Juras Blog: Noworoczne postanowienia…

…zazwyczaj kończą się w lutym. Tak jest kochani. Ile byśmy sobie nie wymyślili postanowień z początkiem każdego kolejnego roku, to w zdecydowanej większości nie jesteśmy w stanie wytrzymać w nich do końca pierwszego miesiąca.

Jakoś nigdy nie byłem fanem głośnych deklaracji, że od nowego roku, to się biorę za siebie. A co z resztą? Nie można brać się za siebie w marcu, czy czerwcu? Każdy czas jest w sumie dobry, aby rozpocząć jakiekolwiek zmiany. Przyjęło się, że z dniem 1. stycznia wiele osób stawia sobie życiową poprzeczkę nie do przeskoczenia.

Nagle wszyscy będą bardziej fit niż Chodakowska, jedząc liście trawy i popijając wodą. Koniecznie naturalnie zebraną z górskiego potoku o północy, podczas pełni księżyca. Kolejni wylewają butelki alkoholu do zlewu, a paczki papierosów gniotą ostentacyjnie wśród członków rodziny, czy znajomych. Silny pokaz, niezbyt silnych postanowień. Uczniowie? Taaaa… teraz to się wezmę do nauki. Zieeeeeeeeeeeeew. Na koniec roku będzie dokładnie ta sama walka o średnią, więc wyluzujcie.

juras-okejka-postanowienia-laczy-nas-pasjaCzy naprawdę potrzebujecie takich mocnych zdecydowanych postanowień? Co roku oszukujecie sami siebie trochę, gdyż jak będzie kończył się 2017, to stwierdzicie, że w tym jednak się nie udało, ale w 2018 to już musi. Gówno musi mówiąc dobitnie. Sukces noworocznych postanowień zależy tylko od Was samych. Nie musicie teraz na siłę wszystkim pokazywać, że w lutym to już „kratka na brzuchu”. Spokojnie. Krok po kroku, jak będziecie walczyć ze sobą każdego dnia, to efekty przyjdą, a Ci na których atencji Wam zależy zauważą waszą determinację.

Nie ma nic za darmo, chyba że dostać w mordę, gdy zwrócicie grupce młodocianych cwaniaczków uwagę, że ich matki grasują w skąpych spódniczkach pod lokalnymi latarniami.

Czy mój blog ma za zadanie zniechęcić Was do realizacji noworocznych postanowień? Nie. Chcę jednak abyście zrozumieli, że efekty nie przychodzą tak szybko, jak Wam się wydaje. Forma fizyczna potrzebuje czasu. Odstawienie melanży, gdy znajomi ciągnął na imprezę, nie będzie łatwą sprawą, bo o ile możecie zostać w domu, pod pretekstem czytania książki, to idąc do klubu głosząc wszem głośno, że „ja nie piję” , narażacie się na diabełki, które w toku rozwoju imprezy będą Was przekonywać i zaczniecie znowu abstynencje od poniedziałku. Zajrzyjcie w głąb swojej duszy i przyznajcie ile takich sytuacji było? Wiem co mówię!

12

Komentarze