TYLKO U NAS! Jakub Błaszczykowski odpowiada twórcom memów i na propozycję… walki w KSW

Jak kapitan Wisły Kraków reaguje na krytykę Jerzego Brzęczka? Co proponuje twórcom memów? Ekstraklasa go zawiodła, a może zaskoczyła? Na co stać Białą Gwiazdę w tym sezonie? Jak Jakub Błaszczykowski odpowiedziałby federacji KSW, gdyby ta przyszła z propozycją walki? Na czym polega paradoks Błaszczykowskiego i czy skrzydłowi brzydko się starzeją? „Kiedy powie sobie dość” i co będzie robił, gdy zawiesi buty na kołek?

Bartłomiej Stańdo: Mistrz Niemiec, finalista LM, autor ważnych goli na Euro, ponad setka występów z orzełkiem – nikomu raczej nie trzeba wymieniać twoich sukcesów, trofeów, rekordów, ważnych bramek… Kolejne zgrupowanie oznacza jednak kolejne głosy o tym, że jesteś na nim ze względu na koneksje rodzinne i wujka, który jest selekcjonerem. Boli?

Jakub Błaszczykowski: Znałem mentalność – na szczęście nie wszystkich, ale części – naszych rodaków. Wiedziałem, że takie złośliwości się pojawią. Co mogę w tej sytuacji zrobić? Na tę chwilę obronić się tylko na boisku. Nawet się nie tłumaczę, bo to może być źle odebrane. Po prostu robię swoje.

Przeglądasz internet w telefonie i podczas scrollowania trafiasz na mema związanego z Tobą i selekcjonerem. Ciebie to wkurza? Żenuje? Śmieszy?

– Nie zwracam na to uwagi. Każdy ma prawo do robienia swoich rzeczy. Ja w wieku ośmiu lat wybrałem granie w piłkę i cieszę się, że jestem tu gdzie jestem. Nie miałem czasu na robienie memów, tylko miałem czas na trening. Myślę, że to była dobra droga. Jeśli ktoś miałby szansę, to radzę, żeby lepiej żeby zamiast memów wyszedł na boisko i pokopał trochę piłkę. Będzie miał z tego pożytek i zrobi dla siebie więcej dobrego niż tworząc tego typu rzeczy.

Jak odbierasz krytykę selekcjonera? Jerzy Brzęczek trenował już wcześniej, ale teraz znalazł się na największym świeczniku i każda jego decyzja może być ostro komentowana.

My w tej przestrzeni funkcjonujemy już długo…

I już was to nie rusza?

– Nie, to też nie jest tak, że nie rusza. Każdego rusza. Skłamałbym mówiąc, że jest inaczej. Najgorsze jest to kiedy wiesz, że oceny są niesprawiedliwe, ale też znasz doskonale ten biznes i zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś w stanie się obronić nigdzie indziej, jak tylko na boisku. Jedyne co możesz zrobić to po prostu grać. 
„Jeśli ktoś miałby szansę, to może lepiej żeby zamiast memów wyszedł na boisko i pokopał trochę piłkę?”

Kadra Brzęczka czy kadra Nawałki?

– Nie ma czegoś takiego. Każdy mecz, każde eliminacje kreują nowych bohaterów, choć może „bohater” to za dużo powiedziane. Na dziś to wszystko wygląda dobrze, choć za długo już siedzę w piłce żeby nie wiedzieć, że na dobrą sprawę nie osiągnęliśmy jeszcze nic poza tym, że zdobyliśmy 12 punktów. Dopóki nie osiągniesz celu to myślę, że z szacunku do siebie i kolegów z drużyny, a przede wszystkim do przeciwników trzeba podchodzić do tego z pokorą. Koncentrować się na kolejnym, następnym meczu. Nawet przy pozytywnym splocie wydarzeń musimy grać w każdym meczu tak, jakby to był nasz najważniejszy mecz z orzełkiem na piersi.

Sukces z reprezentacją – mam na myśli poważny, jak medal na wielkiej imprezie – to coś, o czym zdarza się pomyśleć przed snem? Czy może takie plany nie rodzą się w głowie i twardo stąpasz po ziemi?

