Witam wszystkich serdecznie. Po serii vlogów czas zabrać się za treść pisaną tym bardziej, że za ten temat chciałem zabrać się kilka tygodni temu. Zawsze coś wypadało, co nie pozwalało skrobnąć kilku zdań ale w sumie to wyszło na dobre, gdyż dojrzałem bardziej do niego, a i życie przyniosło kilka dobrych puent i pomysłów. Jeżeli ktoś we wstępie czeka na tradycyjne zagajenie o pogodzie to informuję, że nie ma o czym gadać. Winter is coming i z tego powodu dopada mnie żal i smutek. Motocykl idzie w odstawkę, zamiast „japonek” wjeżdża cieplejsze obuwie, a wszędzie mokro, brudno i w ogóle bleeeee. Zdecydowanie muszę pomyśleć nad jakimś słońcem w grudniu, tak aby naładować się witaminą D przed mocnym startem treningowym od początku roku. Cytując klasyka w sutannie… „Wiedz, że coś się dzieje”.

No dobra to odpalamy. Chciałbym powiedzieć petardę ale to już ocenicie sami po tekście.

Czas płynie nieubłaganie, a czasy zmieniają się szybciej niż KSW przeciwników dla Różala. Od ery drewnianych domków pod zamkiem Mieszka, przez odkrycie Ameryki i zrobienie w konia Indian, wojny, rozbiory, Tuhaj Bejów, Stalinów, Hitlerów czy Generała Lee, a kończąc na współczesności, gdzie wyznacznikiem fajności jest liczba lajków na swoim facebooku. Każda epoka, od średniowiecza do teraz ma jednak wspólny mianownik. Najstarszy zawód świata jakim bez wątpienia jest prostytucja. Od zarania dziejów kobiety z wszelakich powodów dawały dupy, ku uciesze piratów, 300 spartan czy biznesmenom z Wall Street. Głównie chodziło o zarabianie pieniędzy oczywiście. W sumie pierwsza prostytutka na świecie powinna mieć jakiś pomnik tudzież nazwać jej imieniem jakąś nagrodę w dziedzinie ekonomii. Nie ma chyba drugiego takiego zajęcia, które napełnia Ci konto, często godnym hajsem, niż dawanie dupy. Nie musisz ładnie grać na pianinie, tańczyć fokstrota, grać aktorsko jak Di Caprio czy umieć naprawić rurę pod zlewem. Wystarczy, że ktoś może sobie ulżyć seksualnie i jest w stanie za to zapłacić. Nawet ładnej buzi czy figury nie trzeba bo jak to się mówi „każda potwora znajdzie swojego amatora”. Tyle słowem wstępu do tematu.

Tak jak zmieniają się czasy, tak zmienia się podejście do tego zawodu, choć stawienie w jednym rzędzie prawnika i kurwy jest mocno niesprawiedliwe dla tych pierwszych. Niestety, ale wiele współczesnych dziewczyn uczyniło z robienia gały za hajs, sposób na zarabianie, więc chcąc nie chcąc musimy to nazwać zawodem…

Escort Girl  – czyli jak ładnie nazwać bycie kurwiszonem. Aaaaa,  no to przy okazji dla tych co mniej obeznani w polskiej kinematografii wyjaśniam pojęcie SZON. Otóż w filmie Patryka Vegi „Pitbull Niebezpieczne Kobiety” tak właśnie nazwał swoją dziewczynę Sebastian Fabjiański, wcielający się w rolę bandyty o pseudonimie Cukier. Jestem fanem talentu Sebastiana jakby co. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi… mojego kolegi z planu hue hue hue. Koniec dygresji.

W dobie życia w social mediach o których pisałem kilka tygodni temu i kreowanych gwiazdach Instagrama czy Facebooka, obserwujemy piękne dziewczyny, które wyglądają jak zdjęte z jednej taśmy produkcyjnej, a jedyne co je rozróżnia to kolor włosów. Ów dziewczyny prężą się na jachtach czy plażach najlepszych kurortów, popijając drinki z palmą, pokazując przy tym dupę na masce jakiegoś luksusowego samochodu. Nie znaczenia czy to weekend czy środek tygodnia. Można by pomyśleć: kobiety sukcesu. Na bank każda jest topową fotomodelką zgodnie z tym co ma napisane w bio na Instagramie. Nieprawdopodobne jest jak łatwo zostać aniołkiem Victoria Secret i zarabiać za dzień zdjęciowy 20 tysięcy dolarów. Czasami mam żal do rodziców, że nie urodziłem się ładną dziewczyną! Wielu z Was pewno też. Tym bardziej jak siedzicie w korpo i przeglądacie te zdjęcia w social mediach. Wy deadline na asap, a tam szampan z kawiorem w Dubaju. No kurwa no nie!

Escort to może być Ford i to najlepiej Cosworth. Jak bardzo posunął się świat do przodu aby ze zwykłej kurwy robić prestiżowy zawód? Nie no jasne, że kilka dziewczyn do towarzystwa nie daje dupy tylko pokazuje się ze starym „zarobasem” na bankietach ale w 95% kończą na zamkniętej imprezie z kokainą na dupie, aby Panowie mieli zabawę. Kto chcę porucha, kto nie to popatrzy. Wszystko za grube pieniądze. Za jeden wieczór taka prostytutka bierze więcej niż większość narodu za miesiąc z fabryce. Wieczne wakacje? No jasne! Jak się śmiga na robotę do Dubaju to można się opalić i wrzucić fajne zdjęcie, aby koleżanki ze wsi zazdrościły jaki to ja sukces miastowy osiągnęłam. Rodzice dumni, że córeczka robi karierę w modelingu, a rzeczywistość jest taka, że zgodnie z pewną ujawnioną prawdą… robi to jakiś petrodolarowy Arab ale gówno na jej cycki. Wszystko za jedyne 25 tysięcy dolarów. Jak bardzo trzeba się skurwić z głowie aby jeszcze się tym chwalić? Aaaaaa nie daj boże wyszydzisz, wyśmiejesz czy powiesz w twarz prawdę. Szon gotowy straszyć Cię sądem! Za pomówienia! Przerabiałem już temat z jedną gwiazdeczką warszawskich salonów, co to kiedyś była koleżanką mojej dziewczyny, ale gdy ta rzuciła jej „kurewstwem” w twarz, straszyła prawnikami. Teraz nawet doczłapała się do okładki CKMu co również świadczy o upadku jakiegoś obyczaju. Jesteś szonem to miej odwagę się do tego przyznać, a nie zgrywasz Anie Rubik, przy całym szacunku dla naszej supermodelki. Świat jest bardzo mały, a robisz z siebie większą idiotkę świadoma tego, że Twoi klienci to moi przyjaciele. Pozdrawiam serdecznie i wciąż czekamy na pozew. Przestrzegam też jednego z naszych kadrowiczów aby był świadomy kogo do domu wpuszcza. Przebieg większy niż Golf III z Parzęczewa. Takich historii i osób znam dziesiątki. Nawet nie ma co z nazwiska pisać bo przecież każdy średnio myślący homo sapiens wie kto co i jak. Takie czasy.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie przeraża. Świadomość, że powoli akceptujemy to społecznie i niebawem zestawimy to obok strażaka, pielęgniarki czy kaletnika. Ot po prostu escort girl. Dama do towarzystwa. Ekskluzywna prostytutka. Jak dla mnie to jedyna różnica od przydrożnej kurwy jest taka, że ona myje po wszystkim dupę oranżadą, a Ty eskorcie drogimi perfumami. Kurwa jest kurwą i nigdy o tym nie zapominajmy 😉

fot. gunsmithcat