Jacek Zieliński: „Wiśle zabrakło determinacji”

Były szkoleniowiec m.in. Lecha Poznań, Cracovii czy Polonii Warszawa specjalnie dla ŁaczyNasPasja.pl rozkłada na czynniki pierwsze hit 13. kolejki Lotto Ekstraklasy, w którym Wisła Kraków podejmowała Legię Warszawa.

Były szkoleniowiec m.in. Lecha Poznań, Cracovii czy Polonii Warszawa specjalnie dla ŁaczyNasPasja.pl rozkłada na czynniki pierwsze hit 13. kolejki Lotto Ekstraklasy, w którym Wisła Kraków podejmowała Legię Warszawa.

 

Bartłomiej Stańdo: Wisła przegrywa 0:1 z warszawską Legią, która zbliża się do lidera na dystans zaledwie jednego punktu. Jak pan ocenia ten szlagier ekstraklasy?

Jacek Zieliński: –  W porównaniu meczu ze Śląskiem, w którym Wisła wypunktowała dobrze spisujących się w tym sezonie wrocławian, spotkanie z mistrzem Polski wyszło piłkarzom Kiko Ramireza słabiej. Pytanie: na ile wiślakom w tym starciu pozwoliła Legia? Warszawianie zagrali bardzo dobrze. Szczególnie w pierwszej połowie, kiedy praktycznie na nic nie pozwolili gospodarzom.  W drugiej części gry zawodnicy Jozaka trochę się cofnęli, przez co Wisła miała swoje sytuacje, ale zabrakło jej jakości z przodu. Nie istniały skrzydła, może poza Maćkiem Sadlokiem, który próbował fajnie podłączać się do akcji ofensywnych.

Carlitos nie potrafił poradzić sobie z zaporą stworzoną przez Jodłowca, Pazdana i Astiza (fot. P.Marczewski)

Większość z tych akcji była oparta na Carlitosie, który mógł dać Wiśle remis.

– Problem Wisły polegał na tym, że zabrakło mu skuteczności, którą imponował w poprzednich kolejkach. Mecz ogólnie mógł się podobać. Ponad trzydzieści tysięcy ludzi na trybunach, gorąca atmosfera, fajne widowisko. Piłkarsko może nie była to Europa Zachodnia, ale nie mamy się też czego wstydzić. Było sporo emocji. Legia zdominowała środek pola i wyprowadzała z tego środka bardzo groźne ciosy w postaci kontrataków. Jeden z takich ciosów doszedł do celu, bo bramkę – jedyną, jak się później okazało – strzelił Jarosław Niezgoda. Słyszałem opinie, że Wisła zasłużyła w tym spotkaniu na zwycięstwo. Moim zdaniem są to opinie przesadzone, bo najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłby chyba remis. Legia wytrzymała jednak presję i wywiozła trzy punkty.

Tę presję udźwignął także Krzysztof Mączyński, choć kibice zgromadzeni na Reymonta nie ułatwiali mu zadania. 

– Mączyński wytrzymał ciśnienie i zagrał bardzo dobre zawody, mimo że trybuny były dla niego mocno nieprzychylne. Grał spokojnie, rozważnie… Zresztą, to jest bardzo mądry zawodnik. Myślę, że to, co działo się na trybunach tylko go nakręcało. Inna sprawa: czy potraktowano go sprawiedliwie? Nie jestem przekonany. To jest mimo wszystko chłopak, który dla tego klubu oddał naprawdę dużo zdrowia. OK, niepotrzebne były niektóre jego deklaracje. Czasami trzeba się ugryźć w język.

Czego brakowało Wiśle?

– Trochę podjęcia ryzyka, ale przede wszystkim gry „z jajem”. Pamiętam różne mecze Wisły z Legią i zawsze w takich starciach trawa się paliła i lała się krew. Teraz jedyne, co lało to deszcz padający z nieba. Zastanawiam się, czy aby na pewno wszyscy w drużynie wiedzieli, jak wielki gatunkowo ciężar miało to spotkanie. I oczywiście nie mam tu na myśli Pawła Brożka czy Arka Głowackiego.

Arkadiusz Głowacki jako jeden z nielicznych w Wiśle czuł ciężar gatunkowy tego meczu (fot. Cyfrasport)

Brożek nie dokończył tego spotkania z powodu kontuzji. Kibice Wisły mogą żałować, bo to piłkarz, który przeciwko Legii strzelał w historii mnóstwo bramek. Ten uraz mógł przesądzić o zdobyciu przez Białą Gwiazdę chociażby punktu?

– Pawła Brożka zawsze rozlicza się ze strzelonych bramek. To nie jest chłopak, który będzie nie wiadomo ile biegał i walczył w defensywie. Żeby dobrze grać, musi otrzymywać równie dobre podania. W meczu z Legią dostał tylko jedno, które w dodatku do niego ostatecznie nie trafiło, bo piłkę w ostatniej chwili „zdjął” mu Michał Pazdan. Paweł zawsze najlepiej wyglądał, gdy trzeba było wykończyć dośrodkowanie z bocznej strefy boiska bądź wyjść na prostopadłą piłkę. W tym spotkaniu było mu ciężko, bo osobiście nie dostrzegłem w drużynie Ramireza żadnego kreatywnego pomocnika.

Dostało się również zmiennikom, których do gry po przerwie desygnował Kiko Ramirez.

– Każda zmiana Wisły to nie był impuls dla drużyny, tylko osłabienie. Wiśle, poza Carlitosem, brakuje jakości w ofensywie. Nie ma Małeckiego, Boguski jest w słabszej dyspozycji i pojawia się problem. Duży problem. Hiszpan ustawiony na Astiza, Pazdana i Jodłowca ustawionym przed dwójką defensorów nie mógł „zrobić sztycha”. Przez to, a także przez słabszą formę skrzydłowych Wisły, tak często schodził do boku.

Legia wygrała w środku pola nie tylko dzięki Mączyńskiemu.

– Tak, bo bardzo dobre zawody może na swoje konto zapisać sobie również Tomasz Jodłowiec. Carlitos tylko się od niego odbijał. „Jodła” ryglował defensywę, nie przepuszczał przez swoją strefę nikogo. Legia zagrała solidnie, z dużym zaangażowaniem. Wojskowi jeździli na tyłkach i to było kluczem do zwycięstwa.

Każdy podkreśla, że Krzysztof Mączyński poradził sobie z presją (fot. Cyfrasport)

Walecznością imponował zwłaszcza Guilherme.

– To jest chłopak, który potrafi bardzo dużo z piłką przy nodze, ale na Reymonta zachwycał grą w defensywie. Tyle fauli, ile on w tym spotkaniu zrobił, nie miał w poprzednich kilkunastu meczach razem wziętych. Podniósł poziom cech wolicjonalnych i waleczności bardzo wysoko. Widać było, że mu zależy, a taka postawa zaraża wszystkich dookoła.

Gdyby miał pan w nowym klubie otrzymać dziką kartę, dzięki której mógłby sprowadzić dowolnego zawodnika do siebie, kogo – na podstawie tego spotkania – zdecydowałby się pan zabrać?

– Ciężko powiedzieć, bo grało w tym spotkaniu wielu dobrych zawodników. Pozycjami byliby to obrońca Pazdan, defensywny pomocnik Jodłowiec, ofensywny pomocnik Carlitos, a wśród napastników Jarosław Niezgoda.

Właśnie ten ostatni przesądził o zwycięstwie. Trochę niedoceniany, choć strzela jak na zawołanie.

– Bardzo mocno o niego walczyłem będąc jeszcze trenerem Cracovii. Chciałem, żeby do nas przyszedł, ale z drugiej strony nie dziwię się, że wybrał Legię. Rozwija się harmonijnie. Nabrał w Ruchu pewności siebie i ogłady, a teraz strzela z regularnością zegarka. Jest sępem, czyha na błędy przeciwnika, ale przede wszystkim znajduje się zawsze tam, gdzie spada piłka. W meczu z Wisłą też się znalazł i dzięki temu Legia zwyciężyła.