– Myślę, że każdy człowiek ma marzenia. To oczywiste. Z drugiej strony jednak wiem, że nie da się z pierwszego stopnia na schodach od razu wskoczyć na dwudziesty. Trzeba robić wszystko krok po kroku. Podchodzę do tego z dużą dozą spokoju. Teraz mimo tego, że wszyscy widzieli już nas na mistrzostwach Europy – ja myślę, i tu rola też wszystkich chłopaków, by stąpać twardo po ziemi. Nic się jeszcze nie udało, zostało kilka bardzo trudnych meczów do końca. Nikt się nie położy przed nami, a z doświadczenia wiem, że te z pozoru łatwe mecze okazują się najtrudniejszymi, jakie przyszło ci rozegrać. To trochę łączy się z tym, że brakuje pełnej koncentracji, mobilizacji i tak dalej. W trakcie meczu później trudno to nadrobić. Długa droga przed nami.

Powiedziałeś kiedyś, że z drużyny narodowej się nie rezygnuje. Wszyscy mamy w pamięci obrazek, jak po golu z Rosją całujesz godło na koszulce. Słuchałeś utwór „Nie pytaj o nią” Eldo przed meczami… Nazwałbyś siebie patriotą? Co oznacza dla Ciebie patriotyzm?

– Nazwałbym siebie Polakiem, przede wszystkim. Grając przez dziesięć lat za granicą za każdym razem, z każdym wyjazdem zawsze człowiek myślał: kiedy będzie mógł wrócić na stałe? Kiedy będzie mógł tu zamieszkać? Z całą rodziną jesteśmy mocno przywiązani do Polski. Myślę, że to samo może powiedzieć wielu rodaków pracujących za granicą. Wtedy człowiek nabiera dystansu do pewnych rzeczy i docenia te, które miał na co dzień. Takich, które są normalnością, a dopiero jak wyjedziesz to ich brakuje. Zaczynasz tęsknić i inaczej patrzeć na życie. Ogólnie Polska, jako ludzie, kraj czy jako historia – mamy czym się pochwalić i myślę, że to też daje powód do dumy.
„Z całą rodziną jesteśmy mocno przywiązani do Polski”

Kiedy rozmawiałem z Rafałem Wisłockim, wtedy jeszcze prezesem Wisły Kraków, zdradził przed wiosennym meczem z Koroną Kielce, że razem z bratem Dawidem mieliście przeczucie, że „to będzie ten mecz”. I faktycznie był, bo zagrałeś znakomicie, a Wisła wygrała na wyjeździe aż 6:2. Częste są takie przeczucia? I czy być może pojawiło się takie teraz przed meczem reprezentacji?

– Składową formy są ciężkie treningi. Pewnych rzeczy nie da się oszukać, nie ma drogi na skróty. W miarę nabieranego doświadczenia pewne automatyzmy człowiek sobie utrwala nie tylko w głowie, ale i w swoim zachowaniu na boisku. I pewne rzeczy przychodzą łatwiej. Mało tego, duże znaczenie w piłce nożnej ma głowa, która w wielu przypadkach odgrywa znaczącą rolę w tym, czy zagrasz dobry mecz, czy nie. W miarę, jak człowiek nabiera tego doświadczenia i zaczyna poznawać organizm to jest w stanie przewidzieć pewne rzeczy. Wie, kiedy jest w swojej optymalnej dyspozycji fizycznej.

Czujesz, że już w niej jesteś?

– Potrzebuje jeszcze trochę czasu z racji tego, że pięć miesięcy nie grałem, a to jest naprawdę sporo czasu. Jestem dopiero po trzech, czterech meczach, ale każdy trening, każde spotkanie zbliża mnie do tego, by być w jak najlepszej dyspozycji. To nie znaczy, że nie czuje się dobrze – ale mówimy o najwyższej dyspozycji. Myślę, że w tym okresie w którym jesteśmy, gdybyśmy zadali pytanie zawodnikom na tym zgrupowaniu, kto się czuje super dysponowany to też nie będzie tak, że wszyscy powiedzą, że jest optymalnie. Dla niektórych to początek sezonu. Trudno od razu po okresie przygotowawczym wejść na najwyższym poziom, dlatego trzeba trochę czasu.

Jeśli chodzi o Ekstraklasę, to w tym przypadku już w pierwszych minutach meczów, w których pojawiłeś się na boisku z ławki było widać inną jakość. To pozwala wyciągnąć wniosek, że przerastasz poziom rozgrywek nawet po kontuzji. Polska liga cię rozczarowała pod tym względem? A może pozytywnie zaskoczyła, bo by grać na topowym poziomie nie możesz sobie pozwolić choćby na odrobinę luzu?

