Jak sobie radzić z gwiazdeczkami? Cracovia jak Napoleon – daje przykład

Coraz mniejszy mam szacunek do niektórych piłkarzy. Wiem, że nie powinno się uogólniać, szufladkować, wpychać wszystkich do jednego wora – stąd słowo „niektórych”. Jeśli jednak zapytacie, z czym mi się ostatnio ten najpiękniejszy zawód świata kojarzy - odpowiedź nie będzie taka, jakiej udzieliłbym w dzieciństwie. Ostatnio „typowy piłkarz” zachowuje się bowiem jak rozwydrzony bachor. Nie traktuje poważnie podpisanych przez siebie umów, a z klubu o dużej liczbie fanów robi sobie jaja. Nieważne, czy gra w Barcelonie, Borussii Dortmund czy… Cracovii.

Wiem, że czasy nieubłagalnie pędzą do przodu, nikt zegara nie zatrzymuje, a piłkarz, który kiedyś po „suszarce” w szatni od trenera grał w drugiej połowie trzy raz lepiej, teraz zamknie się w sobie, straci pewność siebie i oskarży szkoleniowca o mobbing w pracy.

Wolałem futbol z Gattuso, Royem Keanem, Stevenem Gerrardem czy Patrickiem Vieirą. Wolałem, jak piłkarze naprawdę gryźli trawę a nie mówili, że będą gryźć. Ich nadal powiesiłbym nad biurkiem, zaś z obecnych piłkarzy? Hmm, chyba nikogo. Bałbym się, że zaczną symulować i tak bardzo fikołkować, że mi wypadną przez okno, a ściana zostanie pusta. Nie chcę brzmieć jak starci ludzie od „za moich czasów…”, ale kiedy dawniej oglądałeś swojego ulubieńca schodzącego z boiska – widziałeś pot, krew, łzy.

Zastanawiałeś się, gdzie tu jest najbliższa pralnia, bo strój miał cały w błocie od wślizgów. Teraz się zastanawiasz: jakiego ma stylistę?

Trudno, jest jak jest. Nie zmienimy podejścia dzisiejszych zawodników, a być może to, co dla mojego pokolenia było wzorem, dla dzisiejszych dzieciaków jest synonimem toporności? Być może wolą, jak ich ulubieniec ładnie wygląda przez cały mecz – z nienagannie ułożoną fryzurą, zrobionym manicure, tatuażem na karku, szyi, palcach, plecach i na tym zakończę wyliczanie, żeby nie zejść za nisko. Trudno. „Takie czasy”.

Z jednym natomiast pogodzić się nie mogę. Wkurza mnie każda jedna sytuacja, jaka ostatnio nagminne powtarza się w każdym okienku transferowym. To telenowela „Pan Piłkarz się obraził” i nic nie wskazuje na to, by kolejny odcinek tego żałosnego spektaklu wreszcie był ostatnim. Więcej: zaczęto kręcić polską wersję.

Foch na fochu, muchy w nosie czy bójka z Nelsonem Semedo na treningu – tak odchodził Neymar. Dembele, który miał go zastąpić w Barcelonie, poszedł jego śladem. Najbardziej bezczelny był Pierre-Emerick Aubameyang, który postanowił działać na nerwy wszystkim – od kolegów z zespołu, po trenerów, dyrektorów, a i pewnie sprzątaczka miałaby coś do powiedzenia na jego temat. Nie przyszedł na odprawę przed meczem z Wolfsburgiem, a gdy BVB walczyła z Herthą o ligowe punkty, Aubameyang grał sobie na hali ze znajomymi w koszulce… Dembele, który – podobnie jak on – strajkował i wymusił ostatecznie odejście z klubu.

W Polsce świeżutki przykład z ostatnich godzin: Miroslav Covilo. Kapitan drużyny, który zrezygnował z opaski tuż przed starem sezonu, a w wywiadzie pomeczowym dla TerazPasy stwierdził: „Z trenerem nie mam żadnego problemu, chodzi o inne sprawy. Nie chcę pozwolić pewnym ludziom, by mną kręcili jak debilem i taka była moja decyzja”.

Dochodzimy do sedna sprawy: jak poradzić sobie z rozkapryszoną gwiazdeczką, która chętnie podpisywała opasłe kontrakty i podwyżki, ale już nie tak chętna jest do wypełniania obowiązków wynikających z umowy?

W sprawach kibicowskich często pisze się o tym, że „na Zachodzie sobie poradzili”. Raczej nie jest to w stu procentach prawdziwe stwierdzenie, ale jeszcze bardziej nie radzą sobie z rządami piłkarzy. Obecnie to zawodnik jest panem, a klub – organizacją, w której z łaski swojej gra. Nikt nic sobie nie robi z tłumów kibiców, bo i takie rzeczy jak „lojalność” czy „przywiązanie do barw” przeszły do lamusa. Te wszystkie strajki to jedna z konsekwencji takiego stanu rzeczy. „Siedzę na kasie w Biedronce, ale chyba pójdę do Lidla, bo tam więcej płacą” – mniej więcej taki poziom zaangażowania uczuciowego oglądamy obecnie w futbolu.

Kluby są na straconej pozycji, bo – jak przyjęło się mówić w środowisku piłkarskim o takich przypadkach – „z niewolnika nie ma pracownika”. Nikomu nie chce się przepychać z piłkarzem, któremu trzeba płacić ciężkie pieniądze, a ten na zawieszenie odpowiada uśmiechem. Nie daj Boże Borussia „uwaliłaby” Aubameyanga do końca kontraktu w rezerwach – w świat poszłaby opinia: „nie warto iść do Dortmundu, bo tam źle traktują zawodników”.

Bardzo fajnie z tego problemu próbuje wyjść natomiast Cracovia.

Wyłożyła w oświadczeniu kawę na ławę: w sierpniu 2014 pan piłkarz Covilo podpisał kontrakt. Kilka miesięcy później podpisał nowy, otrzymał 100 tysięcy złotych i podwyżkę w wysokości 12 tysięcy złotych miesięcznie. Rok później kolejny aneks, tym razem ponad 200 tysięcy złotych trafiło do jego kieszeni. Teraz pan piłkarz Covilo przyszedł i powiedział, że ma dobrą ofertę z innego klubu i chcę odejść mimo ważnego kontraktu.

To byłoby jeszcze w porządku, ale skoro klub nie chciał go puścić – zaproponował podwyżkę i pracę po zakończeniu kariery. Co ważne: w ramach obowiązującej do czerwca 2020 roku umowy, którą podpisał dwa lata temu. Covilo zaczął szantaż: albo odejdę, albo nie będę trenował, nie pojadę na obóz i zakończę karierę. Jednocześnie ustalił warunki umowy z FC Lugano, którego władze potwierdziły rozmowy z zawodnikiem, jednocześnie potwierdzając, że ten… złamał przepisy FIFA.

Cracovia tym oświadczeniem daje przykład innym: nie warto pieścić się z piłkarzami, którzy za nic mają nie tylko klub, ale przede wszystkim tych, którzy za ten klub oddaliby wiele, a może nawet i życie. Cała sytuacja na pewno powinna być ona nauczką na przyszłość. Proponowałbym wszystkim klubom zapis w kontrakcie, umożliwiający wlepienie bardzo wysokich kar za takie strajki.

Na tyle duże, by wreszcie zawodnicy zwrócili uwagę, co podpisują. Umowy na linii piłkarz-klub masowo zaczęłyby być pewnie krótsze, ale przynajmniej zyskałby na znaczeniu. Teraz są warte tyle, co zeszłoroczna prognoza pogody. Przecież Pan Piłkarz zawsze może się na klub i kibiców wypiąć, stwierdzić „pier…ę, nie robię” i grać na dwa fronty. Frajerskie? Nieuczciwe? Nieeleganckie? Na pewno powinno być surowo karane. Czas wyprowadzić niektórych panów piłkarzy z piaskownicy.