Juras Blog: Cyrk BULU

Jako, że weekend odespany i sił witalnych jakby więcej można na spokojnie i z pełną świadomością zabrać się do tekstowego podsumowania tego, co dla fanów sportów walki, w sumie nie tylko, ale o tym dalej w tekście, w poprzedni weekend było najważniejsze. Krakowskiej gali KSW 37.

Wypadało by zacząć od początku, ale w dobie tego co tak naprawdę interesowało zdecydowaną część publiczności zacznę od walki Pudziana z Popkiem. Hmmmmm, albo nie bo to by oznaczało, że połowa z Was nie przeczyta reszty, czyli w sumie tego co akurat mnie interesowało bardziej niż starcie generujące PPV.

*Jeżeli w tym momencie przewijasz stronę na dół, aby dojść do wspomnianej wyżej walki to jesteś lamusem…

Zainteresowanie tą galą było przeogromne, o czym świadczyła nie tylko sprzedaż biletów, ale i ilość medialnych publikacji na temat KSW 37, z wyszczególnieniem starcia Popka z Pudzianem, bo nie zakrzywiajmy rzeczywistości, że to walka wieczoru gali, czyli starcie Bedorfa z Fernando Rodriguezem miała być magnesem dla kibiców.

Dla mnie karta walk tej gali była może nie świetna, ale przynajmniej bardzo dobra i było kilka walk, które mnie interesowały zdecydowanie bardziej niż starcie Pudzilli z Królem Albanii.

Widzicie? Chwila tekstu, a ile wzmianek o tym? Wszyscy złapaliśmy się na haczyk wędki, którą trzymają włodarze KSW.

Już pierwsza walka gali pokazała, że potencjał zestawień jest ogromny. Roman Szymański, nowy nabytek KSW, który jeszcze niedawno walczył dla największej konkurencji, czyli FEN pokazał się ze swojej najlepszej strony. Technika, szybkość, umiejętności i cardio konia pociągowego. Mimo klasy Sebastiana Romanowskiego tego dnia niewielu piórkowych mogłoby go zatrzymać.

Osobiście jestem fanem talentu Romka i jestem bardzo ciekawy jak poradzi sobie w mocno obsadzonej kategorii piórkowej KSW. Teraz, chcąc nie chcąc, czeka go trochę kontraktowych przepychanek, gdyż ponoć nie do końca uregulowana jest kwestia jego transferu, ale menadżer Szymańskiego zapewnia, że to tylko formalność i Paweł Jóźwiak nie ma podstaw do sądzenia się formalnie. Otwieram popcorn i czekam na rozwiązania i social mediową wojenkę.

Radomski – Zawada, to nie bardzo jest o czym pisać. Robert bez formy, a Sagat dobrze ułożony. Liczyłem na lepszy występ Radomskiego.

Filip Wolański vs Denilson Neves to starcie, które miało dostarczyć trochę fajerwerków i faktycznie sportowo stało na dobrym poziomie. Trzy rundy praktycznie samej stójki, bo jakoś nie przypominam sobie parteru dłuższego niż 15 sekund. Kibice w większości wolą takie starcia, gdyż te są bardziej transparentne w oglądaniu. Jak się jednak okazuje nie do końca w sędziowaniu.

Nie miałem jeszcze okazji oglądać tej walki ponownie, aby sam sobie wypunktować, ale wydaje mi się na gorąco, że decyzja o zwycięstwie Filipa 30-27 jest grubą pomyłką.

Myślę, że werdykty bliżej remisu albo split byłyby bardziej realne. Lubię oglądać Wolańskiego, to widowiskowy i solidny fighter z mam wrażenie wciąż nie pokazanym w pełni potencjałem, jednak trzech rund na pewno nie wygrał. Na bank obejrzę raz jeszcze i wypunktuję. Wrzucę tweeta w tym temacie.

Wójcik – Łazarz to walka, która tak po ciuchu przechodziła w dyskusjach przed galą, a wielu fanów, którzy wypełnili Tauron Arenę nie do końca zdawało sobie sprawę, że taka walka jest w ogóle planowana na dziś wieczór. Pewno dlatego, że ani Wójcik ani Łazarz nie robili specjalnego medialnego szumu w okół siebie. Co mogę powiedzieć o tej walce? Mother of God… Marcin Wójcik to jakiś terminator.

Powtarzałem wiele razy, że z każdym kolejnym pojedynkiem pokazuje się z jak najlepszej strony. Tak samo było w Krakowie. Na tę chwilę jest dla mnie sporym kandydatem na „Odkrycie Roku” w Heraklesach. Na horyzoncie widać już walkę o mistrzowski pas z Tomkiem Narkunem, który lekko wyszydził takie zestawienie na Tweeterze, ale ja akurat na miejscu Żyrafy to wstrzymałbym się od pochopnych wniosków i rozwiązań. Mam takie dziwne przeczucie, że jak już Wójcik wywalczyłby pas mistrza półciężkiej… zobaczylibyśmy wszyscy jedno… że Marcin potrafi się uśmiechać! 😉

chlewicki-po-walce-laczy-nas-pasja

KSW / Materiały prasowe

Barnaoui kontra Chlewicki to starcie, o którym mówiło się z dużą kurtuazją, że „Saszka będzie miał ciężko”. W rzeczywistości tak było i mimo, że walka zakończyła się decyzją lekarza (choć chwilę to chyba można by było puścić po zatamowaniu krwawienia wazeliną), to Francuz pokazał, że jego warunki fizyczne w tej kategorii wagowej są cholernie trudne do przeskoczenia. Łukasz mógł liczyć na jakiegoś cepa z z kontry, ale mimo prób nie sięgnął głowy rywala. Kolejne zamknięcie przy siatce, łokieć i koniec. Rozmawiałem chwilę po walce z Saszką już w hotelu i był podłamany tym co się stało. Chciał dalej walczyć, próbować.

Jednak nie sama decyzja o przerwaniu walki była dla niego najtrudniejsza do przełknięcia. Bardziej bolało go to… że plany o walce mistrzowskiej mocno się oddaliły. Łukasz! Ja i na pewno wielu kibiców wierzymy, że nie stracisz mobilizacji i chęci. Głowa do góry i jedziesz dalej. Dla wielu młodych fighterów jesteś inspiracją.

123

Komentarze