Juras Blog: Tłusty czwartek

W dzisiejszym blogu chciałbym skoncentrować się na kwestii, która wzburza wiele osób za każdym razem jak wrzucę coś, gdzie jestem bez koszulki czy fotę z niezdrowym jedzeniem. Mam czasami wrażenie, że często przywoływany przeze mnie „fit terror” niektórym z braku endorfin życiowych zablokował zdolność racjonalnego myślenia i braku dystansu do siebie, do ludzi.

Śpieszę zatem łopatologicznie wyjaśnić niektórym ludkom, że dosyć często posługuję się czymś, co nazwa się ironia i sarkazm. Można zarzucić mi wiele, ale na pewno nie to, że nie mam do siebie dystansu. Umiem śmiać się z siebie i dobry żart na mój temat również propsuję, bijąc brawo na stojąco. Nie wszyscy jednak czują mój przekaz. Cytując klasyka „będę pisał powoli, aby każdy zrozumiał”.

Czy naprawdę ktoś myśli, że jeżeli wrzucam foto ze smażonym serem, piwkiem i frytkami, to dokładnie tak wygląda moja dieta na co dzień? Każdy posiłek? Bo czytając niektóre komentarze właśnie takie odnoszę wrażenie.

Spalony na stosie, wyklęty przez tych, którzy od lat nie widzieli grama cukru, a jakby zjedli frytka, to by rzygali trzy dni czując się przy tym brudnymi, jak meksykańska prostytutka na ulicach San Diego. Zacytuję zatem zdanie z jednego z moich ulubionych filmów: „Napchałeś sobie głowę głupotami o żabkach, a teraz na siłę próbujesz przekonać tym innych”.

Przecież ja nie wypominam Tobie, mistrzu perfekcji ludzkiego ciała, że w sumie fajnie, że masz kratkę na brzuchu i bicka 60 cm, ale do cudownej diety mierzonej ziarenkami ryżu dorzucasz połowę apteki, a Twój brzuch i dupa przypominają sito od igieł. Ty masz kult ciała, a ja mam kult walki. Pozwól zatem, że ja skoncentruję się na przygotowaniach kondycji, siły, wytrzymałości i szybkości wspartej techniką walki, a Ty dalej ładuj w dupę i pompuj bicka.

W sportach walki wyżyłowana sylwetka jest absolutnie sprawą trzeciorzędną. Tu trzeba mieć przede wszystkim jaja, twarde pięści i mocną szczękę.

Zresztą przykładów wielkich zawodników z tkanką tłuszczową duuuuużo poza BMI jest wielu. Ja nigdy nie należałem do zbudowanych gladiatorów i jakoś niespecjalnie mi to przeszkadzało. Wychodząc do walki w kategorii 93kg wyglądałem tak samo, jak gdy ważę ponad 100. Tylko trochę mniejszy. Oponka na brzuchu, klata jak u kurczaka, dobite łapy i barki. No i nogi. Te zawsze miałem nienaturalnie duże. Pewno za małolata rodzice kazali robić przysiady zamiast pompek.

Dieta? Tak. Pomijając wyjazd z dzieckiem na ferie, gdzie nie mam kateringu Body Chiefa, od poniedziałku do piątku odżywiam się bez żadnego cheat mela. Jedynym szaleństwem jest Cola Zero. W weekend póki co jadam już normalnie, choć na śniadanie raczej zjem jajecznice na boczku niż naleśniki z dżemem. W weekend pozwolę sobie też na drinka lub piwo. Nie do zarzygania, ale do dobrego filmu na kanapie. Liczy się balans i rozsądek w tym wszystkim.

Jadę na Słowację, to obowiązkowo zjem smażony syr. Być tutaj i nie zjeść ich sztandarowego specjału, to tak jakby pójść do agentury, popatrzeć na dziewczyny i wrócić do domu masturbować się. Złotego Bażanta, naprawdę pyszne piwo, też trzeba wypić. Nie dziesięć i zjechać pod stół. Normalnie. Do obiadu. Potem jeszcze można zrobić trening, pójść na basen, zrelaksować się.

Odbiję jeszcze jeden argument: „inni zawodnicy wrzucają zdjęcia i filmy tylko ze sportowego trybu życia” – a co mnie to za przeproszeniem obchodzi, jak prowadzą swoje social media inni zawodnicy? Zakładasz, że jak nie wrzucają zdjęcia z lodami po północy to znaczy, że ich nie jedzą? Że nie piją drina w weekend? Że wychodząc do klubu na imprezę wciągają rozdrobnioną kalarepę, a nie koksik? Jakby każdy zdawał relację ze swojego dnia w social mediach… światopogląd wielu upadłby szybciej niż się Wam wydaje.

Każdy jest człowiekiem. Tylko człowiekiem. Każdy ma swój sposób na odreagowanie stresu, zmęczenia, nagrody dla siebie za tydzień ciężkiej pracy. Niekoniecznie jest to robienie pompek i picie surowych jajek.

Deal with it. Ja wrzucam dużo głupot, bo taki po prostu jestem. Nie udaję nikogo. Wasz wybór czy chcecie się oszukiwać, czy nie. Jednym się to będzie podobać, innym nie. Proste jak moje plecy po treningu stabilizacji i mobilizacji 🙂

Nie dajcie się zwariować kochani. Żyjcie tak, aby było dobrze Wam, a nie tym, którzy patrzą. Jeżeli lubisz zdrowy tryb życia, to trzymaj się tego. Jeżeli czasami, tak jak dzisiaj masz ochotę zjeść pączka, to zrób to bez wyrzutów sumienia.

Jutro spalisz go bardzo szybko, a uczucie radości i spełnienia położy cię dziś spać z uśmiechem na ustach. Nie dajcie się zwariować. We wszystkim trzeba po prostu znaleźć balans. Ja do walki zrobię plan 100%. Bez wymówek, bez marudzenia. Bo chcę, a nie ktoś mi karze, czy wymaga. W klatce jestem sam. Nikt za mnie nie pójdzie rozbijać sobie głowy, a wychodzić ze świadomością, że nie zrobiło się wszystkiego co mogło, bo odpuściłem… Z góry wiem, że będę miał pretensje do siebie bez względu na wynik. Wiem, że wielu z Was myśli podobnie. To nie liść sałaty zdecyduje o moim zwycięstwie. To suma charakteru, siły woli, umiejętności i ciężkiej pracy.

Pozdro Pączki od Pączka!

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem