Jerzy Engel: „Nowy stadion jedyną szansą dla Polonii”

Na przełomie wieków jako dyrektor sportowy Polonii Warszawa po 54 latach zdobył z nią ostatnie, jak dotąd, mistrzostwo Polski do którego dołożył Puchar Ligi oraz Superpuchar kraju. Czternaście wiosen później wrócił w roli prezesa, który miał odbudować stołeczny klub. Były selekcjoner reprezentacji Polski w szczerej rozmowie z nami opowiada o kulisach niepowodzenia i rzeczach, które mimo

Na przełomie wieków jako dyrektor sportowy Polonii Warszawa po 54 latach zdobył z nią ostatnie, jak dotąd, mistrzostwo Polski do którego dołożył Puchar Ligi oraz Superpuchar kraju. Czternaście wiosen później wrócił w roli prezesa, który miał odbudować stołeczny klub. Były selekcjoner reprezentacji Polski w szczerej rozmowie z nami opowiada o kulisach niepowodzenia i rzeczach, które mimo wszystko udało się przez dwa lata jego rządów zrobić.

–> Przeczytaj reportaż: Co z tą Polonią? <–

Bartłomiej Stańdo: Najbardziej optymistycznie nastawieni kibice Czarnych Koszul śnili o powrocie do elity, ale obudziła ich trzecioligowa rzeczywistość, do której stołeczny klub wraca po roku. Można sparafrazować nazwę byłego programu Tomasza Lisa i zapytać: co z tą Polonią?

Jerzy Engel: – Przede wszystkim, jeżeli samorząd Warszawy nie jest zainteresowany, aby istniał taki klub jak Polonia – z wielkimi tradycjami, związany nierozłącznie z historią miasta – to klub sam się nie obroni. Nie w dzisiejszych czasach.

Głównym problemem są tereny, na których Polonia gra, ale za które musi słono płacić.

– Nie ma możliwości, by obronił się klub, który płaci miastu kilkanaście tysięcy złotych za każdy mecz oraz kolosalne stawki za treningi. Nie ma takich akcjonariuszy, sponsorów czy inwestorów, którzy potrafiliby przez wiele lat utrzymać działalność takiej spółki sportowej. Polonii tę działkę zabrano, bowiem sama nigdy się jej nie zrzekła. Jedyną szansą na funkcjonowanie klubu jest oddanie mu terenów, na których występuje lub – tak, jak w przypadku Legii – wydzierżawienie ich. Proponowaliśmy 29-letnią dzierżawę z opcją przedłużenia na kolejne 29 lat. Wtedy jest szansa na to, że na Konwiktorskiej wybudowany zostanie obiekt, który zabezpieczy na zawsze,  istnienie działalności sportowej. Jest projekt, nad którym wiele osób pracowało dwa lata, są inwestorzy, którzy są gotowi za własne środki wybudować obiekt sportowy oraz zaplecze biznesowe ale obecne władze miejskie, jak się okazało, mają zupełnie inną wizję co do tego terenu.

Wśród kibiców Czarnych Koszul panuje przekonanie, że w urzędzie miasta faworyzuje się Legię, bo to jej wybudowano nowoczesny stadion.

– Nie tylko Polonia ma problem z samorządem, bowiem na rynku warszawskim zniknęły z piłkarskiej mapy praktycznie wszystkie drużyny piłki nożnej seniorskie z wyjątkiem Legii. Dorosła piłka w stolicy praktycznie nie istnieje. Nie ma ani Hutnika, ani Drukarza, ani Gwardii, ani dziesiątek innych klubów, które umarły śmiercią naturalną. Powstają za to dziesiątki czy setki akademii piłkarskich, w które pompuje się pieniądze i mówi, że to wspomaganie piłki nożnej. To nonsens, bo ci chłopcy nie mają dalszej szansy rozwoju. Legia może przyjąć w jednym roczniku maksymalnie czterdziestu chłopaków, a Warszawa jest dwumilionowym miastem. Co w takim razie z resztą? Gdzie będą grać dalej? To krótkowzroczna polityka, całkowicie asportowa i apiłkarska. Polonia generuje w skali roku kilkadziesiąt tysięcy ludzi na swoich meczach pomimo bardzo starego obiektu, który posiada. Od zeszłego roku stara się rozwinąć akademię piłkarską, tworzyć sport dla dzieci i młodzieży w Warszawie w różnych sekcjach sportowych, a za wynajęcie terenów do ćwiczeń musi słono płacić.

