Francuscy lekarze potwierdzają: Kamil Glik jest niezniszczalny!

Żarty żartami, ale co zrobić, kiedy zamieniają się one w rzeczywistość? Kamila Glika porównywano już do Robocopów czy Terminatorów, ale jeszcze nigdy nie udowodnił tak bardzo, że próg bólu i tempo regeneracji ma przesunięte aż tak daleko od zwykłego człowieka. Francuscy lekarze podjęli decyzję: nasz obrońca może jechać na mistrzostwa świata w Rosji!

Najpierw niefortunna przewrotka, ból, pierwsza diagnoza i ogromny cios w serca kibiców biało-czerwonych: Kamil Glik nie pojedzie na mistrzostwa świata. Taką informację podał na Twitterze Jacek Kurowski, Zbigniew Boniek napisał podobnie w języku włoskim na Twitterze, a lekarz kadry, Jacek Jaroszewski, nie dawał zbyt wielu szans piłkarzowi Monaco.

Kamil Glik się nie poddał. Najpierw pojawiły się informacje o stopniowym odzyskiwaniu pełnego zakresu ruchu, a później jego żona umieściła na Instagramie zdjęcie, na którym widać Kamila prowadzącego auto. Internauci śmiali się, że Glik prędzej będzie kierował z ogromnym bólem i zaciśniętymi zębami, niż da poprowadzić auto żonie. To był jednak nie tylko dobry powód do żartów, ale też znak: z barkiem jest coraz lepiej.

Wracamy do gry, jutro tylko Pascal Boileau. Jest naprawdę dobrze. We wtorek chcę już być z drużyną – napisał pod filmem wrzuconym na swój oficjalny profil na Facebooku, na którym wykonuje ćwiczenia z lekarzem.

Wyglądało to dobrze, a potwierdziło się dziś – Pascal Boileau, który miał podjąć kluczową dla obrońcy Monaco decyzję. Postawiona przez niego diagnoza wraz ze sposobem leczenia miała albo bardzo przybliżyć Glika do mundialu, albo definitywnie zakończyć marzenia o Rosji w przypadku, gdyby niezbędna okazała się operacja. Krzysztof Stanowski na Twitterze potwierdził, że francuscy lekarze dali zielone światło dla wyjazdu Glika na mundial.

Teraz piłeczka po stronie sztabu medycznego reprezentacji Polski, choć bardzo wątpliwe jest podważenie badań wykonanych przez Boileau. Francuzi mieli Glika przez kilka dni i wykonali szereg niezbędnych czynności by stwierdzić, czy jego stan zdrowia pozwala kontynuować przygotowania do powrotu do gry bez zabiegu operacyjnego. Jeśli stwierdzili, że tak – trudno się spodziewać, by Jacek Jaroszewski tę decyzję – a przy okazji wylot do Rosji dla Glika – podważył.

Inna sprawa, że diagnoza lekarzy znad Sekwany nieco poddaję w wątpliwość tę pierwszą, postawioną przez Jaroszewskiego. Nie jest tajemnicą, że lekarz kadry wśród wielu zawodników nie cieszy się ogromnym autorytetem. Kilku piłkarzy Legii Warszawa, którymi również opiekuje się Jaroszewski, w tajemnicy jeździ leczyć się nieopodal stolicy u innego lekarza.

W każdym razie wygląda więc na to, że z kadrą pożegna się Marcin Kamiński, który zastępował Kamila Glika nie tylko na zajęciach prowadzonych przez Adama Nawałkę, ale też między innymi na grupowym zdjęciu, które zostało wykonane przed Mistrzostwami Świata. Na boisku jednak w buty defensora Monaco póki co nie wejdzie, bo ten dał kolejny dowód potwierdzający teorię o swojej niezniszczalności.

Czytając dobrą nowinę w sprawie jego zdrowia stanęła nam przed oczami scena z kultowego filmu „Chłopaki nie płaczą”, w której Bolec – spoglądając na postrzelonego w głowę, a jednocześnie żywego „Gruchę”, pyta lekarza: „A co on jest? Robocop?”.

Glik jest jak Robocop. Jak człowiek z żelaza. Niezniszczalny.