotkaniach i nie zaliczył ani jednej bramki i ani jednej asysty – wszyscy wiemy. Jak wyglądało to dokładnie?

  • Zagłębie, 72 minuty. 18% wygranych pojedynków, 14 strat, 72% celnych podań.
  • Lechia, 90 minut. 29% wygranych pojedynków, 7 strat, 92% celnych podań.
  • Arka, 60 minut. 13% wygranych pojedynków, 3 straty, 60% celnych podań.
  • Piast, 62 minuty. 39% wygranych pojedynków, 5 strat, 86% celnych podań.

Paradoksalnie po najlepszym (a raczej: najmniej tragicznym) liczbowo meczu na trzy spotkania wyleciał z kadry. Później wszedł dwukrotnie na końcówki – najpierw zaliczył 12 minut w meczu z Legią Warszawa (0:1), a później 23 minuty z Lechem Poznań (1:1), które były jego ostatnimi w Wiśle. W stolicy Wielkopolski nie wygrał ani jednego pojedynku, dwa razy stracił futbolówkę, znów nic nie pokazał.

Ze Manuel biegnie z piłką, więc pewnie za chwilę ją straci. W Wiśle oddał jeden celny strzał i zanotował ponad 30 strat.

Przez te niemal pół godziny jako zmiennik nie oddał nawet jednego strzału na bramkę. Co ciekawe, przez cały swój pobyt na Reymonta 22 (siedem meczów, 350 minut) oddał zaledwie… pięć strzałów. Przez prawie sześć godzin gry zaliczył jeden strzał celny. Jak na napastnika, który ma w CV sto meczów w szóstej najlepszej lidze Europy – dramat.

Jedyny pożytek, jaki mieli z niego kibice Wisły to Football Manager i FIFA 18, w której Portugalczyk ma zdecydowanie najlepsze statystyki (72 overall, drugi Wasilewski ma 71). Parafrazując znany kawał: co robią fani Białej Gwiazdy, gdy Ze Manuel – lub „Manuela z Big Brothera”, jak komentowali kolejną stratę w wykonaniu Portugalczyka niektórzy fani Wisły – zostaje królem strzelców ekstraklasy? Wyłączają konsolę i idą spać.

Bartłomiej Stańdo

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.