– To nie jest tak, że jest łatwo. Na wszystko trzeba sobie sumiennie zapracować i nie można popadać w samozachwyt, bo każdy sport uczy pokory. Żeby osiągać sukcesy czy stawać się coraz lepszym piłkarzem to trzeba cały czas trenować i to ciężko. To, co zaniedbałeś szybko wyjdzie. Ekstraklasa? Pewnych rzeczy, nawyków, zachowań nauczyłem się przez te dziesięć lat za granicą. Nie wiem natomiast, czy jestem odpowiednią osobą by oceniać jej poziom, bo wciąż czynnie gram w piłkę. Uważam, że cenną rzeczą w sporcie, ale też w życiu jest szacunek, w tym ten dla przeciwnika. Oczywiście liczę na to, że Ekstraklasa cały czas się będzie rozwijać. W tym sezonie coraz więcej kibiców przychodzi na trybuny, to też jest dobry prognostyk. Po to gramy w piłkę, żeby ściągać na stadion kibiców. Liczę, że ten sezon będzie obfitował w wiele ciekawych spotkań, a kibice będą wychodzić z meczów zadowoleni, że obejrzeli dobre zawody.

W wywiadzie z nami Arkadiusz Głowacki powiedział, że „szatnia Wisły na przestrzeni lat na pewno się zmieniała, ale ma taki swój sznyt”. Na czym on dokładnie polega?

– Najlepiej byłoby zapytać chłopaków, którzy pierwszy raz wchodzą do tej szatni. Ja miałem przyjemność już w 2005 roku poznać to, że wiślacka szatnia ma swój sznyt. Każda rządzi się swoimi prawami. Żarty czy zabawa są normalną sprawą i trzeba mieć sporo dystansu, bo jak tego nie masz, to szatnia cię na pewno szybko go nauczy. Pamiętam, że gdy wchodziłem do Wisły to był to dla mnie duży przeskok. Z czwartej ligi do mistrza Polski? Byłem trochę zestresowany. Nie do końca wierzyłem w to, co się dzieje. Skupiłem się tylko na treningu i dobrze mi to zrobiło.

Teraz już pewnie niewiele rzeczy już cię w piłce zaskakuje. To, co działo się zimą w Wiśle, jest jednak jedną z takich rzeczy?

– Na pewno tak. To naprawdę nie było nic przyjemnego: ani dla kibiców, ani dla pracowników związanych z klubem przez długi czas. Pamiętajmy, że tam jest wielu ludzi, którzy zostawiają tam całe swoje życie. Wizerunek klubu został mocno wystawiony na pośmiewisko i raczej to nie były rzeczy, z których można było żartować. 
„Z czwartej ligi do mistrza Polski? Byłem trochę zestresowany.”

Wierzysz w przypadek?

– Zależy jaki…

Syn Fabian, urodzony 19.06. Wisła założona w 1906 roku. To akurat chyba nie może być przypadek.

– Fajnie się to wszystko złożyło. Magiczny dzień w roku dla wiślaka był jednym z najszczęśliwszych dni w moim i naszym życiu.

Gdy dorośnie i będzie chciał być piłkarzem, jakie – załóżmy, że szesnastoletniego – miałbyś rady dla syna, ale też dla czytelnika, który teraz jest w tym wieku i chce zacząć poważną zabawę w futbol?

– Nie poddawać się i trenować, bo bez tego będzie ciężko. Talent możesz mieć, ale jak nie będziesz pracował i go rozwijał to nie osiągniesz tego, do czego cię predysponował. To podstawy. Co jeszcze? Nie ma takich samych przypadków jeden do jednego i każdy ma swoją drogę, którą powinien iść. Myślę, że ważna w tym wszystkim jest twoja własna intuicja. Twoje odczucia. Moja rada? Wszystkie trudne decyzje, jakie przyjdzie ci podjąć w życiu – dobrze, gdybyś podejmował je pod wpływem własnej intuicji, tego co czujesz. Wtedy bierzesz odpowiedzialność za wszystko, a z tym wiąże się to, że twoja podświadomość daje ci sygnał, co będzie najlepsze dla ciebie w danym momencie. Będziesz to wewnętrznie czuł. Mało tego – nawet jeśli podejmiesz złą decyzję, to choćbyś zrobił to pod wpływem jakichś rad, nie do końca zgodnych z tobą – konsekwencje poniesiesz i tak ty. Będziesz tylko żałował, że nie posłuchałeś siebie. Dodałbym do tego wszystkiego dużo pokory. Piłka nożna to tylko sport, życie idzie swoją drogą. W mojej opinii nieważne co robisz, ale to kim jesteś. Myślę, że to są rzeczy, które pomogą ci nabrać dystansu. Pomogą nie zwariować.

