Juras blog: Legendarna Polska Siła

Witam wszystkich bardzo serdecznie! Piszę tego bloga na pokładzie samolotu zmierzającego w kierunku Londynu. Miałem być już tam wczoraj z rana, ale jak to się ładnie mówi…dogoniło mnie życie.

Dwa niewykorzystane bilety, kilka stówek w plecy ale w końcu się udało. Kierunek Londyn dla każdego fana MMA jest tego weekendu oczywisty. W sensie, że wiemy wszyscy co się tam wydarzy i nie mówię o nowych figurach woskowych w Madame Tussauds czy meczach Premier League. W ten weekend stolica Anglii już po raz 10 zmienia się w stolicę europejskiego MMA, a to za sprawą gali UFC! Jeżeli UFC, jeżeli walka co-main eventowa Janka Błachowicza… to dzisiejszy blog może być tylko w tym właśnie temacie.

Jak daleką drogę w MMA przebył Jan Błachowicz, niech świadczy to zdjęcie z 2010 r. przed galą w Katowicach
FOTO RAFAL JACNIAK / PRESSFOCUS

Jan Błachowicz. Cieszyński Książę, który gorąco wierzy w ten tytuł, przywrócenie potęgi Księstwa Cieszyńskiego i piewca teorii o płaskości globu. Jeżeli dodamy do tego skłonności „Prepersowe” i przygotowanie do apokalipsy Zombii, otrzymujemy obraz jakiegoś oderwanego od rzeczywistości chłopaka z małej mieściny na granicy polsko-czeskiej, którego kolejnym szalonym pomysłem na życie było zostać zawodnikiem MMA światowej klasy.

Takie historie tylko w filmach? Nie! Ten chłopak od początku swojej sportowej drogi wiedział, że zaprowadzi go na sam szczyt. Mocny charakter, twarde pięści i determinacja. Do tego ten pierwiastek talentu, który odróżnia zawodnika z topu od tego żyjącego na wyspie marzeń „kiedyś będę” – cytując jeden z moich ulubionych filmów. Spodziewacie się, że w tym blogu wystawię laurkę i zaleje cukrem Wasze zmęczone tygodniem pracy oczy? W jakimś sensie tak, ale dajcie mi szansę abym napisał fakty, które składają się na ten lukrowany tekst. Tak wiem, że szwagier, że przyjaciel, że to i tamto, ale to właśnie wiele lat znajomości Janka Błachowicza pozwala mi napisać szczerego bloga popartego znajomością tego rudo…tfu! przepraszam … złotobrodego chłopaka.

Znamy się z Jankiem ponad 12 lat jeżeli mój obity łeb dobrze liczy. Po tym jak przyjechał z Cieszyna do Warszawy aby właśnie w stolicy doskonalić swoje umiejętności MMA reprezentując Nastula Team. Wcześniej mijaliśmy się na galach KSW, gdzie Janek po zwycięstwie w KSW Eliminacje, czyli ośmioosobowym turnieju dającym kontrakt z tą organizacją (aaaaaaach kiedy to było!) rozpoczął zawodową przygodę z tym sportem.

Może pierwsza walka nie poszła po Jego myśli, bo jeżeli dobrze pamiętam przegrał w pierwszej rundzie kimurą z Andree Fyeetem ale potem szedł kategorią -93kg jak burza zdobywając mistrzowski pas. Nigdy nie odmawiał wyzwań, nie wybierał rywali. Dla niego najważniejsze było wejść do ringu czy klatki. Najpierw pytał „kiedy walka”, a dopiero później „z kim” i „za ile”. Szybko zdobył też w Polsce rozpoznawalność. Wiadomo oczywiście, że nie na poziomie Kasi Cichopek, ale jego nazwisko zaczynało znaczyć wiele w polskim MMA. Dobre walki, fajny styl szybko sprawiły, że KSW zaczęło płacić mu godne pieniądze.

Chcąc zatrzymać Janka w organizacji jako jedną ze swoich gwiazd, powiem tylko, że na tamte czasy były to bardzo dobre pieniądze. Może nie 100 tysięcy PLN za walkę (wtedy to chyba tylko Mamed i Pudzian mogli liczyć na taki hajs) ale godnie.

On jednak miał inne sportowe marzenie i ambicje. Chciał rywalizować na najwyższym poziomie. Chciał walczyć dla UFC. Postawił wszystko na jedną kartę rezygnując z większych pieniędzy i teoretycznie łatwiejszych rywali na mniejszą kasę, ale sportowo wyższe wyzwania. Tym ruchem zyskał sympatię wielu ortodoksyjnych fanów MMA w Polsce. Tych samych, którzy potem obrzucą do gównem za najbardziej przereklamowanego polskiego zawodnika MMA.

