Juras Blog: W cieniu medialnych starć…

Uszanowanie! Czas wrócić trochę do formy pisanej moich blogów, jako, że ostatnimi czasy na mojej stronie gościły głównie wideoblogi. Oczywiście ściśle związane z moim wyjazdem do Nowego Yorku na gale UFC205, gdzie rywalizowały w walce o mistrzowski pas „słomkowej” nasze najlepsze wojowniczki, czyli #andstill Joanna Jędrzejczyk kontra Karolina Kowalkiewicz.

Ponadto byłem świadkiem na żywo zdobycia drugiego mistrzowskiego pasa UFC przez fenomenalnego Conora McGregora, końca kariery Mishy Tate, rozbicia w pył Weidmana przez Romero Palacio itd.

Jak już jesteśmy przy Romero Palacio… Ktoś pamięta, że kiedyś Orange Sport transmitowało galę z Dąbrowy Górniczej, gdzie nasz czołowy półciężki Michał Fijałka skrzyżował rękawice z jakimś tam starszym kubańskim judoką? Dla Romero była to druga zawodowa walka, ale już wtedy widać było, że ten gość ma potencjał znacznie wykraczający poza deklasacje „Sztangi”. Teraz w wieku 39 lat przyjdzie mu walczyć o mistrzowski pas UFC kategorii średniej z Michaelem Bispingiem i jestem prawie pewny, że ten pas zdobędzie.

Zamykamy zatem rozdział nowojorskiej przygody raz jeszcze dziękując wszystkim, którzy oglądali moje wideoblogi. Mam nadzieje, że przynajmniej trochę poczuliście klimat tego klimatycznego miasta i emocji związanych z galą w Madison Square Garden.

Tak jeszcze na sam koniec mogę napisać małą anegdotkę, o której nie było mówione w wideoblogach. W związku z tym, że wyglądam jak wyglądam… lekko bandycki wyraz twarzy, łysa głowa, nawet kawałek bicepsa i kalafiory na uszach… od pierwszych chwil w USA byłem brany za zawodnika, który przyjechał na UFC walczyć, a nie kibicować. Całości wizerunku dopełniał outfit firmy Manto, więc jakoś średnio mnie to dziwiło. Nie pierwszy, nie ostatni raz z tą różnicą, że Amerykanom ciężko było przetłumaczyć, że rzeczywistość jest inna. 

W naszej śniadaniowej restauracji przez cały tydzień wierzyli, że walczę w sobotę (choć nie dało im do myślenia, że zamawiana dieta kompletnie temu zaprzecza), zagadywali o start, a w niedzielę nawet pytali jak poszło. Ok, ok – odpowiadałem, gdyż nie było już siły tłumaczyć rzeczywistości po raz kolejny.

Nawet jak spotkaliśmy w Morning Star Restaurant wielką gwiazdę myzuki, czyli Stinga (w ogóle co za niewiarygodna sytuacja), to nawet on był przekonany, że walczę na UFC, robiąc sobie ze mną zdjęcie z dociśniętą pięścią do mojego podbródka.

sting-juras-laczy-nas-pasja

Licząc, że pod hotelem Affinia Manhatan, gdzie stacjonowało całe UFC zrobiłem sobie z ludźmi jakieś 30 zdjęć, gdyż skoro wyglądam, a nie znają mnie jeszcze, to na bank walczę w prelimsach. Lepiej zatem na przyszłość zrobić sobie zdjęcie ze mną. Dodając jeszcze, że po zamkniętych strefach UFC śmigałem bez żadnego skrępowania, a Jacare w windzie pytał, którą mam walkę… no cóż. Nie mogę ich wszystkich zawieść. UFC? Czekam na telefon! :))))

Wracamy jednak do rzeczywistości, a ta dla polskiego MMA ma się dobrze, a nawet bym powiedział świetnie. Nie będę pisał o należnym splendorze i wydźwięku medialnym walki dziewczyn na UFC, bo to oczywiste w sumie.

12

Komentarze