Z Panatinhaikosem pęknięta kość stopy, ale mimo to grałeś. Teraz ze złamanym palcem najpierw dokończyłeś jedno ze spotkań, a później gra na blokadzie w meczu z Zagłębiem. Długo się zastanawiasz nim ryzykujesz swoim zdrowiem dla drużyny?

– Wynika to chyba z charakteru, ale suma summarum życie pokazało, że więcej szkody sobie zrobiłem niż dobrego. Ostatecznie nie zakwalifikowaliśmy się do pierwszej ósemki, przegraliśmy mecz z Zagłębiem i nie osiągnęliśmy celu. Ale taki już mam charakter. Wolę nie mieć wątpliwości w głowie niż je mieć, bo dużo ciężej sobie z tym poradzić. Dlatego podjąłem taką decyzję, by grać.
„Co przyniesie końcówka sezonu? Myślę, że potencjał mamy niezły.”

Na co stać Wisłę w tym sezonie? Gdzieś usłyszałem, że gdyby wam cofnąć PESELE o kilka dobrych lat, to młody Buksa siedziałby na schodach ubrudzony na buzi jagodami, ale reszta spokojnie wygrałaby mistrzostwo Polski. Jest szansa, by obyło się bez cofania czasu?

– Trudno powiedzieć. Lekkie i łatwe to na pewno nie będzie. Liga jest wyrównana, każdy może wygrać z każdym, a my? Cóż, nie możemy za bardzo wybiegać w przyszłość, bo to nic nie da. Nie wygrasz dzisiaj meczu, który masz dopiero za trzy tygodnie. Koncentrujemy się na każdym kolejnym, a co przyniesie końcówka sezonu? Nie wiem. Myślę, że potencjał mamy niezły.

Na pewno w trakcie swojej kariery spotkałeś się z takimi piłkarzami, którzy nie oglądają meczów, nie wiedzą, z kim będą grali w następnym tygodniu, być może nawet już nie lubią tego sportu. Ty wciąż lubisz oglądać? Gdy Wisła nie gra – często włączasz Ekstraklasę czy Bundesligę?

– Powiem szczerze, że teraz znacznie częściej. Miałem już lekki przesyt, ale może to wynikało z faktu, że pojawiło się takie uczucie z racji natłoku wszystkiego związanego z futbolem. Ale teraz? Często. To pewnie świadczy o tym, że wraca radość i chęć do gry.

Powiedziałeś kiedyś, że muzyka odgrywa ważną rolę. Wciąż głównie hip-hopowa?

– Już różnie, wszystko zależy od nastroju. Nie mam w ogóle określonych ram muzycznych. Wszystko zależy od tego, w jakim jestem stanie psychicznym, na co mam ochotę, co bym chciał posłuchać. To szeroki wachlarz. Nawet nie wiedziałbym, co polecić czytelnikom – oprócz tego, że coś mega dobrego dla mnie nie musi być też takie dla czytelnika. Jest tego naprawdę dużo, nie chciałbym wybierać jednego, by za chwilę wracać do tego i jednak zmieniać tytuł utworu. Szeroko lecę.

Jutro dostajesz telefon od federacji KSW, która proponuje walkę albo za jakiś czas, albo po zakończeniu kariery. W przeszłości bardzo dobrze się biłeś, masz dużo siły, a żona Agata mówi, że bardzo lubisz oglądać MMA. Spróbowałbyś?

– Kibicuję, podziwiam i naprawdę fajnie się to ogląda. Trzeba mieć dużo odwagi, żeby wyjść do klatki i zapanować nad stresem, ponadto pokazać umiejętności. Sam jestem jednak za słaby na KSW. Odmówiłbym z szacunku dla tych zawodników, którzy naprawdę bardzo ciężko pracują przez długie lata. Szanuje ludzi, którzy uprawiają sport i to nie tylko ten pokazywany w telewizji. Ludzie nie zawsze to doceniają, patrzą przez pryzmat wyniku końcowego, tymczasem każdy łączy się z tym, że kosztuje wiele wysiłku, wiele wyrzeczeń… Po sobie wiem, że to nie jest łatwa sprawa.

