Juras Blog: Gówno zamiast konfetti…

Uszanowanie przy sobocie! Wyspali się? Ochłonęli po wczorajszej gali KSW, czy nadal chodzicie po domu ze spuszczoną głową, patrząc z byka na swoją kobietę, psa, kota, rybkę czy mamusię, przeklinając pod nosem, że Aziz Karaoglu został zgwałcony przez trzech czarnoskórych mieszkańców Afryki, a skrót od KSW, to misternie rozszyfrowany znak Kup Sobie Walkę? Nie trzeba było do tego „Enigmy”, gdyż kreatywność Internetu w dniu wczorajszym przerosła moje najśmielsze oczekiwania.

Kiedy siedząc na niezbyt wygodnym krzesełku komentatorskiego stanowiska Polsatu z zawieszonym lekko głosem kończyliśmy komentować trzecią rundę walki o pas średniej Chalidow vs Karaoglu wiedziałem, że Internet jeszcze przed sędziami wydał już wyrok. Mamed Chalidow tego wieczoru stoczył najgorszy bój w swoim życiu, a rozpieszczona karierą olsztynianina publiczność poczuła się oszukana. To dla Niego w dużej mierze kupili bilety na galę, wykupili subskrypcję PPV. Miało być kolejne szybkie i efektowne zwycięstwo, a była męczarnia, pokaz padów i lekkie zażenowanie. Gwizdy w Ergo Arenie zaczęły się już w drugiej rundzie, a wraz z kolejnymi sekundami „pojedynku” decybele w hali przebijały się nawet przez Nasze komentatorskie słuchawki. Król był nagi…

Jeżeli ktoś z bliskich Mamedowi osób tego dnia czynnie komentował sobie w social mediach galę KSW 35 to wraz z tym, jak Waldek Kasta i Paweł Wójcik ryknęli do mikrofonu znaną i zazwyczaj lubianą sentencję wyniku walki poprzedzając charakterystycznym „AND STILL”, w kilka sekund później poczuł się jakby w jednej chwili wiejskie wesele na 500 osób wyrzygało się Jemu na kark. Skandal, Rabunek, Kurewstwo, Hańba, Cyrk, Pieprzony Muzułmanin, Uchodźca, Jebać KSW, Oddajcie moje 40pln i tak dalej… Z samych epitetów w stronę Chalidowa i Federacji KSW można by wykleić ścianę Pałacu Kultury w Warszawie. I to czcionką nr 8.

Przejdę zatem do meritum. Po pierwsze, bo mam wrażenie, że niektórzy w szale internetowej samowolki zatracają zdolność czytania ze zrozumieniem. Napiszę więc jasno i klarownie moje odczucia całej sytuacji. Na świeżo, tuż po werdykcie, podobnie jak Wy byłem zdania, że Aziz Karaoglu powinien ten pojedynek wygrać. Zresztą już w komentarzu wspominałem,że pas mistrza z każdą sekundą tego pojedynku zsuwa się z bioder Mameda. Samo zachowanie Mistrza, kiedy po werdykcie oddał pas rywalowi świadczy, że sam zdawał sobie sprawę, że to nie był Jego dzień. Takie rzeczy się czuje i każdy kto kiedyś rywalizował w sportach walki, wie kiedy wygrywa, a kiedy przegrywa.

oceny-sedziow-laczy-nas-pasja

Jeżeli ktoś ma być tutaj winny to sędziowie. Oczywiście to oni zebrali większą część gwizdów. Po trosze zasłużenie. W mojej opinii, juz na spokojnie powinni orzec remis, a w związku z tym rundę dodatkową. Tam oczywistym by było, że wobec braku jakichkolwiek sił Mameda, wygrałby Aziz. Pierwsza runda dla Chalidowa, trzecia dla Karaoglu. Sporna w ocenie była runda druga. Tak jak mówiliśmy w komentarzu: do połowy drugiej rundy prowadził Mamed, potem opuściły go siły i zaczęła się dupo-walka.

Dlaczego zatem fala hejtu wylała się również na Kawulskiego i Lewandowskiego? Prawdopodobnie po tym zdaniu część z Was ma w głowie sentencję „oho, Juras też się sprzedał”. Gówno prawda. KSW po wpadkach sprzed lat postanowiło mocno wesprzeć system sędziowski obsadą doświadczonych arbitrów z zagranicy. Z dużym doświadczeniem. Większe koszta, ale czego nie robi się, aby przestać czytać, że polscy sędziowie to ku*** sprzedawczykowie (piłkarsko!), a KSW to ustawiony cyrk. Zrobili to, a mimo wszystko dalej są poważne zastrzeżenia do pracy sędziów. Nagle wszyscy kibice znają system oceny poszczególnych rund… Uwierzcie mi, że całkowicie inaczej ogląda się walkę z perspektywy trybun czy telewizora, a ze stolika sędziowskiego. Często są to dwie różne walki. Tak było również wczoraj. Ogół pojedynku i Jego przebieg jasno wskazywał na zwycięstwo Karaoglu względem postawy Mameda. Warto wspomnieć, że dwóch z trzech sędziów tego pojedynku to właśnie zatrudnieni goście z zagranicy. Siedzę blisko klatki, najbliżej jak się da i jeszcze nigdy nie widziałem, aby czy Maciek czy Martin wpływali na ich werdykty.

