Juras Blog: Floyd vs Conor, czyli walka o przyszłość!

    Witam wszystkich bardzo serdecznie. Wróciłem właśnie z szybkiego wypadu na Mazury i siadam, aby pisać bloga. Kocham Mazury, więc postaram się szybciutko tam wrócić. Mam nadzieję, że jeszcze w te wakacje. Niestety nie pochwalę się wędkarskimi zdobyczami, gdyż wedle starego porzekadła, mogłem wziąć nad wodę mydło i ręcznik… bo gówno złapałem. 🙂 Nie to, że nastawiałem się na rekiny, czy merlina, ale coś większego niż płotka, to by mogło wziąć choćby z przyzwoitości. Nie odpuszczę tak łatwo, więc mam pretekst, aby wrócić na pole bitwy. Przynajmniej piwko wchodziło dobrze w słoneczku na pomoście. Najwyższa forma relaksu!

    Jakoś nie miałem wcześniej okazji głośniej skomentować temat dzisiejszego bloga czując, że mój głos zaginie w jednym z miliardów tekstów na ten temat, więc z lekkim poślizgiem wracam do tematu.

    Wielkimi krokami zbliża się wydarzenie, które może na stałe zmienić cały sportowy świat. Nie tylko świat sportów walki. Wielki mistrz pięściarskiej sztuki, z nieskazitelnym rekordem 49-0 Floyd Mayweather JR wraca do bokserskiego ringu na pojedynek z mistrzem dwóch dywizji UFC, absolutnym fenomenem sportowo-medialnym Conorem McGregorem… który zadebiutuje w bokserskim ringu!

    Takie rzeczy tylko w Ameryce Panie! Debiutant będzie walczył z niekwestionowanym mistrzem! Oczywiście myślenie tym torem może ewentualnie wynikać z niechęci do zobaczenia tego pojedynku, czy bezpośrednio niechęci do któregoś z zawodników, tudzież wściekłości… że na stole za ten pojedynek leży prawie 200 milionów dolarów. To jakiś kosmos…

    Nie ma żadnego sensu zastanawianie się nad sensownością tego zestawienia, bo sprawa jest oczywista. Ma być SHOW przez wielkie S i bez wątpienia ten pojedynek wykręci takie przychody z PPV, czy samych biletów (o tym później). Nie zgodzę się z opinią, że ta walka nie ma nic wspólnego ze sportem, a przeglądając internet często słyszę takie słowa oburzenia. Jak nie ma nic wspólnego ze sportem, skoro do walki staną najlepsi wojownicy w swoich dyscyplinach? Co z tego, że dla jednego z racji mistrzostwa powinien to być pojedynek do jednej bramki, w końcu walczy z… debiutantem.

    Czy rzeczywiście ta walka zasługuje na miano cyrkowej? Nie. Zdecydowanie się z tym nie zgodzę. Wiadomo, że mogą opowiadać wszelakie dyrdymały na swój temat, pokazywać jak ciężko trenują, ale na końcu i tak wszyscy dobrze wiemy, że chodzi o dolary na koncie. Tych im nie brakuje, ale czemu by nie zarobić kapkę więcej? Czemu by nie zrobić wokół siebie jeszcze większego zamieszania? Ta walka wygeneruje im miliony dolarów i miliony nowych fanów na całym świecie. Czy naprawdę jest ktoś, kto nie chce zobaczyć tej walki? No proszę Was… ja się jaram tym, jak flota Stannisa w Grze o Tron, jak małolat po „pierwszym razie”, jak Juras wychodząc do klatki na KSW 39 Colosseum. 🙂

    Każdy kto zna się na sporcie choć trochę wie, że wynik tej walki powinien być tylko formalnością. Co innego być najlepszym strikerem w MMA, a co innego wyjść w bokserskiej rękawicy naprzeciw absolutnego mistrza tego sportu. Warto się jednak zastanowić nad tym, co by się stało, jakby jakimś cudem Conor McGregor zwyciężył z Mayweatherem?

    Komentarze