Jerzy Engel awansował z reprezentacją Polski na mundial po 16 latach przerwy.Jak w tych oparach absurdu radził pan sobie w roli prezesa? Jest coś, co pomimo niekorzystnego otoczenia można było zrobić lepiej? Co zmieniłby pan w swojej kadencji z perspektywy czasu?

–  Kiedy proponowano mi prezesurę powiedziałem jasno, że przez dwa lata z grupą oddanych akcjonariuszy spróbujemy wskrzesić ten klub. Przygotowaliśmy projekt dzierżawy terenu, czyli projekt, który miał zabezpieczyć Polonię na długie lata. Wybudowany miał zostać stadion na 20 tysięcy krzesełek, służący nie tylko piłkarzom, ale będący odpowiednim miejscem także dla innych dyscyplin sportowych. Oprócz tego pomyśleliśmy o części komercyjnej, która miała pracować na zabezpieczenie działalności sportowej klubu z Konwiktorskiej. Przez dwa lata szliśmy krok po kroku do przodu, poprawialiśmy projekt po regularnych konsultacjach z miastem, aż nagle samorząd zrobił zwrot w tył. Warszawa ma też problemy inne, związane z terenami własnymi. Powiedziano nam, że do czasu zakończenia sprawy reprywatyzacyjnych żadna decyzja nie będzie podejmowana, co podobno było główną przyczyną że cały nasz projekt, stał się nie do zrealizowania. Nikt przecież nie będzie inwestował pieniędzy w coś, co od początku skazane jest na porażkę. W związku z tym zrezygnowałem z dalszego przewodniczenia temu projektowi. Pojawiła się propozycja utrzymania sekcji przez innych ludzi i to oni teraz będą odbudowywać klub, być może na zupełnie innych zasadach. Nadal jestem udziałowcem Polonii, bo tak umówiliśmy się z innymi akcjonariuszami. Cały czas trzymamy kciuki za to, by nasz pierwotny projekt stał się realny dla tysięcy Polonistów, dla fanów sportu w Warszawie i dla tysięcy dzieci, choć miasto by w tej inwestycji finansowo nie partycypowało.

Jest dla kogo odbudowywać Polonię? Przeciwnicy tej budowy podnoszą argument frekwencji, która na Konwiktorskiej niestety nie zwala z nóg.

– Oczywiście, że jest dla kogo. Nawet jeśli liczymy, że w stolicy Legii kibicuje 200 tysięcy ludzi, nadal zostaje 1.5 miliona innych. Gdyby Polonia miała nowy stadion, wypełniłby się on tak, jak chociażby na Widzewie, z którym mierzyć będziemy się w sobotę.

Mówiło się o koncepcji dostawienia trybuny za bramką, by zamknąć ten stadion w prostokąt, na co miasto chciało się zgodzić. Wielu kibiców uważa, że taka modernizacja była na tamten moment najlepszym rozwiązaniem.

– Wszelkie liftingi obiektu są nietrafionym pomysłem. Musi powstać nowy, nowoczesny obiekt. Dziś nie można nikogo zaprosić na ten stadion, bo załatwianie się w ToyToy’ach czy siedzenie na zimnym obiekcie nie jest żadną przyjemnością. To obiekt tyle zasłużony, co stary – wybudowany został w 1928 roku, niedługo będzie miał 90 lat. Dziś do niczego się nie nadaje. Lifting nic by w tej kwestii nie zmienił. To musi być zupełnie nowy stadion, taki jakie buduje się wszędzie tam, gdzie samorządy chcą mieć sport w Polsce. Tylko wtedy jest szansa, że Polonia się odrodzi.

