Juras Blog: Z pamiętnika fit maszyny…

Ale mi się nie chce wstawać… Jest dopiero 6:15, a ja zasnąłem ok. pierwszej w nocy. Z zaklejonym okiem próbuje spojrzeć na ekran telefonu, aby upewnić się, że ten złowieszczy dźwięk to budzik, a nie kolejny sen, kiedy to leżę na ciepłej plaży w Tajlandii, a piękna dziewczyna masuje mi plecy. Zamówiłem masaż z happy endem, więc nie mogę doczekać się kulminacji.

I kiedy już spełniam się na poziomie testosteronu… dźwięk alarmu tokarki, w którą przed chwilą wkręcił się czyjś palec. To mały Azjata szarpie mnie na plaży, mówiąc że „cias sie koniec mister”. Ech. Pal licho te sny. W życiu nie pojadę do Tajlandii skoro ten czas tak szybko tam mija.

Patrzę w lustro nad umywalką. Znaczy nie to, że najpierw nie skorzystałem z toalety. Chociaż w sumie? Niech pierwszy rzuci kamieniem facet, który nigdy nie odlał się do umywalki! Widzę twarz menela z dziesięcioletnim stażem.

Kurczę chyba kupię jednak jakiś krem nawilżający, bo ryj mam niewyjściowy jak komplet skarpeta+sandał.

Z drugiej strony moja dziewczyna lubi tego menela, więc może nie ma aż takiego dramatu. Dobra o czym ja myślę w tej łazience. Może zaraz jeszcze wydepiluje sobie nogi albo maznę usta błyszczykiem? Wrrrrrr powiedziałem sam do siebie i nagle zapragnąłem surowego mięsa. No. Poziom testosteronu musi się zgadzać.

W samych majtkach otwieram drzwi, aby odebrać codzienną paczkę zdrowego żywienia od Body Chiefa.

Jestem od nowego roku taki fit, że Akop z Sylwią, to przy mnie zapuszczone grubasy.

To już dziesiąty dzień na diecie i tylko jeden cheat! Czuję jak chudnę w oczach, jak skóra naciąga się na mięśniach, a kratka na brzuchu to tylko kwestia dni. Łyk wody. Oczywiście tej najzdrowszej, bo przecież ma to kolosalne znaczenie, czy umrę czy nie. Ilość minerałów musi się zgadzać. Jak już jesteśmy przy minerałach… idę do półki zwanej „moc energia amfeta….tfu adrenalina”. Wyłaniając się zza rogu przedpokoju mym oczom ukazał się widok, który niejednego lub niejedną wprawia we wzruszenie przemieszane z podnieceniem. Mym oczom ukazała się szafka z suplementami IHS. Stoją tak sobie samotnie dumnie prezentując kolorowe opakowania. Jaka tam drzemie moc, jaka energia.

Sprawnym wyćwiczonym ruchem otwieram po kolei cały arsenał, a kiedy z moich rąk zaczyna lecieć towar na ziemię znaczy, że dawka jest odpowiednia. Rośnij mój bicepsie.juras-blog-fit-dieta-1

Rośnij moja klato! Sezon w Mielnie już niebawem… Nie udało się w poprzednich latach, ale w tym to my im już pokażemy. Już widzę te zazdrosne spojrzenia kiedy idę taki fit brzegiem plaży, nasmarowany olejkiem, aby wyraźnie podkreślić każdy mięsień.

Popiłem. Znaczy suple, bo alkoholu nie tykam. Źle wpływa na mój katabolizm czegoś tam ponoć. Widziałem film w internecie, to wiem. 378ml wody poszło z butelki. To ważne, aby trzymać się odpowiednich dawek. No dobra. Czas na drugie zdjęcie przed lustrem w samych gaciach. Codziennie robię przegląd formy po obudzeniu się i po tym jak zjem suple. Nawet nie wiecie jak 378ml wody może zalać organizm. Nie wspominałem o tym pierwszym zdjęciu? Przepraszam, ale nie mówi się o rzeczach oczywistych. Mam nadzieję, że każda fit maszyna mnie doskonale rozumie.

Posiłki. W zasadzie clue całej religii. „Jesteś tym co jesz”… nie bardzo rozumiałem to pojęcie, dopóki moja twarz po grudniowej rozpuście kulinarnej nie zaczęła przypominać pizzy.

12

Komentarze