Juras Blog: Mój jest ten kawałek podłogi

Uszanowanie! Mój ostatni blog z Mamedem Chalidowem w roli głównej jak można było się
spodziewać był dosyć szeroko komentowany. Wiadomo, że temat drażliwy bynajmniej nie przez
sportową część aktywności zawodnika z Olsztyna, a przez Jego zadeklarowaną religijność nie do
końca akceptowalną w kraju mocno chrześcijańskim jakim jest Polska. Dziękuje za dyskusję,
myślę, że jeszcze nie raz będziemy do niej wracać. Oczywiście dziękuje tym, którzy robili to z
sensem i argumentem, bo debili krzyczących to co im mówi telewizor, próbujących uczyć mnie
patriotyzmu też było kilku. Niewiarygodne jest, że gimbaza chce uczyć mnie jednej z
najważniejszych wartości w moim życiu, sugerując, że skoro bratam się z Mamedem to
powinienem zedrzeć ze skóry symbol Polski Walczącej, który mam wytatuowany. Krótki komunikat
zatem do tej części imbecyli : założenie bluzy z bazarku od wietnamczyków z symbolem PW nie
czyni Cię patriotą. Rzucenie kamieniem w murzyna również. Nawet to, że śpiewasz hymn na
stojąco, choć idę w zakład, że znasz tylko pierwszą zwrotkę i refren. Kiedy przyszło by stanąć do
walki o swój dom, spierdalałbyś do piwnicy szpagatami i zesrany w gacie skamlał o litość.
Patriotyzm to miłość do ojczyzny i duma z pochodzenia. Nie manifest skrajnego nacjonalizmu
podsycanego religią na tablicy facebooka. Żydowskiego facebooka! Wiesz co z tym zrobić zatem
idioto. Aaaaaa no i bluze, czapkę i saszetkę z symbolem PW uszył dla Ciebie mały chińczyk.

Jestem ateistą. Nie wierzę w żadne religie. Szanuje natomiast potrzebę wiary innych osób. To
prywatna sprawa każdego z osobna. Nie mam powodów przekonywać nikogo do moich racji, skoro
Jego wiara pomaga w życiu i sprawia, że jest szczęśliwszym człowiekiem. Jedyny mój problem to
to, że czasami zamiast słuchać kogoś z boku księdza, popa czy imama… warto pomyśleć
samodzielnie. Wyłącz telewizor…włącz myślenie 😉
Skoro już zamknęliśmy ten temat (choć na chwilę) to można zająć się kolejnym. Jedziemy!

UFC wraca do Polski. To już wiemy od dłuższego czasu i pozostaje teraz kwestia dobrej karty
walk. Chyba wszyscy liczymy, że tym razem UFC potraktuje nas poważniej niż przy okazji
Krakowa, choć z drugiej strony polski kontyngent jest też na innym, wyższym poziomie i
sportowym i jeżeli chodzi o popularność. Myślę, że UFC raz jeszcze spróbuje zaatakować polski
rynek, tym bardziej mając do promocji swoją/naszą mistrzynie Joanne Jędrzejczyk. Nie o karcie
walk będzie jednak mowa w dzisiejszym blogu, a o „dziwnym” zbiegu okoliczności z datami gal
UFC w Gdańsku….a KSW w Irlandii! Patrząc ze strony kibicowskiej mamy „gwiazdkę” w
październiku, gdyż najpierw w sobotę 21.10 gala UFC, a dzień później w niedziele KSW.

MMA będzie kapało z ekranów telewizorów przez cały weekend. Tyle, że jakby spojrzeć trochę z
biznesowego punktu widzenia, zaglądając do portfeli kibiców MMA w Polsce i pomyśleć skąd ten
dobrobyt… można odnieść wrażenie, że nie ma tutaj przypadku. Ktoś ewidentnie chce zrobić
pokaz siły i wyjątkowo w tym wypadku nie jest do organizacja UFC.


Wracając do przeszłości chyba większość z nas pamięta majową galę KSW, na której rozpoczęciu
słyszeliśmy znany kawałek „ mój jest ten kawałek podłogi”. Miał to być pstryczek w nos UFC, które
miesiąc wcześniej debiutowało w Polsce. Z mojego punktu widzenia debiut słabiutki pod wieloma
względami ale o tym już było. KSW zrobiło pokaz siły i jeżeli chodzi o biznesowy punkt widzenia
wciągnęło UFC nosem. Błyskawicznie sprzedana Ergo Arena, poziom emocji sportowych godny,
kibic zadowolony. Gale nad morzem w maju są jakieś takie z urzędu lepsze. Teraz ponownie
dojdzie do konfrontacji pomiędzy polskim gigantem, a największą organizacją MMA na świecie. W
tym wypadku nie będzie już tak jednostronnie, choćby z powodów o których pisałem wyżej. Co
zatem może być decydujące w walce o kibica? Za chwilkę o tym, gdyż kibic jest tutaj kluczowy.

12

Komentarze