Juras Blog: Mamed Gate

Dzień Dobry!

Mam nadzieje, że niczym Pinky i Mózg planujecie już podbój świata na dziś. Ja
trochę mniej ale to tylko dlatego, że jestem z dzieckiem w pięknych polskich górach. Niby lepiej widać stąd piękną polską krainę ale pada cały czas, więc w sumie to gówno widać, a do tego ślisko na chodnikach. Lato w tym roku postanowiło, że będzie lało na nas z góry, mając na bank z pozostałymi porami roku niezłą „beke” z nas wszystkich. Niby inteligentni ludzi się nie nudzą ale w taką pogodę odechciewa się wszystkiego. Właśnie dlatego od kilku lat staram się nie spędzać wakacji w Polsce, tylko śmigam w kierunku ciepełka. Jakby policzyć to koszta te same albo niewiele większe, a przynajmniej słońce świeci od rana do nocy. Szczerze przyznaje, że na emeryturę (choć pewno tyle to nie pożyje) kupię sobie chatkę gdzieś gdzie słońce jest 11 miesięcy w roku, a asfalt suchy i gotowy na zdzieranie opony w motocyklu całe dnie.

Skoro już się wyżaliłem to czas zabrać się za temat dzisiejszego bloga. Temat wydawało by się
gorący ale w dobie ostatnich dwóch lat jakby lekko się ochłodziło, gdy mówimy Mamed…
Echa wydarzeń z Krakowa czy ostatniej gali KSW na PGE Narodowym wybrzmiewają do tej pory.
Najlepszy polski zawodnik MMA, fenomenalny, zjawiskowy, nieprzewidywalny i niezwykle
widowiskowy Mamed Chalidow stał się ofiarą swojej religii w sporcie. W dobie nastrojów
geopolitycznych w Europie i walki strachem terroru wśród mieszkańców zachodniej jej części,
Islam stał się postrzegany jako religia terrorystów. Każdy kto identyfikuje się jako muzułmanin
został persona non grata. Przede wszystkim w Polsce. Jestem w stanie zrozumieć postrzeganie
obecnej rzeczywistości, medialnej socjologii i prostego mechanizmu sterowania masami poprzez
strach. To od wieków znany zabieg. Już Stalin mówił „jeżeli Cię nie szanują, to przynajmniej spraw
aby się Ciebie bali”. Nie muszę sięgać po egipskich Ramzesów czy innych Kserksesów.

Rozumiem, że nie chcemy w Polsce zamachów, że złość polaków eskalowała by wtedy do rangi…
Jihadu. To w sumie nawet trochę ironiczne, że użyłem tego określenia, bo nawet w jednej legijnej
oprawie znalazło się to hasło. Jihad kojarzy się Nam europejczykom z świętą wojną islamu z
niewiernymi, a w rzeczywistości jest to pojęcie bardzo szerokie. Swego czasu tłumaczył mi to
właśnie Mamed odnosząc się do porodu dziecka. Wtedy kobieta też ma swój Jihad. Nie jestem
ekspertem od bliskiego wschodu jak profesor Wojciech Szewko, więc poprawcie mnie specjaliści
albo muzułmanie. Jestem w stanie naprawdę zrozumieć i nawet po części zgadzać się z
niektórymi tezami ale nie jestem w stanie zrozumieć jak można z własnego bohatera tak szybko
zrobić wroga. Tak właśnie stało się z Mamedem. Był ( choć dla mnie dalej jest) wielką gwiazdą, na
którego pojedynki przychodziło 90% publiczności szczelnie wypełnionych hal. W dobie tego co
dzieje się w Europie i wywiadu, którego udzielił deklarując się jako głęboko wierzący muzułmanin,
stał się szybko obiektem ataków wielu ludzi, nie tylko kibiców MMA. Walka z Karaoglu, po której
został wygwizdany, teraz pojedynek z Borysem Mańkowskim i ponownie gwizdy. Oczywiście
powody do gwizdów każdy ma swoje. Z Karaoglu fatalny pojedynek i zdaniem wielu naciągana
decyzja, a z Borysem? Kumulacja. Jak Mamed walczył z zagranicznym rywalem, był dla kibiców
reprezentantem Polski. Walcząc z Borysem był już Czeczenem. Jeżeli dodamy do tego bliską
decyzję (choć moim zdaniem słuszną) to frustracja wielu kibiców wzięła górę i ponownie
wygwizdali tego, którego wielbili tak niedawno.

12

Komentarze