Juras blog: Afera Gamrot-Parke

Możesz tak głośno nie mrugać?!?!  – usłyszało pewno niejedno z Was dziś rano. Piątkowe balety zobowiązują, choć pozostaje mieć nadzieję, że w dobie mody na sport i trwającym Juras Challenge większość wybrała jednak piątkowy wieczór na treningu i lekkiej kolacji. Ja przyznaje się szczerze, że ciężko jest trzymać rytm treningów i diety w dobie ilości obowiązków, wyjazdów i miliona innych „ważniejszych na teraz” rzeczy. Do tego za tydzień śmigam do Nowego Jorku dopingować JJ i Lorda. Zapowiada się kozacka gala no i oczywiście kozacki wyjazd! Jak wiadomo w USA dieta istnieje tylko teoretycznie. Ponoć za granicą kalorie się nie liczą! Wrócę to docisnę na maksa. Nie dam Wam satysfakcji z wyszydzenia mnie na koniec „Wyzwania” 🙂

 

No dobra nie ma co gadać tylko zabrać się za temat, który zdominował echa niedzielnej gali KSW 40 w Irlandii. Specjalnie poczekałem trochę z tematem, aby nie wróżyć z fusów, tylko rzeczowo odnieść się do całej sytuacji. Pojawiło się już trochę wywiadów, oświadczeń i dyskusji. Przeczytałem i obejrzałem raczej wszystko. Mogę zatem wyrazić swoją opinię. Będę pisał z pozycji komentatora tej gali i zawodnika MMA, co w zasadzie jest istotniejsze w temacie.

Świetna walka. Doskonałe tempo walki i buzująca „zła krew” od pierwszego uderzenia. Nikt tutaj nie planował taktycznej rozgrywki, a rzeczywiście chcieli sobie zrobić wzajemnie krzywdę. Przyzwyczailiśmy się ostatnio, że trash talk przed walką, napinanie się i przepychanki to element promocyjny walk. Wiadomo, że „zło” sprzedaje się lepiej. Ja jednak jestem zdania, że jak już zakładasz pewną maskę to trzymaj ją na głowie do końca. Ileż to razy widzieliśmy i słyszeliśmy jak „wypruje ci flaki”, „jesteś śmieciem” czy „mam ochotę zrobić jemu krzywdę”…a zaraz po walce przytulanki, buziaczki i piwerko na afterze. Tutaj przynamniej mieliśmy coś prawdziwego. Rzeczywistą niechęć, arogancje i atawistyczną chęć skrzywdzenia siebie wzajemnie.

Świetna walka zakończona… NO CONTEST, znaczy się, nieodbyta. Wielka szkoda, choć daje to pewną furtkę na przyszłość. Z tej furtki chciał skorzystać Norman Parke. Walka przerwana po kolejnym faulu Gamera. Palec w oczy. Zmora MMA. Jedni krzyczą dyskwalifikacja da Gamrota inni na chłodniej, że dobra decyzja Marka Goddarda. Starając się zachować trochę obiektywności, gdyż Mateusz jest moim dobrym ziomkiem (czego nie ma sensu ukrywać) z miejsca uważałem, że ten doświadczony sędzia podjął dobrą decyzję.

Obaj walczyli z otwartymi dłońmi, często nawet chwytając się wzajemnie za palce, przepychali się przeplatając to ciosami. Po pierwszym „razie” kiedy to sędzia upomniał Gamera nie odbierając punktu za oczywisty faul, Mateusz zrobił to ponownie. Czy intencjonalnie? Nie. Wynikało to z walki.  Ciężko by było wycelować palucha w oko kiedy ktoś kiwa się na boki, unika rąk rywala jak Ronaldo płacenia podatków. Jakby to było w ogóle możliwe, to każdy z ciosów całą pięścią lądowałby idealnie na żuchwę przeciwnika. Ot banalny sport. Kto szybszy wygrywa.

Palce w oczy powędrowały ponownie, walka zatrzymana, decyzja o przerwaniu pojedynku i No Contest. Koniec historii. Myślę, że 8 na 10 sędziów podjęło by podobną decyzję. Co innego jakby po pierwszym tego typu faulu “Gamer” dostał punkt w plecy. Wtedy kolejne tego typu przewinienie skutkuje dyskwalifikacją. Dlaczego Norman Parke nie chciał walczyć dalej? Siedziałem idealnie przy całej sytuacji, więc się teraz powymądrzam. Lekarz obejrzał twarz Normana i zapytał czy chce kontynuować. Ten powiedział, że nie widzi dokładnie na to oko, więc dla lekarza jest to znak, aby dla bezpieczeństwa i zdrowia zawodnika przerwać pojedynek.