Nie wiem, co na to filozofowie, ale przygotowując się do tego wywiadu uznałem, że istnieje coś takiego jak… paradoks Błaszczykowskiego. Im skromniejszy, tym bardziej jest lubiany. Im dalej odchodzisz od ołtarza, tym bardziej ludzie sami cię na niego wynoszą.

– Nie uważam się za osobę dobrą i w ogóle. To, że spotykam się z wieloma wyrazami sympatii od ludzi to jest bardzo miłe. Nie wiem też, czy to tylko i wyłącznie spowodowane moją postawą na boisku, ale wychodzę z takiego założenia, że po prostu… Fajnie być sobą. Nic się nie zmieniło w tym, co robię przez ostatnie lata. Na pewno jednak mocno chciałbym podziękować wszystkim kibicom, z wszystkich stadionów w Polsce, na których przyszło mi grać. Za to, że naprawdę miło i ciepło mnie przyjmują. To coś fajnego, co daje dużą radość. Nie spodziewałem się, że to będzie tak wyglądać, dlatego chciałem bardzo serdecznie podziękować. Fajnie, że ludzie wiedzą, że sport odgrywa się na boisku i potrafią stanąć ponad nim, a poza tym też docenić człowieka. To jest miłe.
„Chodzi o to, żeby w życiu nie być do czegoś zmuszonym.”

Mówi się, że skrzydłowi brzydko się starzeją. Do starości ci jeszcze daleko, ale myślałeś o jakimś antidotum? Może środek pola, tak jak na początku kariery?

– Szczerze? Nie zastanawiałem się nad tym. Wychodzę z założenia, że to trener będzie decydował o tym, gdzie będę bardziej potrzebny. Z racji charakteru będę szanował jakąkolwiek decyzję szkoleniowca. Myślę, że wielu sportowców ma to samo i to jest w mojej opinii dobre. Można się z czymś nie zgadzać, ale trzeba to szanować. Ambicja to jest jedno, ale szacunek do trenera musi być zachowany. Dlatego zostawię tego typu rzeczy jemu i dla mnie najważniejsze jest to, żeby cieszyć się grą w piłkę. Myślę, że robię wszystko, żeby tak było.

Oglądałem jeden z wywiadów w którym mówiłeś, że bliżej niż dalej tego cieszenia się…

– Kiedy to było? Pewnie z 30 lat miałem i zakładałem, że po dwunastu latach grania nie dociągnę do 42 (śmiech).

A do ilu uda się dociągnąć?

Wszystko zależy od zdrowia i od tego, jak człowiek i organizm będzie reagował. To w tym wszystkim najważniejsze. Nie można też zapominać, że po karierze jest życie i trzeba jakoś w nim funkcjonować. A jednak sport wyczynowy, zawodowy to nie jest prosta rzecz. I ja zdaje sobie sprawę z tego, że przez te lata, w którym rozgrywałem kilkaset spotkań i przez wszystkie problemy zdrowotne musi się to odbić na moim zdrowiu. Dlatego nie wybiegam tak daleko w przyszłość, chce się skoncentrować na tej najbliższej. Nie chcę myśleć o tym, co będzie za rok czy dwa, bo nikt, ze mną włącznie, nie może wiedzieć, jak się będę wtedy czuł. Chciałbym się cieszyć z grania i żeby moja gra cieszyła kibiców. Tylko o to chodzi. Będę robił wszystko żeby tak było, a jak dojdę do wniosku, że nie jestem w stanie dać więcej to będzie trzeba podziękować.

„Pracuje po to, żebym kiedyś żył tak, jak będę chciał”. To znaczy jak?

– Nie wiem, co będę chciał za rok, za dwa, za trzy. To się zmienia. Mam rodzinę i przez ostatnie lata mocno ograniczone jest to życie przez zgrupowania, wyjazdy na mecze itd. Dlatego myślę, że rodzina jest na pierwszym miejscu. Ale ciężko powiedzieć, co będzie mi sprawiało naprawdę dużą satysfakcję. Chodzi też o to, żeby w życiu nie być do czegoś zmuszonym. Wiemy, że po zawieszeniu butów na kołku różnie się toczą losy wielu piłkarzy. Robię wszystko, żeby to życie po karierze sobie poukładać.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem