Japończycy zmienili selekcjonera – to dobrze czy źle dla Polski?

Pamiętacie takiego suchara: „- Jak nazywa się najlepszy japoński piłkarz? – Kiwa Jako Tako”. Na pytanie, czy powinniśmy niepokoić się zmianami w sztabie szkoleniowym reprezentacji Kraju Kwitnącej Wiśni na nieco ponad dwa miesiące przed Mundialem, odpowiemy w taki właśnie sposób. Jako tako. Są dobre i złe strony tej sytuacji.

Zobaczymy, czy roszada na stanowisku selekcjonera może wyjść naszym grupowym rywalom na dobre, czy raczej skutki będą negatywne. Oczywiście to, co dla Japonii jest minusem, dla naszej reprezentacji jest niekwestionowanym plusem, tak więc w poniższym artykule ujmiemy sprawę z naszego, polskiego punktu widzenia.

Plusy

Chaos

Kraj Kwitnącej Wiśni należy do jednych z najlepiej zorganizowanych na świecie. Wszystko tam jest najczęściej dopięte na ostatni guzik, wszystko zaplanowane na wiele dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat do przodu, nie ma miejsca na improwizację i nerwowe ruchy. Między innymi z tego powodu w kraju trzeciego z naszych grupowych rywali na Mundialu zbudowano czołową gospodarkę na kuli ziemskiej. Polacy, którzy znają japońskie obyczaje mówią, że w tym kraju z dziewczyną umawiasz się z kalendarzem w ręku, a najbliższe wolne terminy to kwestia kilku tygodni. I tow cale nie żart – tak po prostu jest… Z pewnością ma to wszystko swoje zalety, ale bez wątpienia tak ogromna zmiana, jak zwolnienie selekcjonera reprezentacji narodowej na dwa miesiące przed najważniejszym turniejem cyklu czteroletniego musi wprowadzić w szeregi Japończyków niepokój. To nie jest dla nich komfortowa sytuacja, a atmosfera wokół kadry zacznie być napięta. Swoje w tej materii na pewno zrobią też tamtejsze media. A to nie sprzyja dobrym przygotowaniom do Mistrzostw Świata.

Jeszcze pod koniec sierpnia Vahid Halihodzić wraz z drużyną Japonii świętował awans na Mundial/ fot. PressFocus

Doświadczenie Vahida Halihodzicia

65-letni szkoleniowiec ma bardzo bogate doświadczenia. Jako zawodnik grał między innymi w PSG, a jako trener też z niejednego pieca chleb jadł. Był już na Mundialu, cztery lata temu prowadzona przez niego Algieria była rewelacją turnieju w Brazylii, dogrywka w meczu 1/8 finału z Niemcami, późniejszymi triumfatorami imprezy ma swoją wartość. Z reprezentacją Japonii Bośniak pracował przez 3 lata i osiągał z nią całkiem przyzwoite rezultaty. Z drugiej strony zwolnienie tuż przed Mundialem to wcale nie nowość dla Halihodzicia, bo to samo stało się jego udziałem 8 lat temu przed turniejem w RPA, kiedy cztery miesiące przed imprezą za współpracę „podziękowano” mu w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Przypadek?

Mało czasu

Wiadomo, że drużyny nie da się zbudować w tydzień ani dwa. Dwa miesiące też nie. Do turnieju zostało bardzo mało czasu, a Halihodzić z drużyną pracował przez ponad trzy lata. Miał czas na eksperymenty, wprowadzenie swojej wizji gry, taktyki, wypracowanie mechanizmów funkcjonowania zespołu zarówno na boisku jak i poza nim. Miał też okazję poprowadzić ekipę w meczach o punkty, poznać zawodników oraz zobaczyć ich w sytuacjach meczowym wiele razy, bo łącznie poprowadził ekipę w 38 spotkaniach. Do tego dochodzi obserwowanie ich z trybun w meczach ligowych.

Kibice w Japonii się niepokoją. Co to będzie? / fot. PressFocus

To ogromna ilość wykonanej pracy i zebranych informacji. Teraz to wszystko trzeba będzie zbudować od nowa. W dodatku okazji, żeby przetestować ewentualne zmiany praktycznie nie będzie, bo Japonia, podobnie jak pozostałe zespoły biorące udział w Mundialu rozegrają jeszcze jedyne trzy spotkania towarzyskie przed samym turniejem – zmierzą się z Ghaną, Szwajcarią i Paragwajem.

