Co on zrobił?! Nagły zwrot i Grosicki wyjechał z Turcji!

- Cześć, nazywam się Kamil, choć mówią na mnie "Deadline Day" - tak mógłby się przedstawić w nowym środowisku skrzydłowy reprezentacji Polski, z którym od kilku okienek transferowych jest zawsze ciekawie. Zwłaszcza wtedy, gdy to okno już niemal się zamyka, a do zapięcia futbolowej sprzedaży i kupna pozostają godziny...

Pamiętamy okładkę „Przeglądu Sportowego”, który rano brali do rąk czytelnicy i oglądali Kamila Grosickiego jako piłkarza Burnley, choć temat niespodziewanie upadł w ostatniej chwili i do transferu jednak nie doszło. Co się odwlecze – to nie uciecze. Dlatego też „Turbo” później wylądował w Premier League, oczywiście w tzw. Deadline Day (ostatni dzień na dokonanie transferów), choć niedługo trwała jego przygoda z najwyższą ligą piłkarską w Anglii.

Spadł ze swoim Hull City do Championship, z której nie tylko nie mógł się wydostać, ale też dobrze w niej zadomowić.

Nie grał, a jeśli grał – nie zachwycał na tyle, by dawać mu kolejne szanse. Miał swoje przebłyski, ale w ostatnim czasie jest etatowym nawet nie rezerwowym, bo nie łapał się do kadry 18. drużyny zaplecza angielskiej ekstraklasy. Transfer stał się mu potrzebny jak tlen. Choćby znów w ostatni dzień okienka, byleby jak najdalej od klubu z KCOM Stadium.

Zdecydował się na powrót do ligi tureckiej, w której występował jeszcze zanim stał się jednym z najlepszych polskich skrzydłowych. To właśnie tam czuł się chyba najlepiej w karierze, co zaowocowało transferem do ligi francuskiej. W żadnym innym klubie nie strzelił więcej bramek, niż właśnie dla Sivassporu.

104 mecze, 16 bramek, 26 asyst – takiego bilansu nie miał nigdzie indziej.

Teraz miał wrócić. Co by go w Turcji czekało? Pod względem łącznej wartości rynkowej zawodników Bursaspor jest ósmym klubem w SuperLig – za stołecznymi Galatasaray, Besiktasem i Fenerbahce, a także Basaksehirem, Göztepe, Trabzonsporem i Konyasporem. Na horyzoncie pojedynki m.in. ze świetnym na mundialu Domagojem Vidą, a także Martinem Skrtelem, Garym Medelem, Yuto Nagatomo, Gaelem Clichym i… Jarosławem Jachem. Bramki strzelać miał m.in. Lorisowi Kariusowi czy Fernando Muslerze, a nagrody indywidualne walczyć z Andre Ayew, Ademem Ljajiciem, Arda Turanem czy też znanym z występów w Legii Warszawa, Brazylijczykiem Guilherme.

Przenosiny Grosickiego „klepnął” najbardziej ceniony portal transferowy, czyli Transfermarkt. Polak z miejsca stał się najdrożej wycenianym piłkarzem swojego zespołu, który po trzech kolejkach nowego sezonu zgromadził zaledwie dwa punkty. Choć to dopiero start rozgrywek, zajmuje ostatnie bezpieczne przed spadkiem miejsce w tabeli. Pewnie dlatego też pewnie zdecydował się sięgnąć po Polaka w ostatnim dniu okienka. Nie tylko po niego, bo dziś kontrakt podpisał też Diafra Sakho, strzelający w przeszłości bramki w Premier League dla West Hamu (18 bramek w 62 występach).

Rywalami do miejsca w składzie Grosickiego mieli być Allano Lima i Yusuf Erdogan. W tym sezonie obaj nie strzelili ani jednej bramki i nie zanotowali ani jednej asysty, więc swoje nazwisko w wyjściowej jedenastce 60-krotny reprezentant Polski nie powinien się martwić. Wydawało się, że to najlepsza możliwa opcja do odbudowania nie tylko formy, ale i wizerunku. Brak powołania wywołał u skrzydłowego niezbyt klasowe reakcje (więcej pisaliśmy o tym TUTAJ), które ani nie przysparzają mu fanów, ani nie pomagają w powrocie do reprezentacji Polski.

Transfer jednak nie dojdzie do skutku.

Grosicki wyjechał z Turcji bez podpisanego kontraktu! – W ostatniej chwili zrezygnował z transferu do Bursasporu – informuje turecki klub w wydanym komunikacie. Polak miał zostać wypożyczony na dwa lata z Hull City. Gdy wydawało się, że do załatwienia zostały formalności, Bursaspor poinformował o rezygnacji TurboGrosika z podpisania umowy i wyjeździe z miasta.

– Kontrakt został przygotowany zgodnie z wymaganiami Hull City, piłkarza i menedżerów. Kamil Grosicki odrzucił jednak umowę i bez żadnego wyjaśnienia opuścił miasto – napisał niedoszły klub w komunikacie. Historia zatoczyła więc koło, choć tym razem to nie Bursaspor zachował się jak Burnley, a sam Grosik postanowił odwrócić się na pięcie i wrócić do Hull City.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem