Jacobs to jak dwa pasy mistrza świata. Sulęcki, nie wahaj się!

To może być największa, jeśli chodzi o zainteresowanie kibiców z całego świata, walka polskiego boksera od 2011 roku. Wtedy Tomasz Adamek zrozumiał, iż z marzeniami trzeba uważać, bo można trafić na Witalija Kliczkę. Maciej Sulęcki też chętnie spróbuje przechytrzyć zdrowy rozsądek. Niepokonany Polak ma szansę zawalczyć na dużej gali Eddiego Hearna z niezwykle mocnym Danielem Jacobsem. Wygraną zmieniłaby jego status w światowym boksie - z mało znanego prospekta stałby się absolutną gwiazdą.

O pomyśle zorganizowania takiej walki poinformował w poniedziałek świetnie zorientowany dziennikarz Przemysław Garczarczyk. Temat szybko podchwyciły portale bokserskie. Keith Idec w tekście dla BoxingScene.com napisał: „Daniel Jacobs jest blisko znalezienia rywala na następną walkę. I nie chodzi o kogoś, kogo ludzie by oczekiwali”.

W tekście jest też wypowiedź Keitha Connolly’ego, menedżera amerykańskiego zawodnika: „Negocjujemy z Sulęckim i liczymy, że niedługo wszystko będzie ustalone”

To dla Sulęckiego i jego mocodawców zdecydowanie pojedynek z gatunku „nie wydziwiać, nie spierać się o kasę, brać natychmiast!”. Takie szanse wielu bokserów dostaje tylko raz w życiu, większość jednak – mniej niż raz. Duża gala HBO, rywal z najwyższej półki, w karcie walk fenomenalna Katie Taylor czy Jarrell Miller. I w tym wszystkim Maciej Sulęcki, bokser daleki od statusu sportowej gwiazdy nawet w naszym kraju. W walce wieczoru. Z facetem, który pokonał raka i prawie pokonał Giennadija Gołowkina. Byłym mistrzem świata. Aktualnym numerem 3 w wadze średniej, depczącym po piętach Gołowkinowi i Saulowi Alvarezowi.


Ewentualna wygrana z Martirosyanem to przepustka do prawdopodobnego starcia o pas mistrza świata z Jermellem Charlo, posiadaczem pasa WBC i autorem jednego z najbardziej spektakularnych nokautów w 2017 roku (już w 1. rundzie pozbawił złudzeń kreowanego na wielką gwiazdę Ericksona Lubina). Obaj zawodnicy zdają się być w zasięgu Sulęckiego, pas MŚ też kusi, jednak wygrana z Jacobsem to byłoby coś jeszcze większego. „Striczu” z miejsca stałby się kandydatem do walki z wygranym starcia Gołowkin – „Canelo” 2. Mówiłby o nim cały bokserski świat i to mówił dobrze. Przegrana w dobrym stylu też w żaden sposób nie zastopowałaby jego kariery, a w słabym – dała upragnioną odpowiedź na pytanie, czy już czy dopiero za jakiś czas.

Kiedy podczas jednego z pobytów w USA Sulęcki widział Jacobsa w trakcie tarczowania, stwierdził bez fałszywej skromności, że mógłby z nim boksować w każdej chwili. Być może ta chwila nadejdzie w kwietniu. Polski boks potrzebuje tej walki.

MARCIN PIECHOTA