Juras Blog: Trash Sport

Uszanowanie! Rosół zjedzony? Schabowy czy mielony już się trawi? No to na niedzielną sjestę zapraszam do poczytania mojego dzisiejszego bloga. Patrząc na to co za oknem domyślam sięże  spacery odpadają. Mam dość takiej pogody w lato jak kierowców jeżdżących bez użycia kierunkowskazu. 

Dzisiejszy blog będzie o nowej modzie, która zawitała do sportów walki kilka lat temu, a ostatnimi czasu jest jej eskalacja. Wszystko przez pryzmat króla MMA Conora McGregora, który już za tydzień stanie do pięściarskiego boju z królem Boksu Floydem Mayweatherem JR. Przy okazji rzucam informacjąże będę miał przyjemność skomentować tę walkę (oraz trzy inne pojedynki) wspólnie z Panem Kostyrą i Grześkiem Proksą. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Będę musiał docisnąć trochę gazu wracając z Rawy Mazowieckiej tuż po gali Ladies Fight Night, którą tradycyjnie poprowadzę jako ring announcer. Oczywiście w duecie z Jankesem. Przy okazji jak już jestem przy LFN, gdyż nie miałem chyba okazji podziękować za doping, piękną flagę i mobilizację na mojej walce podczas KSW Collosseum. Dziękuje! #teamLFN

No dobra. Czas zabrać się na temat główny. Wspominałem o pewnej modzie, która zagościła na stałe w krajobrazie sportów walki. Mianowicie Trash Talk, czyli promowanie walk przez wzajemne ubliżanie sobie w mniej lub bardziej wybredny sposób. 

Absolutnym mistrzem fachu jest oczywiście Conor McGregor, który wyprowadzanie przeciwników z równowagi opanował do perfekcji, będąc przy tym naturalny w każdym słowie. Może przez pryzmat całego sportowo medialnego sukcesu trochę czasami przekoloryzuje swoją postać ale bezwzględnie to On dzierży berło króla trash talku. Wszyscy doskonale znamy kultowe już „who da fook is this guy?” z konferencji przed galą w Nowym Yorku, kiedy to Jeremy Stephens chciał zaistnieć na tle Irlandczyka. O tym, że z Natea Diaza konsekwentnie robił głupka który umie liczyć tylko do pięciużonie Alvareza kazał zakładać czerwone majtki, bo na konto wpłyną w końcu większe pieniądze, a swoim rywalom dokładnie przepowiada jak szybko padną na deski. Nie będę już nawet wspominał o całej promocji walki z Mayweatherem, bo cała ta trasa przypominała bardziej cykl dobrego roasta” niż zapowiedź poważnej walki. Conor McGregor jest mistrzem gadania ale wszystko to poparte jest wynikiem sportowym. Barwna postać, która zarabia miliony. Nie sądzę aby bez całej tej trash talkingowej otoczki zarobił ćwierć tego co dostaje za bycie Conorem. Ludzie to kupili, ludzie chcą oglądać całe show z Jego udziałem, a przy okazji zerkną na produkt końcowy jakim w tym wszystkim okazuje się być sama walka. 

Świat sportów walki zna wielu, którzy promocję opierali na obrażaniu rywala czy atakach bezpośrednich podczas ważenia czy konferencji. Nie od dziś wiadomo, że skandal sprzedaje się lepiej niż wyrazy wzajemnego szacunku. Ja jednak stanę trochę w opozycji do tego. Jestem zawodnikiem wychowanym przez Taekwon-do, gdzie etykieta i kultura wschodu przenikały się z rozwojem sportowym. Białe kimono (dobok), czarny pas, ukłon przed wejściem na salę treningową, ukłon przed walką, ukłon do trenera. Przez sporty walki z małego osiedlowego cwaniaczka, który szukał byle pretekstu do małego szarpania, wyrósł całkiem ogarnięty i poukładany facet. Może nie do końca w głowie poukładane ale z tym już się nic nie da zrobić. Wariatom żyje się łatwiej. Oglądając to co obecnie dzieje się w sportach walki, jak organizacje mają parcie na skandal, często reżyserując zaczepki, czy namawiają zawodników do wzajemnego obrzucania się słownym gównem jestem czasami zażenowany. Po pierwsze to absolutnie nie mój styl, czego dowód mieliście m.in na konferencji prasowej przed KSW Collosseum, kiedy to Sokoudjou próbował szukać zaczepki ale odbił się od ściany szacunku. Po drugie… to trzeba umieć, a nie teraz wszyscy nagle chcą być Conorami, bo wydaje im sięże dzięki temu zarobią kilka dolarów więcej. W efekcie często wychodzi samostrzał w kolano, bo o ile można przygotować coś na zaczepkę i wrzucić do sieci, to przy bezpośrednim starciu często brakuje już tej naturalnej błyskotliwości. Przykładów można by mnożyć również w polskim MMA. 

Może zamiast kreować się na postacie, którymi nigdy się nie będzie wziąć się za poważną robotę nad własnym wizerunkiem? Być sobą? tak po prostu. Szukanie na siłę rozgłosu i kontrowersyjności może zakończyć się łatką Joli Rutowicz czy innych od pokazywania sowy. Najpierw osiągnij sukces sportowy, wygraj coś, zdobądź pas i uznanie, a dopiero potem kreuj się na kogoś. Inaczej szczekanie na rywali okaże się tylko mlaskaniem szczeniaczka. Niestety ale już początkujący w sportach walki przybierają tę dziwną pozę. Widzą, co się sprzedaje, co jest elementem show. Próbują być jak Conor. Tyle, że na końcu trzeba wyjść do ringu czy klatki… a z tym już bywa gorzej. 

Udanej niedzieli! 

Komentarze