Sukces ma wielu ojców, a  porażka jest sierotą. Brutalnie przekonał się o tym Mamed. Przez lata udowodnił wszystkim, że jest sportowcem wielkiej klasy, wciągając większość rywali nosem. Kiedy nokautował czy poddawał rywali kilka lat temu w drodze na swój szczyt kariery, wszyscy z szacunkiem bili brawa, śmigali aż miło w koszulkach z Jego nazwiskiem. Był ich Królem. Po tym jak w dobie europejskiego kryzysu imigracyjnego Mamed Chalidow zabrał głos w sprawie, stał się celem ataków wszystkich z prawej strony politycznej. Nie dla uchodźców. On przecież, kiedyś też przyjechał do Polski uciekając przed wojną. Kiedy opowiadał w wywiadach o swojej młodości większość z Was miała łzy w oczach. Młody chłopak widział wszystkie okrucieństwa wojny, śmierć bliskich Jemu osób. Przyjechał do Polski, która stała się Jego drugim domem. Tutaj odniósł niebywały sukces. Był bohaterem wielu osób, aż do czasów, kiedy w Europie pojawił się konflikt na tle religijnym. Muzułmanin=terrorysta. Charlie Hebdo, Londyn, Paryż, Belgia… Głos znanego sportowca w dobie nastrojów antyimigranckich przelał czarę goryczy i Ci, którzy jeszcze kilka lat temu skandowali Jego nazwisko po spektakularnych walkach… czekali na Jego potknięcie. Stało się to wczoraj. Nie muszę chyba rozwijać dalej tematu. Pisałem już kiedyś na Twitterze, że czynni sportowcy nie powinni zabierać zdania w tematach polityki i religii. Kończy się zawsze tak samo.

Osobiście uważam, że Europa idzie w złym kierunku i liczbą ofiar płaci cenę za nieprzemyślaną propagandę miłości i otwartości. Gardzę polityką tak samo jak religijnymi fanatykami. Z każdej ze stron. Pisałem już o tym wielokrotnie. Szkoda mi Mameda, tak po prostu. Jest moim dobrym kolegą i znamy się lata. Od początku Jego sukcesów, aż do teraz. Dla mnie bez względu na to, co wydarzy się dalej, jest i będzie mistrzem MMA. Szanuję Go jako sportowca i jako człowieka.

Mamed-Chalidow-1-laczy-nas-pasja

Miały być konfetti spadające z „nieba” po kolejnym spektakularnym sukcesie Chalidowa, a jedyne co spadło, to burza gówna. Słusznie – niesłusznie, niech każdy ocenia sam. Moje zdanie poznaliście i możecie śmiało walczyć ze mną na argumenty. Jeżeli ktoś uważa, że jestem kompletnym idiotą, to niech wydrukuje sobie tego bloga i zaniesie do toalety. W chwili kiedy będziecie oddawać się wątpliwej przyjemności… może się przydać. Za ewentualny brak poprawnej stylistyki tekstu i błędy językowe przepraszam. Mało spałem, dużo pracuję, a stawiając ostatnią kropkę zakładam garnitur i jadę prowadzić do Tłuszcza galę Dragon Fight Night.

Niesmak po KSW 35 pozostał. Tak to bywa, że walka wieczoru i Jej echa potrafią położyć całą galę. Tak było również w przypadku MMAttack 3 kiedy Burneika walczył z Ozdobą, FEN 6 i walka Świątka z Marinho. Teraz smród niesie się jeszcze po Trójmieście… Macie ból głowy po gali? To pomyślcie jaki ból muszą mieć teraz włodarze KSW, kiedy ich największa gwiazda deklaruje roczną przerwę, Pudzian przegrywa z Różalem (było klepanie, widziałem to dokładnie). Na kim zatem opierać kolejne gale PPV? Zostaje Materla… choć nie sądzę, aby sam sprzedał teraz największe hale w Polsce. O płatnej transmisji nawet nie wspominam.

Aaaaaaaaaaa! Prawie bym zapomniał. Ponoć Aziz Karaoglu wychodził do swojej walki przy hymnie Al Kaidy. Tak tej Al Kaidy. Jak się teraz czujecie wszyscy Ci, którzy wczoraj chcieli nosić go na rękach? To będzie kolejny ból głowy KSW. Dziękuje, pozdrawiam i współczuję.

Komentarze