W 2000 roku zdobył z Polonią, w roli dyr. sport., ostatnie póki co mistrzostwo Polski.

Jaki klub zostawił pan następcom?

– Opuściłem Polonię w sytuacji, gdzie posiada solidny zespół trzecioligowy. Awansowaliśmy z ligi trzeciej, ale spadliśmy z drugiej, choć blisko było utrzymania. Można powiedzieć, że to drużyna na krawędzi obu tych lig. Myślę, że to dobre podłoże do tego, by dalej drużynę rozwijać. Powstała też klasa polonijna, którą mamy w szkole sportowej, powstała akademia piłkarska oraz drugi zespół. Wiele z tych typowo szkoleniowych przesięwzięć zostało, co obecnie jest największą wartością.

Chciałbym skonfrontować dwie rzeczy, o których można usłyszeć w kuluarach. Mówi się o półmilionowym długu…

– Dług jest tylko i wyłącznie związany z fakturami, które wystawiło nam miasto za dzierżawę terenu i za mecze. Konkretnie wystawiono fakturę na kilkaset tysięcy złotych, co jest kwotą nierealną do zapłacenia dla nikogo. Polonia złożyła wniosek o rozłożenie tej płatności na bardzo odległe raty, choć powinno się walczyć o to, by cofnąć taką nierealną do spłaty fakturę. To zabijanie klubu i odbieranie mu szansy na dalszy rozwój.

Druga sprawa związana jest z pańskim synem, który miał wchodzić w kompetencje trenera, co miało być jedną z przyczyn drugoligowego niepowodzenia.

– Dobrze, że Pan o to zapytał. To oczywiste bzdury. Całe nieszczęście szkoleniowe Polonii polega na tym, że mój syn przestał pełnić funkcję, którą pełnił w maju 2015 roku. On stworzył drużynę i sztab szkoleniowy, którego sam był częścią. Jak pracowali warto oprzeć się na faktach. Polonia awansowała do II ligi. Od maja 2015 Nie mógł już nadzorować spraw szkoleniowych, więc Igor Gołaszewski został sam z Wojtkiem Szymankiem. Jego odejście z zespołu, to był największy problem, z jakim się mierzyliśmy. Będąc poza ławką nie miał żadnego wpływu na to, co działo się w szatni i poza nią. Moim błędem było, że na jego miejsce nie zatrudniłem innego dyrektora sportowego, bo jak się okazało, taki szkoleniowiec był w tym klubie niezbędny.

Były prezes KSP przyznaje, że bez nowoczesnego stadionu powrót do świetności na Konwiktorskiej będzie niemal niemożliwy.W 2000 roku Polonia świętowała swoje drugie w historii mistrzostwo Polski. Co obecne władze muszą zrobić, by powtórzyć w przyszłości – bliższej bądź dalszej – sukces sprzed 16 lat?

– Żaden klub nie stworzy wyniku sam. Musi w tym partycypować samorząd. Bez tego nie ma szansy, by klub się obronił. Wierze, ze prędzej czy później władze miasta uświadomią to sobie i wrócimy do projektu, który myśmy jako spółka przestawili wcześniej, bo to było wspaniałe rozwiązanie dla Polonii.

Wielkimi krokami zbliża się mecz z Widzewem. LVBet widzi faworyta w drużynie gości, ale na Konwiktorskiej będziemy mieli kibicowskie święto, więc gospodarze nie stoją na straconej pozycji.

– Polonia znowu często remisuje. Wiele meczów praktycznie wygranych nie kończy się zwycięstwem, bo tracimy bramkę w ostatnich minutach. Wybieram się na to spotkanie i jak wszyscy poloniści mam nadzieję, że tym razem tego szczęścia nam nie zabraknie w końcówce i będziemy mieli okazję do radości.

*

Kursy na hit 3. ligi: Polonia (3.05) – Remis (3.3) – Widzew (2.18)