Jak to mówią młodzi ludzie: MA-SA-KRA-CJA!

Pamiętacie 0:3 z 2005 roku? Pamiętacie 2:6 z 2009? Albo 5:0 z 2010 lub 0:4 z 2015? Dopiszcie sobie do tej listy kolejny tego typu rezultat. Barca rozjechała Real w Madrycie 3:0 i jeszcze w grudniu ma - o zgrozo! - 14 punktów przewagi w tabeli nad odwiecznym rywalem.

Pamiętacie 0:3 z 2005 roku? Pamiętacie 2:6 z 2009? Albo 5:0 z 2010 lub 0:4 z 2015? Dopiszcie sobie do tej listy kolejny tego typu rezultat. Barca rozjechała Real w Madrycie 3:0 i jeszcze w grudniu ma – o zgrozo! – 14 punktów przewagi w tabeli nad odwiecznym rywalem.

Ale po kolei.

Wiecie, co najczęściej robi się w Hiszpanii około godziny 13, prawda? Pije kawę, odpoczywa, sjestuje, ładuje akumulatory na wieczór, który w tym pięknym kraju trwa trochę dłużej niż w Polsce. I tak też właśnie rozpoczęła się pierwsza połowa tego spotkania. Wolno, apatycznie, za to perfekcyjnie taktycznie. Wszystko było w formacjach defensywnych obu zespołów tak dograne, że spokojnie pierwszy kwadrans możnaby było w całości pokazywać trenerom podczas kursów. Real był bardziej żwawy, szybciej operował futbolówką, miał koncepcję na to, jak ukąsić Barcelonę. W pierwszej dogodnej okazji stanął Ronaldo, który fatalnie skiksował w polu karnym, a który w podobny sposób zdobył w swoim życiu pewnie jakieś trzy miliony bramek. Potem do głosu dochodzili Katalończycy, dwukrotnie do interwencji Navasa zmuszał Paulinho, ale na tablicy świetlnej wynik nie uległ zmianie. Później znowu Portugalczyk stanął przed dogodną sytuacją, tym razem zachował się bez zarzutu, ale pajacyka w bramce zrobił ter Stegen, dzięki czemu wciąż był remis. Krytykowany przez wszystkich w ostatnich miesiącach Benzema trafił w słupek, a nic nie wskazywało, że z pozoru niegroźna wrzutka ze skrzydła może okazać się sytuacją najbardziej klarowną w pierwszych trzech kwadransach. To właśnie ostatnie 15 minut wynagrodziło nam to, co działo się w poprzednich 30. Gdybyśmy po pół godzinie wyłączyli telewizor, to o klasyku pewnie nie wspomnielibyśmy nawet w rozmowie z kumplami przy świątecznym piwku.

https://twitter.com/Troll__Footbal/status/944552701597061121

W ciągu piętnastominutowej przerwy nad Madrytem przeszedł huragan, który zdemolował szatnię Realu. Kto na tym ucierpiał najbardziej? Pytanie retoryczne – piłkarze, którzy nie mieli jak jej opuścić. Piszemy celowo oczywiście w sporym uproszczeniu, ale gdyby ktoś tego meczu jakimś cudem nie oglądał, to na pewno będzie wiedział, co miało to na celu. Real w szatni został i postanowił nie wychodzić na drugą połowę. Najpierw z defensywą Królewskich zabawił się Rakitic, który przebiegł z piłką pół boiska, miał tyle czasu wolnego, że pewnie mógłby spokojnie wypić sobie po drodze Latte Macchiato, podał do Roberto, który wyłożył piłkę do osamotnionego Suareza. Ten pewnie zapakował na 1:0 i Real zaczął mieć poważne problemy.

Później styki puściły Ramosowi, który pomylił zieloną murawę z oktagonem do MMA i absolutnie bezmyślnie zaatakował twarz Suareza. Sędzia tego albo nie widział, albo widzieć nie chciał, i Hiszpan zobaczył tylko żółtą kartkę. Potem w Sławomira Szmala zabawił się Carvajal, który z linii wybijał piłkę ręką. Gdyby nie to, byłby gol, ale jako że piłka do siatki nie wpadła, to sędzia dał na wapno. Karnego pewnie wykorzystał Messi i Barca wchodziła do ogródka i witała się z gąską.

Sami nie wiemy co myśleć o tym, co działo się później. Barca klepała, kibice gwizdali, a Real stał. Okej, rozumiemy – trzeba się namyśleć i zaskoczyć rywali frontalnym atakiem. Ale nie – Barca dalej grała, kibice dalej gwiazdali, a piłkarze w białych koszulkach dalej stali. I tak w sumie do samego końca, bo niby Bale trochę ruszył skrzydłem, miał dwie okazje, ale gdyby mniej więcej w 70. minucie sędzia zagwizdał po raz ostatni, to chyba nikt nie miałby o to pretensji. Na koniec na listę strzelców wpisał się jeszcze wprowadzony przez sekundą Vidal, który ustalił wynik rywalizacji.

Real nie zostawił serca na boisku w meczu z Barceloną

Rozumiemy, że można być słabszym. Rozumiemy, że z Barceloną można dostać lanie, bo nie oni pierwsi i nie ostatni. Wiadomo – Messi, Suarez itp., itd. Ale przez ostatnie pół godziny nie ruszyć na rywala, który prowadzi i który po zwycięstwie będzie miał 14 punktów w tabeli więcej? Nie podjąć walki, nie zaostrzyć gry, nie zostawić serducha na boisku? Gdybyśmy mogli na chwilę zmienić kolor obrazu w telewizorze na czarno-biały i zrobili z fotelem dwa kroki do tyłu, to całkiem możliwe, że pomyślelibyśmy, iż oglądamy mecz Termaliki z Sandecją. Nuda, kompletna nuda.

Pique powiedział po sierpniowym dwumeczu w Superpucharze Hiszpanii, że jeszcze nigdy nie czuł się aż o tyle słabszy od Realu. Teraz śmiało może powiedzieć, że jeszcze nigdy nie był aż o tyle od Realu lepszy.

https://twitter.com/BoniekZibi/status/944325436993130496

https://twitter.com/rafa_lebiedz24/status/944569739808002048

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem