Jagiellonia nie potrafiła złamać prawa Ekstraklasy

Stadion drużyny Z. Przyjeżdża drużyna X, całkowicie dominuje nad gospodarzami, pewnie i zasłużenie wygrywa. Cztery dni później, na ten sam stadion, dociera zespół Y i przegrywa z drużyną Z. W następnej kolejce spotkają się drużyny X i Y. Chociaż kilka dni temu X zwyciężyło na tym samym stadionie, w którym Y przegrało, bez problemu wygrywa Y. To jedno z uniwersalnych praw Ekstraklasy, któremu dzisiaj lider polskiej ligi nie potrafił się oprzeć.

Nie trzeba być Einsteinem, by dopasować do odpowiednich literek Legię Warszawa, Jagiellonię Białystok i Lecha Poznań. Jaga wygrała z Legią, z którą przegrał Lech, więc – całkowicie wbrew logice, za to zgodnie z ekstraklasowymi prawidłami – w meczu Lecha z Jagą zwyciężają ci pierwsi. I są drużyną lepszą, trzy punkty zgarniają zasłużenie. Standard. Niewiele w polskiej piłce widział ten, który się temu dziwi.

Prawo silniejsze od formy

Początek spotkania nie wskazywał na to, że rozpędzona Jagiellonia potknie się na zdołowanym Lechu. Białostocczanie zaczęli wysoko, starali się zakładać pressing już na połowie rywala, imponowali szybkimi kontratakami i polotem w budowaniu akcji. Później jakby jakaś niewidzialna siła przygniatała ich do ziemi. Jakby ktoś w spodenki nałożył im kilka kilogramów kamieni, żeby byli wolniejsi, a także solidnie zaprzątnął głowę, bo po kreatywności i nieszablonowości nie było ani widu, ani słychu.

Zaczęło się właściwie tuż przed tym, jak – uwaga, skupienie – kontuzji doznał Mariusz Pawełek, zmienił go Marian Kelemen, Lech strzelił gola, strzelec przed uderzeniem dotknął piłki ręką, sędzia konsultował się z systemem VAR i odgwizdał faul. Tak, to wszystko jedna akcja. Przerwa między pierwszym i ostatnim jej punktem trwała sześć minut, choć był to kilkusekundowy splot zdarzeń.

W pierwszej połowie jednak nie mieliśmy prawa narzekać na nic. Jagiellonia grała tak, jak nas do tego przyzwyczaiła w ostatnich spotkaniach. – Dawno nie widziałem tak dobrze grającej drużyny w Ekstraklasie – napisał nawet na Twitterze Mariusz Piekarski, a tuż po tym tweetcie zespół bardzo chwalonego (zasłużenie!) Ireneusza Mamrota stanął. Dosłownie.

Tuwim przewidział przebieg spotkania.

Kolejorz był jak tytułowa „Lokomotywa” w wierszu Juliana Tuwina. Rozpędzał się powoli, ociężale, ospale… W pierwszym wagonie mało mobilny Vujadinović, w drugim wagonie wolny Trałka i będący w nienajlepszej formie Gajos z Majewskim… Aż wreszcie ruszyli. Wszyscy. To nie była lokomotywa, to była poznańska wersja francuskiego TGV. W czołowym starciu z taką maszyną piłkarze z Podlasia nie mieli szans.

 

To też pokazuje, jak wiele zmienić się może w Ekstraklasie w przeciągu zaledwie kilku dni. I jak trudną robotę mają wszyscy ci, oceniają i analizują nasze ligowe zmagania. Czasem mamy wrażenie, że równie można byłoby spierać się na temat: „dlaczego maszyna losująca w Lotto wyrzuciła szóstkę zamiast siódemki”?

Dziś wylosowano genialną formę Lecha i mentalne zablokowanie Jagiellonii po stracie bramki. Kilka dni temu Nenad Bjelica był amatorem, a nie trenerem. Dziś? Jego drużyna zagrała najlepszy mecz pod jego wodzą, co pozwala wysnuć wniosek, że zmierza ze swoimi piłkarzami w dobrym kierunku, a ich praca rozwija się coraz bardziej i daje dobre efekty. No, przynajmniej do następnego spotkania. Teraz remis z Lechią i w plecy z Wisłą? Zdziwilibyśmy się tak, jak widząc poniedziałek po niedzieli.

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem