Juras Blog: Nietypowa recenzja motocyklowa…

Dzisiaj w blogu będzie nietypowo. Napiszę swoją pierwszą recenzję motocyklową. Uspokajam jednak, żeby nie klikać teraz tego krzyżyka w okienku przeglądarki, a przeczytać owe dzieło do końca.

Jak już wiecie, jakiś czas temu zostałem ambasadorem Yamahy MT-10 z ramienia salonu Yamaha PolandPosition.

Dwa tygodnie temu odebrałem moją piękność oficjalnie z rąk włodarzy Yamahy. Piękna chwila, aż z nerwów się trząsłem. Jakbym zobaczył w ciemnej bramie całujących się Trumpa z Grodzką.

juras-moto-laczy-nas-pasja

Chwila dotarcia silnika i po szybkich roszadach w tygodniowych obowiązkach udało mi się zrobić trzy dni wakacji. Oczywistością było, że ruszam w trasę motocyklem, gdyż mimo ogólnego zmęczenia – o czym dalej – wypoczywa głowa i ciało jak nigdy. No może podobnie do tego jakbym leżał w jaccuzzi, a Jessica Alba gładziła by mnie po udach…

Wraz z moim towarzyszem moto-tripa, Łukaszem z Mad Riders Garage (zerknijcie na te customy i bierzcie do siebie), ruszyliśmy w stronę gór, aby tam miło spędzić czas przed kolejnym dniem górskich serpentyn.

juras-moto-laczy-nas-pasja-1

Nie od dziś wiadomo, że zwieńczeniem kilkuset kilometrów musi być spotkanie z Jackiem Danielsem i mimo, że ja coś po angielsku mówię, to nie trzeba było słów zrozumienia. Wchodził jak Kapustka w Irlandczyków.

Nie o tym miało być. Przechodzę więc do meritum. Jak sprawowała się w trasie moja Yamaha MT-10, czyli litrowy potwór od Yamahy. Power Naked dla większego wizualizowania. Chociaż jak piszę Naked, to pewno wielu z Was pomyślało teraz o nagiej Pameli Anderson, czy Clooneyu. Piszę o Clooneyu nie dla tego, że ktoś z Was, chłopaki, woli Jego od Pameli, ale do piękniejszej części moich czytelniczek.

Yamaha Mt-10
Silnik 998cc crossplane
Cztery cylindry
Moc 160KM

buuuuuuu kogo to interesuje? Kto ma wiedzieć, ten wie!

Ja oczywiście jestem mechanicznym debilem, więc oprócz parametrów średnio znam się na tym fachu. No dobra. Nie znam się wcale. Koło napompuję! Mam przyjaciół w PolandPosition 🙂

Dlatego moja recenzja będzie o emocjach, które determinują moją ocenę jazdy tą pięknością.

Nosz kurwa mać, ale to jest przekozak sztos maszyna!!! Od pierwszych kilometrów ją kochasz, a gdy manetka, tylko leciutko, przekręci się w dół, to czujesz taką frajdę, jak wtedy kiedy dostałeś pierwszy rower. Może nie wszyscy dostali „górala” na komunię, a musieli się zadowolić gównianym składakiem. Fakt.

W związku z tym moją radość określę tym „góralem”, na którym siedzi sąsiadka, w której się potajemnie kochasz, a w rękach trzyma Playstation 2. W zębach Mortal Kombat!!! Taką komunię to ja rozumiem!

juras-moto-laczy-nas-pasja-3

Przyspieszenie przy takiej mocy jest oczywiste. Nie ma co się rozpisywać. Przejdę do jazdy. Jak na takiego Muscle Bike w kategorii Nakedów, to jest sprawny jak kuna na amfetaminie. W mieście wciśnie się wszędzie bez problemu, a w trasie mijasz samochody jak Kiszczak sądy. W górach nie było szansy dotrzeć opon, więc jeszcze przez kilka dni będę dzierżył miano lamusa z niedotartą gumą. W sumie, to wolę mieć gumę dotartą, ale jak mówiła matka Hitlera… “chciałabym nawet taką”.

Dzwięk wydechu… ach. Myślałem, żeby z racji gabarytu motocykla zmienić na starcie wydech na jakiegoś potwora od Akropovica, ale jak posłuchałem MT-10, to z miejsca zakochałem się w tym cudownym basowym głosie.

Brzmi jak połączenie Joe Cockera z Tiną Turner, a jak odkręcisz trochę to przechodzi płynnie w wyższe tony. Nie te od Justina Bibera. Bardziej Sting po ciosach w krocze.

Wygoda: Jaka kurwa wygoda? Jak jedziesz 1500km w trzy dni, to choćbyś miał pod dupą poduszki z piór Sokoła Wędrownego z Południowej Dakoty, to będzie bolało. Może nie tak jak po miesiącu w meksykańskim więzieniu, ale zawsze. Jak na Nakeda jest naprawdę dobrze. Na mojej poprzedniej MT-09 bolało bardziej. Nie ma co się mazać. Dupa, kark i ręce mają boleć! Komu to przeszkadza, to niech śmiga w trasy Hondą Goldwing. Dla mniej zainteresowanych taki salon na dwóch kółkach. Radia posłuchasz, jak chcesz to i poruc****, eeee w sumie to nie wiem.

juras-moto-laczy-nas-pasja-2

Generalnie kocham każdy element tego motocykla i jak kiedyś gdzieś choćby zarysuje lekko na baczku, to pójdę wyć do księżyca. Oczywiście wcześniej po pijaku w miejscowej spelunie spowoduje bójkę, w której stracę jedynki, a nóż do cięcia żył okaże się tępy jak ten kolega z klasy, co zawsze irytował swoją głupotą. Każdy takiego miał, jakby co. Chyba, że ….

Koniec recenzji. Ten motocykl jest genialny. Pozdrawiam serdecznie. Ambasador Yamahy MT-10.

Łukasz „Juras” Jurkowski.

Komentarze