Minusy

Następca Halihodzicia

Został nim 63-letni Akira Nishino. Przez ostatnie dwa lata pełnił w reprezentacji funkcję dyrektora technicznego, więc na pewno nie będzie zaczynał pracy od zera. Prawdopodobnie będzie kontynuował pracę poprzednika, wprowadzając swoje własne, autorskie poprawki. Nowy selekcjoner nie jest w Japonii osobą anonimową. W roku 1996 prowadził już pierwszą reprezentację narodową, ale tylko w trzech spotkaniach, jako trener tymczasowy. Wcześniej był selekcjonerem kadry do lat 20 i 23, a następnie przez prawie 10 lat był trenerem Gamby Osaka, z którą sięgnął między innymi po mistrzostwo kraju, dwa puchary Japonii oraz azjatycką Ligę Mistrzów. Biorąc pod uwagę cały bałagan, jaki towarzyszył zwolnieniu Halihodzicia, federacja piłkarska Kraju Kwitnącej Wiśni wybrała chyba najlepszego możliwego kandydata na następcę. On powinien ugasić przynajmniej część pożaru.

Wrócą liderzy zespołu

Nie ma się co oszukiwać. Japończyków jest ponad trzy razy więcej niż Polaków, ale piłkarską potęgą Azjaci nigdy nie byli i wątpliwe, żeby kiedykolwiek się nią stali. Dlatego każdy futbolowy wirtuoz rodzący się w tym kraju jest na wagę złota. A Halihodzić lekką ręką zrezygnował z Shinji Kagawy, Keisuke Hondy oraz Shinji Okazakiego. To w komplecie piłkarze bardzo doświadczeni, od lat decydujący o obliczu drużyny narodowej. Przy obecnym stanie posiadania, bez względu na aktualną formę tych piłkarzy (która wcale nie jest taka niska) , nie można ich, od tak sobie skreślić z kadry na Mundial. Rezultaty spotkań z Mali i Ukrainą pokazały, że drużyna nie najlepiej radzi sobie bez swoich liderów. To, że Nishino przywróci ich do łask jest więcej niż pewne.

Keisuke Honda wróci do składu? On, Okazaki i Kagawa nie zostali ostatnio powołani na mecze towarzyskie przez poprzedniego selekcjonera / fot. PRESSFOCUS

Oczyszczenie atmosfery w zespole

A to z kolei powinno wpłynąć na poprawę atmosfery w drużynie, która ostatnimi czasy nie była zbyt dobra. Jeśli Japończycy, mistrzowie dyplomacji, ludzie którzy wolą owinąć wszystko toną bawełny zamiast powiedzieć coś wprost, w końcu zdecydowali się na tak drastyczny krok, jak wyrzucenie selekcjonera na dwa miesiące przed rozpoczęciem najważniejszej imprezy, to znaczy, że próg bólu musiał zostać przekroczony. Że sytuacja była już fatalna i nie było innego wyjścia. Halihodzić słynie z twardej ręki, w dodatku miał swoją wizję gry, odmienną od tego, do czego przyzwyczaili się reprezentanci Kraju Kwitnącej Wiśni. Pominięcie czołowych graczy oraz nienajlepsze ostatnio wyniki dopełniły całości. Czy teraz będzie lepiej? Wszystko wskazuje na to, że tak. Czy to wystarczy, żeby wyjść z grupy na Mundialu? Oby nie kosztem Polski…

Efekt nowej miotły

Wiadomo, jak efekt nowej miotły działa w przypadku drużyn klubowych. Przychodzi nowy trener, więc każdy zawodnik zaczyna od zera, z czystym kontem, może się pokazać na treningach i jeśli wcześniej był pomijany przy ustalaniu pierwszej jedenastki – wywalczyć sobie miejsce w wyjściowym składzie. Albo przeciwnie – jeśli dotychczas był pierwszym wyborem, może utracić swój status. W przypadku reprezentacji narodowych wygląda to nieco inaczej, bo wiadomo, że zawodnicy swoją formę i pozycję w zespole budują przede wszystkim poprzez grę w klubie. Nie ulega wątpliwości, że zmiana na stanowisku selekcjonera wywoła dodatkową mobilizację zarówno u tych, którzy już wydawali się być pewni wyjazdu do Rosji jak i tych skreślonych przez Halihodzicia.

Jak Japonia poradzi sobie na Mundialu? To już nie problem Vahida Halilhodzicia…/ fot. PressFocus

Z powyższego bilansu zysków i strat wychodzi nam wynik 4 do 3 na korzyść lepszego. Lepszego dla Japonii, czyli gorszego dla Polski. Ale wiadomo, że to wszystko jedynie spekulacje, a jak będzie w rzeczywistości – przekonamy się za dwa miesiące. Z Japonią gramy ostatnie spotkanie fazy grupowej Mistrzostw, być może decydujące o być albo nie być w Mundialu. Będziemy jednak bogatsi o obserwacje z dwóch meczów turniejowych i poprzedzających je trzech spotkań towarzyskich. Póki co zajmijmy się własnymi problemami – kadrze Adama Nawałki także ich nie brakuje.

*

Oferta LV BET na Mundial w Rosji 2018 po kliknięciu w baner

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem