Juras: “Nie ma co ukrywać – nie jestem faworytem”

    Przedstawiamy Wam pierwszą rozmowę z Łukaszem “Jurasem” Jurkowskim, po ogłoszeniu jego rywala na KSW 39 na Stadionie Narodowym.

    Od jak dawna wiedziałeś, że Rameau Sokoudjou jest w gronie Twoich potencjalnych rywali?

    Od samego początku był jednym z faworytów. Pierwszym pomysłem ze strony KSW był Jason “Mayhem” Miller. Nie udało się z nim ostatecznie porozumieć i padło na Sokoudjou. Jest to zawodnik znany polskiej publiczności, toczył boje z Jankiem Błachowiczem, walczył dla najważniejszych organizacji na świecie takich jak: Pride, UFC czy Bellator i wreszcie był mistrzem KSW. To bardzo dobry rywal, który nie daje nudnych pojedynków. Nie ma co ukrywać – jestem w tej walce sporym “underdogiem”.

    No właśnie, bo już można przeczytać komentarze w stylu: “Sokoudjou wytrze ring Jurasem, za te lata jedzenia pizzy i obijania się”. Chcesz zamknąć usta krytykom?

    Ja nie mam ambicji zamykania ust komukolwiek. Internet jest wolny, każdy pisze co chce, a że jest pełen idiotów, to już inna historia. Ja przez te 6 lat przerwy byłem zawodnikiem aktywnym sportowo. Oczywiście, zdarza mi się wrzucić do social mediów “fotę” z pizzą, ale każdy zawodnik ma czas, w którym trenuje i odpoczywa. Ja trenowałem ostatnio bez presji, dla przyjemności i miałem też więcej niż w czasie kariery wolnych chwil. Cały czas przez ten okres woziłem w samochodzie torbę ze sprzętem do treningów i jak wypadało mi godzinne “okienko” w pracy, to jechałem na salę. Ja nie wracam do MMA po 6 latach picia whisky i jedzenia pizzy. Wracam w dobrej formie, którą utrzymywałem przez 11 miesięcy w roku, a w grudniu robiłem sobie reset. Nie mam ambicji zamykania komukolwiek ust. Chce przygotować się do pojedynku na 100% i udowodnić sobie, że dam radę. Oczywiście, chcę też  dać radość tym wszystkim, którzy we mnie wierzą i mnie wspierają. Muszę teraz zrobić wszystko, żeby Sokoudjou jednak nie wytarł mną maty (śmiech).

    Jak Ty, jako również dziennikarz i ekspert od MMA pozycjonujesz swojego rywala? Gdzie widzisz jego mocne i słabe strony?

    Ja to pamiętam jak “jarałem” się Sokoudjou jak nokautował Nogueirę i Ricardo Aronę walcząc w Pride. On należy do bardzo eksplozywnych zawodników, który dysponuje bardzo mocnym uderzeniem i kopnięciem. W tym będzie najgroźniejszy. Nie jest tytanem kondycji, co pokazał w niedawnym pojedynku z Tomaszem Narkunem. Trzeba będzie zrobić dobrą bazę atletyczną, mieć dobry “tlen” i przeczekać te pierwsze 3 minuty, aby te jego mięśnie się “spompowały” i ta siła nie była już tak duża, jak na samym początku walki. Jeśli to się uda zrobić, to jestem dobrej myśli. Nie będę uciekał od bijatyki. Ja mam taki komfort, że ja się nie nastawiam, że muszę ten pojedynek wygrać za wszelką cenę. Nie jestem faworytem, a to powinno dać mi więcej luzu w tej rywalizacji. Ja bym chciał, żeby to był taki pojedynek, żeby ludzie, którzy kupili bilety byli zadowoleni. Chce pokazać serce i determinację. Nie nastawiam się na decyzję punktową. Albo on, albo ja.

    Jak sobie wizualizujesz to starcie?

    Najbardziej realny wydaje mi się scenariusz zakończenia tej walki w drugiej rundzie. Pierwsza runda będzie dla mnie niebezpieczna. Będę chciał ją bardziej przetrwać, niż rzucać się od razu na przeciwnika. Liczę, że jak po kilku minutach  Sokoudjou osłabnie, to zacznę wywierać na nim presję. Widziałem wiele jego walk, mam sztab ludzi, który analizuje wszystkie jego braki i jeśli nadarzy się okazja, żeby skleić moje kolano z jego szczęką, to zrobię to wielką przyjemnością.

    Czyli bardziej go “ubijesz” niż poddasz?

    Tak. Ciężko jest poddać zawodnika, który dysponuje taką siłą fizyczną. Ja jestem, jak na kategorię 93kg dosyć szybki. Zamierzam dobrze pracować na nogach, mocno kopać i generalnie się bić. Nie sądzę, abym musiał ten pojedynek sprowadzać do parteru. Jeśli ktoś będzie uciekał w parter, to ta osoba, która przegra bokserską wymianę.

    Traktujesz to trochę, jak pomszczenie Janka Błachowicza, który co prawda wygrał drugi pojedynek z Sokoudjou, ale w pierwszym nabawił się przykrej kontuzji?

    Nie. Zupełnie nie mam tego w głowie. To już było tak dawno, że się nie liczy (śmiech). Traktuje tą walkę tylko w kategorii nowego wyzwania. Jego przeszłość mnie absolutnie nie interesuje. Skupiam się na tym, co przed nami. To jest bardzo groźny rywal i nawet, jakby do tego pojedynku miało dość za dwa lata, to Sokoudjou będzie jego faworytem.

    Rozmawiał: Krzysztof Kwaśny

    Komentarze