Juras Blog: Nomen Omen

Bez wstępów i zbędnego bla bla bla jadę dzisiaj z tematem, który od poniedziałku rozgrzewa wszystkich. Nie tylko kibiców MMA, choć z wiadomych przyczyn oni dowiedzieli się o tym fakcie, jako jedni z pierwszych. Szczerze, to długo zastanawiałem się, czy poświęcić tej istocie kolejnego bloga, gdyż tak jak pisałem w poście na Facebooku… już kiedyś

Bez wstępów i zbędnego bla bla bla jadę dzisiaj z tematem, który od poniedziałku rozgrzewa wszystkich. Nie tylko kibiców MMA, choć z wiadomych przyczyn oni dowiedzieli się o tym fakcie, jako jedni z pierwszych. Szczerze, to długo zastanawiałem się, czy poświęcić tej istocie kolejnego bloga, gdyż tak jak pisałem w poście na Facebooku… już kiedyś raz o nim pisałem i żałuję tego. Trochę wywołany do tablicy, czuję się w obowiązku rozwinąć myśl poniedziałkową, a że mam potężną broń, jaką jest pióro (choć chyba trzeba powoli zmieniać wyrażenia polskie wraz z postępem technologicznym), to nie zawaham się go użyć.

Tymoteusz Świątek. Pseudonim artystyczny „Omen”. Kiedyś zawodnik MMA, obecnie istota człekopodobna o psychice rozchwianej, jak menel w południe przy wietrznej pogodzie. Po tym, jak na gali FEN 6 Brazylijczyk Marinho zrobił mu z twarzy tatar, a ilość ciosów wyrządziła jeszcze większe spustoszenie w tej małej główce… polskie MMA stanęło u progu próby wizerunkowej.

Pisałem zresztą o tym wszystkim w blogu: „Obudźcie mnie z koszmaru…”, jeszcze na starej stronie. Kto nie czytał warto zerknąć, gdyż to narysuje bardziej obraz mojej dzisiejszej frustracji wymieszanej z bezsilnością.

Po walce, o której mówiła cała Polska, nie tylko ta sportowa, Tymek Świątek poczuł się królem życia. Nagle ze znikomego zainteresowania jakimś tam chłopakiem z Bochni, stał się treścią wielu publikacji, w szpitalu odwiedził go Polsat, a ilość wywiadów po dojściu do zdrowia mogła dać mu złudne wrażenie popularności. Tak też się stało. Minęło zaledwie kilka tygodni od walki, w której stracił kilka lat życia i resztę, niewielkiego zresztą  ilorazu inteligencji, a już usłyszeliśmy z jego ust wylane publicznie żale, że nie ma jednak tych sponsorów, że szum w okół niego szybko ucichł, a jeszcze taki Jurkowski, marny zawodnik i komentator, śmie obrażać jego. Winni byli wszyscy, tylko nie on sam.

www.przegladsportowy.pl
www.przegladsportowy.pl

Jest na tyle głupi, że nie zrozumiał życiowej lekcji, której wtedy udzielił jemu Marinho. Zapragnął pałaców i limuzyn po tym… jak dostał permanentny wpierdol. Wszyscy współczuliśmy jemu, chcieliśmy powrotu do zdrowia. Wielu wyciągnęło pomocną dłoń, aby może pomóc mu w przygotowaniach, poprowadzić zawodniczo i nauczyć tego sportu, gdyż tak naprawdę jedyną cechą, którą do tej pory dysponował była ambicja, serce i twarda szczęka. Poza tym bieda.

Co zrobił Tymek? Odrzucił to wszystko, dając do zrozumienia, że jego przygotowania do walk i technika są nienaganne. No nic. Większość zwaliła to ponownie na robotę Marinho, który urządził sobie z głowy Omena deskę do ubijania schabowego. No cóż… jak jednak nie ma tych milionów należnych, to czas wrócić do normalnej pracy. Na budowie. Z żalem i frustracją. Wspomnę tylko, że większość zawodników polskiego MMA, dużo lepszych sportowo od Świątka, też normalnie pracuje.

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem