Jarosław Hodura: Takiego turnieju jeszcze nie było

Jarosław Hodura to człowiek orkiestra. Syn legendy nie tylko sopockiego Ogniwa, ale i jednej z najważniejszych osób w historii krajowego rugby, Edwarda, od dekady stanowi jednoosobową fundację imienia swojego ojca. Formuła turniejów memoriałowych wielokrotnie się zmieniała, a w najbliższą niedzielę zostanie poszerzona o imprezę dla dziewcząt do lat 16. To pierwsza taka inicjatywa w Polsce.

O rozwoju żeńskich grup młodzieżowych w Ogniwie Sopot, memoriałach Edwarda Hodury oraz jednym z najlepszych turniejów plażowego rugby w Europie rozmawialiśmy ze sprawcą całego zamieszania, Jarosławem Hodurą.

Michał Faran, Łączy nas pasja: W najbliższą niedzielę kolejna odsłona memoriału twojego taty – co żeś znowu wymyślił?
Jarosław Hodura: No tak, był turniej plażowy i on przez cały czas jest. A ponieważ jeden memoriał rocznie najwidoczniej mi nie wystarczy, a dziewczyny mnie namówiły, to dokładam do tego boisko. Fajna inicjatywa powstała wśród trenerów grup młodzieżowych w Polsce. Zagrają więc dziewczyny w kategorii U-16, nigdy takiego turnieju w kraju nie było. Nie było nawet w kategorii U-18. Zaplecze reprezentacji Polski budowane jest na dziewczynach, które trenują w klubach z chłopakami, grających w piętnastkach i siódemkach.
Trening sekcji kobiet Ogniwa Sopot. Trener Jarosław Hodura tłumaczy, zawodniczki słuchają. W niedzielę pierwszy test!
Gdyby te rozgrywki się przyjęły, z pewnością miałoby to sens. Zgłosiło się siedem pełnych drużyn. BBRC Łódź, które będzie tu prawdopodobnie faworytem wystawia dwie drużyny. Zagramy w dwóch grupach. Myślę, że będzie fajna rywalizacja. Nie wiem jeszcze na co stać nasze dziewczyny. One się cały czas uczą gry w rugby, pytają się o pozycje na boisku czy rozwiązania danych sytuacji. Po pierwszym meczu, po pierwszym turnieju na pewno będę mądrzejszy, będę wiedział, co skorygować. Mam kilka bardzo fajnych, ofensywnych zawodniczek – zobaczymy w niedzielę, jak sobie poradzą.
Jakie nastroje przed pierwszym turniejem. Dziewczyny się denerwują, ekscytują?
JH: Ja oczywiście wynikowo niczego nie zakładam. Natomiast dziewczyny żyją tym, już wcześniej startowały w turniejach międzyszkolnych, na MOSiRze widzę je też na koszykówce czy siatkówce. Ale to będzie pierwszy taki poważny turniej, w którym będą uczestniczyły. Jest oprawa, czytają o tym w gazecie, widzą plakaty w Sopocie, banery na ulicach – to już nie są żarty, nie można się z tego wycofać. Ale ja nie widzę u nich strachu. Nie znamy rywalek, więc nie możemy się pod nie przygotować – to taki dodatkowy element niepewności.
Jak pracuje się z dziewczynami. Trenowałeś seniorów, chłopców, ale tutaj masz do czynienia z nowym wyzwaniem.
JH: No tak, pracowałem z żakami, z młodzieżówką przy reprezentacji Polski, z seniorami Ogniwa. Fajnie się pracuje, staram się im stopniowo podnosić poprzeczkę. Co cieszy, zapewne też prezydenta miasta, że to grupa praktycznie w całości złożona z uczennic szkół sopockich – gimnazjum numer 1 i 2. Jest jedna koleżanka którą „wytransferowaliśmy” z Arki Gdynia. Tam trenowała z chłopcami. Świetnie się czuje w naszym towarzystwie. Oczywiście mogłoby być trochę więcej tych dziewczyn, ale nie ma co narzekać. Kilka z nich jest nowych, mamy też kilka liderek drużyny, ale to wszystko się zmienia. To dopiero początek tak naprawdę.
Ogniwo cały czas szuka zawodniczek do sekcji dziewcząt .
Gdyby dziewczyny w przeszłości naprawdę chciały postawić na rugby, to motywacji pewnie nie zabraknie. Za miedzą jest zdecydowanie najlepsza drużyna w Polsce, pełna reprezentantek. Biało-zielone Ladies i kadra jeżdżą po świecie, reprezentują Polskę, gonią światową czołówkę.
JH: Perspektywy na pewno są. Ta reprezentacja kobiet U-16, która powoli powstaje, już jeździ na fajne turnieje, więc to się rozwija. Ja nie ukrywam, że my jako Ogniwo jeszcze nigdy nie startowaliśmy jako drużyna, więc z takich powołań w przyszłości bardzo bym się cieszył. Dopiero od niedawna dziewczyny mają licencję, więc formalnie będą mogły być powoływane do kadry. To też taka moja nadzieja, jeśli chodzi o ten turniej. A dla nich być może fajna przygoda. Zobaczymy, na ile poważnie traktują rugby, w tym wieku jeszcze nic nie wiadomo. Przyjdzie chłopak, zabierze pod pachę i będzie koniec kariery (śmiech). Na tą chwilę natomiast jest fajna grupa, większość razem chodzi do klasy, a jeśli chcą jeszcze przychodzić na treningi, to znaczy, że dobrze czują się w swoim towarzystwie. A samo to jest już sukcesem. Póki co zaczynamy dopiero z tymi turniejami – zostaną rozegrane trzy i wyłonią mistrza Polski. Podobno w Związku są plany, żeby te imprezy już od następnego sezonu rozgrywać systemem jesień-wiosna. Wówczas tych turniejów byłoby pewnie z sześć. Zobaczymy.
Ogniwo jest jednym z najlepiej zorganizowanych klubów rugby w Polsce. Twój tata na pewno by się cieszył… Czujesz taką wewnętrzną potrzebę, żeby kontynuować jego dzieło, działać przy dyscyplinie?
 JH: Na pewno ciągnie mnie też do innych dyscyplin, chociażby z racji tego, że pracuję w MOSiRze. Ale od dziesięciu lat jestem też jednoosobową fundacją i organizuję różne imprezy, tak jak tą w najbliższą niedzielę. Chociaż takie jak teraz, na boisku, to mógłbym robić i co dwa tygodnie, to nie to, co plaża, mając odpowiednią bazę i doświadczenie jest dużo łatwiej. Sądzę, że seniorki nie powstydziłyby się wystartować w takiej imprezie, wszystko jest zabezpieczone, dziewczyny dostaną medale, a także kosmetyki od partnera Fundacji, firmy Oceanic. Podobnie jak jedzenie i inne tego typu sprawy od naszych przyjaciół. Mam nadzieję, że być może to będzie kierunek dla innych miast, przykład jak można zorganizować taką imprezę, bo nie ma ich aż tyle, ile mogłoby być.
Ogniwo poprzedni sezon zakończyło jako wicemistrz Polski / fot. Pressfocus
A wracając jeszcze do klubu, to cieszymy się z sukcesów seniorów. To jest motor napędowy dla działań klubu, to widać po frekwencji na zajęciach grup młodzieżowych. Ci młodzi zawodnicy się z nimi identyfikują, mają wytyczoną drogę, którą mogą podążać. Zresztą nasze dziewczyny też się poczują częścią tego wszystkiego, bo wiem, że już chłopcy zgłosili się do pomocy podczas imprezy, będą podawać wodę, pomagać przy rozgrzewce.
Skoro już mowa o tacie i kolejnym memoriale, to mam pytanie o turniej plażowy. To jedna z najlepiej zorganizowanych tego typu imprez w Europie, były nawet pomysły, żeby wpisać go w kalendarz rozgrywek kontynentalnych. Jak to będzie wyglądało w tym roku?
JH: EBRA przyjęła by nas w każdej chwili, to nie są nawet jakieś bardzo duże kwoty, żeby się do tej rodziny zapisać. Wiadomo jednak, że są oczekiwania od organizatorów tego cyklu, a ja nie mam gwarancji finansowych. Gdybym miał sponsora, to z pewnością bym tą drogą poszedł. Mam facebookowego znajomego w Rosji, który prężnie działa w federacji, współuczestniczy w organizacji mistrzostw Europy. Wpisał naszą imprezę w cykl turniejów bałtyckich, ich jest chyba 8 czy 10. Nie ulega wątpliwości, że każdy, także EBRA, chciałby mieć w swoim cyklu turniej Sopot Beach Rugby. Może kiedyś uda się zebrać finanse, przekonywałem już wiele osób. Cykl odbywa się na wielu plażach w całej Europie: Portugalia, Hiszpania, Włochy, Francja, Holandia. Cykl jest świetną promocją dla każdej miejscowości. A statystyki po Pucharze Świata pokazują, ze ten kibic związany z rugby jest wśród tych podróżujących najwierniejszy, bardziej niż piłkarski czy związany z innymi dyscyplinami. Jest w tym duży potencjał w każdym razie.
Sopot Beach Rugby 2017 / fot. Michał Lasota
W zeszłym roku ten turniej juniorski był organizowany tak trochę na ostatnią chwilę, więc teraz w piątek chciałbym to kontynuować. Jeśli dziewczyny po tych turniejach U-16 chciałyby przyjechać także na plażę, to ta furtka pod ten turniej na pewno będzie otwarta. W sobotę turniej otwarty kobiet i mężczyzn, chciałbym się zamknąć w maksymalnie 30 drużynach. Jeśli chodzi o niedzielę, to nie ma zapotrzebowania na Mistrzostwa Polski, wiec chciałbym wywołać taki temat, jak turniej charytatywny. Fajnie by było znaleźć jakiś cel, dołożyć do tego sponsora i przekazać jakąś większą kwotę na pomoc innym. Na tym zacznę się koncentrować dopiero po zamknięciu niedzielnego turnieju dziewczyn i wszystkie siły pójdą właśnie w tym kierunku. Czekają mnie trzy miesiące intensywnej roboty. Wiem, że dużo drużyn na to czeka, gdy puszczam maila z informacją, o razu zgłasza się z 20 drużyn. To fajne uczucie.

Na pewno powrócę jeszcze do idei promowania hasła fair play, trochę zabrakło mi tego w zeszłym roku, chociaż już w przeszłości to było częścią imprezy. Były z dwie takie sytuacje w poprzednim turnieju, które mi się nie spodobały, więc o tej idei fair play będziemy przypominać. Żeby nawet w przypadku walki o zwycięstwo nie zapominać, że to zabaw, żeby mieć do siebie szacunek nawet w sytuacjach, gdy walczymy, przewracamy się, szarżujemy. Już teraz w niedzielę hasło będzie obecne na medalach i banerach, potem wprowadzimy to również na plaży. 

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Michał Faran