Parke miał prawo nie wyrazić chęci kontynuowania pojedynku i z niego skorzystał. Jednak świat MMA rządzi się swoimi prawami i żeby w nim rywalizować trzeba mieć w sobie zwierzęcy instynkt przetrwania walki o terytorium i eliminacji przeciwników. Jestem przekonany, że na miejscu Północnego Irlandczyka 9 na 10 zawodników chciałoby dalej walczyć, nie zważając na swoje zdrowie, rozbitą twarz i połamane kości. Świat sportów walki zna „miliony” takich przypadków.

Jak chcecie pierwszy z brzegu to przypomnijcie sobie Artura Sowińskiego w walce z Marcinem Wrzoskiem, czy Chlewickiego z Barnaoui. Tam dopiero były dramaty, a jednak chłopaki nie mogli pogodzić się z przerwaniem lekarskim. Norman Parke z premedytacją wykorzystał szansę na to… że “Gamer” zostanie zdyskwalifikowany. Wiedział, że przegrywa na punkty ten pojedynek i nie miał ochoty go kontynuować. Przez myśl przeszło zwycięstwo przez DQ rywala… i potencjalna trzecia walka pomiędzy nimi. Trzecia walka oznacza kolejną wypłatę. Tak tak kochani… w klatce jest czas pomyśleć nawet o tym, co będę jadł po walce na kolację. Jakkolwiek to dziwnie brzmi.

Parke nie doczekał się DQ Mateusza, więc ponownie zaczął wyrażać swoją frustrację w klatce ( czyt. promować trzecie starcie ). No i dochodzimy do głównej „gwiazdy” tego pojedynku, czyli Marcina Bilmana, jednego z cornerów Gamera. Po tym jak Norman odepchnął Borysa Mańkowskiego po krótkiej wymianie słów ten zareagował instynktownie wypłacając jemu lewego prostego. Zamieszanie, awantury, gorąca atmosfera w całej hali. Jedni są niewiarygodnie oburzeni, że to karygodne zachowanie Marcina Bilmana, inni trzymają stronę poznaniaków.

Postaram się zatem wytłumaczyć coś tym pierwszym. Jestem przekonany, że są to kibice, którzy na co dzień nie mają wiele wspólnego ze sportami walki, w czym oczywiście nie widzę nic złego. Chodzi tutaj o podkreślenie pewnej specyficznej atmosfery, która panuje na macie. Jeżeli jesteś wojownikiem danego plemienia, to wiesz, że zawsze możesz liczyć na swoich pobratymców. Nie ważne czy idziesz na wojnę w pojedynkę. Wiesz, że zawsze będą stali za Twoimi plecami gotowi na wszystko. Braterstwo. Trzeba to przeżyć, żeby zrozumieć. TEAM to nie tylko trzymanie wiadra z lodem, czy wskazówki co robić w walce. To właśnie zadziałało tutaj i było absolutnie bezwarunkowe.

Potępianie Bilmana za to co zrobił przypomina trochę karcenie psa, za to że szczeka. Oczywiście, że nie jest to zachowanie na miejscu, że wszyscy powinni trzymać nerwy na wodzy i przestrzegać etosu sportowca. Tutaj jednak o wszystkim zadecydowała cała ta napięta sytuacja od walki na KSW 39.

Jedyne co mnie śmieszy w tym wszystkim to polska hipokryzja. Jak bracia Diaz rozkręcili w Strikeforce naprawdę grubą awanturę w klatce to  piali z zachwytu jakie to kozaki. Jak dzieje się to w Polsce… eeee to całe KSW to cyyyyrk, a Bilman to deeeeebil. Ot weryfikacja poglądów. Czasami warto przemyśleć zanim się coś powie. Wiem co mówię 😉

Kończąc ten mój krótki wywód chcę zaznaczyć, że nie popieram reakcji Marcina ale w pełni ją rozumiem i na Jego miejscu zachowałbym się tak samo. Przepraszałbym później. W sporcie, a chcemy żeby tak była traktowana ta piękna dyscyplina, nie ma miejsca na takie zachowania. Oby więcej się nie powtórzyła, choć nie dam sobie za to ręki uciąć.

Życzę Wam udanego weekendu! Ja mam w planach iść na imprezę Halloween. Nawet kupiłem sobie strój Jasona z „Friday 13”. Nie jestem fanem tych amerykańskich tradycji, ale jak już mam zaproszenie i wiem, że będzie fajne towarzystwo to „dostosuje się”. Dobrego!

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze