Jerzy Brzęczek opuścił zgrupowanie i rozpoczęło się larum. Przecież nie jedzie na urlop…

Jerzy Brzęczek opuścił zgrupowanie reprezentacji Polski, by na żywo obejrzeć mecz reprezentacji U-21, która bije się o awans na mistrzostwa Europy. Zadziwiające, żart, dziwne - takie hasła przewijają się w kontekście tej wiadomości w sieci i... kompletnie ich nie rozumiemy. Dla piłkarzy pierwszej drużyny nie zrobi to kompletnie żadnej różnicy, a młodzieżówkę wypadałoby obserwować. Zwłaszcza w kontekście nazwisk, których niektórzy już teraz domagali się w seniorskim zespole.

Przegraliśmy, a Portugalczycy pokazali nam miejsce w szeregu. Nie ma się, co oszukiwać, że było inaczej, choć wynik pokazuje dziś coś zupełnie innego. Dostaliśmy bolesną nauczkę, która jest przykryta nie tak złym rezultatem końcowym. Można się dziś nawet trochę cieszyć, że naszym piłkarzom nie udało się zremisować, bo wszelkie próby konstruktywnej krytyki zostałyby od razu zhejtowane. A tak więcej osób zauważyło, że coś nie gra.

Szczęście w nieszczęściu, ale ta sytuacja ma swój inny minus. Wielu kibiców liczy chyba, że cała drużyna przez dwa dni będzie siedziała w pokojach, rozpamiętując porażkę. W tej sytuacji obrywa się niestety Jerzemu Brzęczkowi, który wyjechał na jeden dzień ze zgrupowania, by z trybun obejrzeć mecz reprezentacji młodzieżowej. Bo przecież jest tyle do analizy, trzeba pracować, a nie jeździć po Europie.

Sytuacja wygląda tak, że piłkarze dostali dziś wolne popołudnie, a selekcjoner ruszył właśnie pracować. Zamiast popijać kawę w hotelowym lobby, obejrzy tych, którzy za kilka miesięcy będą mogli stanowić o sile tej drużyny. Nie jedzie połazić sobie po aalborskich galeriach handlowych czy na wczasy, tylko obejrzeć chłopaków, których prawdopodobnie już teraz przymierza do pierwszej reprezentacji.

Młodzieżówka walczy o awans na młodzieżowe mistrzostwa Europy i Igrzyska Olimpijskie. Jerzy Brzęczek chce ją obejrzeć z trybun – w tym celu wyjechał ze zgrupowania

Ba, możliwe nawet, że robi to w oparciu o analizę wczorajszego spotkania. Dobrze widzieliśmy, co poszło nie tak. Problem pojawiał się między innymi w środku pola, który kompletnie nie istniał. We wczorajszych wnioskach po spotkaniu z Portugalią (całość TUTAJ) pisaliśmy tak: Co z tego, że mieliśmy dwóch napastników, jeśli nie dostawali oni niemal żadnych piłek? I to mając za plecami czterech środkowych pomocników? Głównie dlatego, że piłki rzadko przez nich przechodziły. Łapaliśmy się za głowę, gdy kolejny raz Kamil Glik czy Jan Bednarek decydowali się grać długą piłką.

Co nam przychodzi do głowy? Oczywiście nazwisko Szymona Żurkowskiego, który jest jednym z najlepszych piłkarzy ligi i zdaniem wielu osób to błąd, że nie trafił do „jedynki” na mecze w Lidze Narodów. Choć na napastników nie możemy obecnie narzekać, zapewne będzie się przyglądał powoływanemu przez Adama Nawałkę Dawidowi Kownackiemu i kilku innym piłkarzom.

Argument, że przecież może obejrzeć mecz w telewizji przyjmiemy z uśmiechem jako żart. Z poziomu trybun można dostrzec często dużo więcej – między innymi sposób zachowywania się piłkarzy bez piłki i tym podobne.

Całe to larum jest kompletnie niepotrzebne. Największe ryzyko może wiązać się jedynie z ewentualnymi opóźnieniami samolotów, ale raczej nie musimy się martwić o powrót na konferencję i trening, które odbędą się dopiero o godzinie 16:00. Rozumiemy, że inni szkoleniowcy przyjmowali inny sposób pracy, ale dajmy Jerzemu Brzęczkowi prowadzić to wszystko po swojemu.

Zwłaszcza, że kadra wciąż jest w budowie, czego efektem są próby odnalezienia nowego systemu czy testowanie nowych zawodników. To zapewne jeden z etapów przygotowań do najważniejszego – eliminacji do mistrzostw Europy, które odbędą się w przyszłym roku.