„Los chce ze mną grać w Pokera, raz mi daje raz zabiera”

Tak było z Jankiem w UFC. Po spektakularnym debiucie na gali w Sztokholmnie, gdzie w pierwszej rundzie odesłał swoim firmowym middlekickiem w wątrobę Ilira Latifiego… przyszło spore rozczarowanie. Najpierw brak pomysłu na walkę z Jimim Manuwą w Krakowie, potem totalne nieporozumienie w walce z Coreyem Andersonem, aby na koniec ratować kontrakt walką z Igorem Pokrajacem. Kolejna walka miała być życiową szansą dla Niego. Numer dwa rankingu czyli doskonale znany również w Polsce Alexander Gustafsson. Porażka…choć Jano pokazał, że coś ruszyło się dobrą stronę. Przyszedł czas na walkę z Parickiem Cumminsem. Fatalna dyspozycja i brak tlenu spowodowały, że czara goryczy polskiego fana MMA się przebrała.Z czym do ludzi – grzmieli internetowi fachowcy. Przereklamowany, wstyd dla polskiego MMA, wracaj do KSW. To tylko margines w szambie wylanego gówna na Błachowicza. „Po chuja pompowałeś balonik” – dostawałem rykoszetem. Tak było, gdyż od początku wierzyłem w niego, znając jego potencjał sportowy.

Zapytajcie dowolnego zawodnika MMA w Polsce, który miał okazje z nim sparować, to usłyszycie to samo. Balonik był pompowany, macie rację, cztery porażki w pięciu walkach UFC zwiastowały koniec kontraktu w organizacji. Janek często powtarzał, że komentarzy w internecie nie czyta ale widziałem, że najzwyklej po ludzku dotknęło to i jego. Co ma myśleć gość, który zaryzykował w życiu wiele, a za chwilę ten amerykański sen o sławie i pieniądzach może się skończyć. Co dalej? Powrót do KSW? Nie sądzę aby Martin i Maciek zdecydowali się na angaż Syna Marnotrawnego a jeżeli już to za pieniądze, które ciężko było by odłożyć na własne mieszkanie… a lata lecą.

Błachnio ( jak kiedyś zaanonsował go na jednej z gal w Koszalinie Andrzej Supron) nie odpuścił. To jest gość, który nie potrafi odpoczywać, a Jego życiem jest ciągły trening. Zapieprza na maksa, czasami wydaje mi się, że nawet ciut za dużo ale On taki już jest. MMA to całe Jego życie.

Nie pozwoli aby ktoś decydował za niego. Kolejna zmiana treningowego Gymu przyniosła szybkie efekty. Dwa zwycięstwa, dwie efektowne walki otworzyły szansę do rewanżowego starcia z Jimim Manuwą na mocnej gali w Londynie. Na początku miała to być walka wieczoru ale UFC ostatecznie zdecydowało się na inne rozwiązanie. Niewiele to zmienia. Determinacja i ten błysk w oku Janka widać od samego wejścia na matę Berkut WCA Fight Team. Ulga po dwóch zwycięstwach, miejsce  w rankingu i co wydawałoby się niemożliwe w tym wieku, czyli rozwój sportowy wlały w niego nowe pokłady energii motywacji i chęci do zrobienia czegoś dużego.

Od jazdy zdezelowanym Punciakiem z Cieszyna do Rybnika na pierwsze treningi, do latania po świecie na walki wieczoru największej organizacji MMA na świecie. Wiecie co w tym jest najlepsze? Dalej jest tym samym zwykłym chłopakiem z Cieszyna. Skromnym ze zwariowanymi pomysłami i teoriami. Życzę Ci Jano aby ten Twój sen dalej się spełniał. Niech walka z Jimim Manuwą będzie nie tylko rewanżem, ale trampoliną do walki o pas mistrza. Ty wiesz ile jesteś wart, my koledzy z maty wiemy ile potrafisz. Czas kolejny raz to udowodnić! Będę wspierał z narożnika i oby przyniosło to takie samo rozwiązanie jak na gali w Gdańsku. WAR JANO!

Prezent od sponsora serwisu ZWYCIĘSTWO BŁACHOWICZA KURS 2.65

Oferta Zakładów Bukmacherskich LV BET na całą galę UFC w Londynie po kliknięciu w banner

 

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem