Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Iwona Niedźwiedź: Mam przeczucie, że to będzie dobry turniej dla Polski

Przez lata Iwona Niedźwiedź była jedną z liderek reprezentacji Polski w piłce ręcznej. Była podstawową zawodniczką kadry Kima Rasmussena, która awansowała do strefy medalowej Mistrzostw Świata w 2013 i 2015 roku. Kilka miesięcy temu, nieco przedwcześnie, zakończyła swoją sportową karierę. W rozmowie z nami była rozgrywająca kadry Biało-czerwonych przybliżyła powody, dla których nie gra już w piłkę ręczną, podzieliła się wrażeniami związanymi z pracą reporterki Canal Plus oraz, przede wszystkim, oceniła szansę kadry Leszka Krowickiego na zbliżających się wielkimi krokami Mistrzostwach Świata. Zapraszamy!

To tak na początku, używając terminologii facebookowej spytam: jaki jest status związku Iwony Niedźwiedź z piłką ręczną?

Iwona Niedźwiedź: Na obecną chwilę zakończyłam karierę, trochę wcześniej niż planowałam. Rozwiązanie przez klub z Lublina kontraktu ze mną spowodowało, że postanowiłam jednak rozstać się z piłką ręczną. Nie dlatego, że nie miałam możliwości, również takich czysto prawnych. Po prostu po tym ostatnim sezonie w Lublinie miałam dość. To był bardzo ciężki sezon dla klubu, tylko czwarte miejsce, wszyscy oczekiwaliśmy więcej. Wszystko to, co działo się wokół drużyny, mocno zniechęciło mnie do uprawiania sportu.

Klub z Lublina postąpił, delikatnie mówiąc, nieelegancko. Chcesz w ogóle rozmawiać o tej sprawie, czy omijamy temat, bo wiem, że chcesz oczyścić swoje imię.

IN: Nieelegancko, to tak umówmy się, bardzo delikatnie powiedziane. Sprawa powinna mieć swój finał w sądzie i wiele wskazuje na to, że w tych instytucjach będę dochodzić swoich praw kiedy przyjdzie na to czas. Każdy sportowiec planuje koniec swojej kariery i jest w jakimś stopniu do tego przygotowany. Ja będąc na urlopie dowiedziałam się o rozwiązaniu ze mną umowy od osób trzecich. Musiałam przerwać urlop, wracać do Lublina, poukładać i przeorganizować swoje życie w dwa tygodnie. Na pewnym etapie potrzebowałam też złapać dystans, bo negatywne emocje jakie mi towarzyszyły odbijały się na takim zwykłym codziennym funkcjonowaniu.

Nie lubię działać, kiedy prym wiodą emocje, więc dla własnego spokoju wewnętrznego odcięłam się od sprawy, ale pomalutku staję na nogi i myślę, że z nowym rokiem powalczę m.in. o dobre imię. 25 lat ciężko pracowałam na swoje nazwisko.

Zawsze starałam się wypełniać swoje obowiązki profesjonalnie i tak sobie myślę, że wypuszczanie chociażby do mediów informacji, jakobym nie stawiała się na meczach i treningach jest szkalowaniem mojej osoby, a przede wszystkim jest kłamstwem. A co do piłki ręcznej tajemniczo odpowiem, że być może od nowego roku ten status się zmieni…

Czy Iwonę zobaczymy jeszcze w akcji, z piłką w ręce? „Zobaczymy co przyniesie nowy rok”/ fot. Cyfrasport

Polska piłka ręczna straciła wybitną zawodniczkę, ale zyskała świetną reporterkę. Rozmawialiśmy jakieś 3 lata temu na temat życia po życiu sportowym. Mówiłaś o kilku pomysłach: media, praca szkoleniowa, wykorzystanie języka duńskiego. Media były jednak na pierwszym miejscu. Szybko poszło – jak to się właściwie stało?

IN: Bardzo nie lubię monotonnego życia. Kiedy nadszedł mój rozbrat z reprezentacją, okazało się, że mam bardzo dużo wolnego czasu. W to lato okazało się, że jest tego strasznie dużo. Po odwiedzeniu przyjaciół, siostry i wypełnieniu planów stricte towarzyskich okazało się, że do tych właściwych wakacji muszę czekać jeszcze miesiąc. Za długo! Zastanawiałam się co zrobić i zadzwoniłam do Piotrka Karpińskiego, który jest moim serdecznym kolegą.
Zapytałam się, czy jest opcja krótkiego kilkutygodniowego stażu w Canal Plus i kierownictwo wyraziło zgodę. Jeszcze wówczas nie wiedziałam, że za kilkanaście dni dojdzie do mnie wypowiedzenie umowy z klubem. Trafiłam na ten staż i trzy tygodnie spędziłam w Warszawie. Uczyłam się montażu, wysyłali mnie na konferencje, wiadomo, że w sezonie
ogórkowym niewiele się dzieje. Ale zawsze miałam co robić. Po tych wszystkich wydarzeniach z klubem, który „podziękował mi” za moje usługi, jakoś tak z automatu zostałam w Canal Plus. I cieszę się z tego, bo atmosfera w redakcji jest świetna. Ja się lubię pośmiać, a okazji do tego jest niemało, no i co najważniejsze – mam się od kogo uczyć.

Zawodnicy się nie peszą? No bo z mikrofonem stoi fajna babka, błyskotliwa, doskonale wiedząca o czym mówi, w dodatku utytułowana…

IN: Nie, nigdy nie miałam takiego wrażenia, żeby ktoś czuł się speszony. Wręcz przeciwnie, spotykam się z bardzo miłym odbiorem i serdecznością zarówno ze strony zawodników jak i trenerów PGNiG Superligi. To mi bardzo ułatwia pracę, bo na pewno przyjemniej pracuje się z ludźmi, którzy są otwarci, serdeczni i chętni do rozmowy, niż z takimi, którzy są zamknięci. To naturalne.

Poza tym wiesz, ja się cały czas uczę tego fachu i to wbrew pozorom nie jest łatwe zadanie, bo będąc kiedyś po tamtej stronie doskonale wiem, co irytuje zawodnika i staram się tego unikać, pamiętając jednocześnie co z punktu widzenia telewizji jest najbardziej łakomym kąskiem. Wyłapanie tego balansu jest najtrudniejsze.

Nigdy nie zapomnę rozmowy z Jose de Toledo kiedy na kilkanaście minut przed meczem Orlenu Wisły Płock z PGE Vive, poruszyłam trudne kwestie dla tego faceta. Czułam, jak z każdą sekundą on się ode mnie odsuwa i ten dystans się powiększa. Mam nadzieję, że Brazylijczyk nie ma mi tego za złe.

Za tydzień zaczynają się Mistrzostwa Świata w piłce ręcznej kobiet. Wybierasz się do Niemiec? Ciężko będzie oglądać te zmagania z boku?

IN: Myślę, że zostanę w Warszawie, ale mistrzostwa będę bardzo wnikliwie oglądać. Już półtora roku jestem poza tą reprezentacją. Moim ostatnim meczem w kadrze był mecz o brąz Mistrzostw Świata, więc chyba nie najgorszy moment na pożegnanie. Już zdołałam się przyzwyczaić i oswoić z myślą, że nie występuję z orzełkiem na piersi. Kibicuję reprezentacji i wiesz, mam przeczucie, że to będzie bardzo dobry turniej dla Polski i są ku temu przesłanki. Pierwsza to powrót do zespołu Karoliny Kudłacz -Gloc.

Przez lata grałam z nią w reprezentacji, ale forma jaką obecnie prezentuje nasza pani kapitan to mistrzostwo świata! Jest nieprawdopodobnie groźna, zawsze grała bardzo dojrzale, ale po urodzeniu synka mam wrażenie, że osiągnęła jakiś level hard.

„Forma, jaką prezentuje po urodzeniu synka Karolina-Kudłacz-Gloc to mistrzostwo świata!” / fot. Cyfrasport

Czuję, że to będą jej mistrzostwa. Kudi w zasadzie będzie się czuła na niemieckich parkietach jak w domu, czy to w fazie grupowej, czy na dalszym etapie turnieju. Podobnie może być z Moniką Kobylinską, która bardzo fajnie wkomponowała się w nowy zespół i przeprowadzka z ligi polskiej do niemieckiej zadziałała in plus. Jeśli do tego duetu dodamy doświadczoną Kingę Achruk, która w pełnym wymiarze gra w Lublinie, to ta pierwsza, podstawowa trójka rozgrywających prezentuje się piekielnie mocno. Wiem, że ten stary trzon drużyny zrobi wszystko, żeby te dziewczyny, dla których ten turniej będzie pierwszym poczuły, że ich rola w tym zespole jest bardzo ważna, bo ogromnie wiele będzie zależało od tych momentów, w których ta trójka będzie odpoczywać. Jak wartościowe zmiany dadzą Lisewska, Michałów, Roszak czy Ewa Urtnowska będzie kluczowe w kontekście końcowego wyniku. Pierwsza linia, czyli koło i skrzydła też budzą u mnie respekt. Zarówno Asia Szarawaga jak i Asia Drabik maja za sobą bardzo udane miesiące. Ta pierwsza bardzo równo i dobrze grała w meczach Ligi Mistrzyń, a Asia Drabik juz od dawna udowadnia, że jej umiejętności predysponują ją do gry na najwyższym poziomie. Obydwie nie są w drużynie narodowej nowicjuszkami, więc o braku doświadczenia nie możemy mowić. Patrząc na skrzydła to mamy ogromne doświadczenie , czyli Kinga Grzyb, połączone z młodością. Liczę, że Kasia Janiszewska podtrzyma rewelacyjna dyspozycje z Ligi Mistrzyń i zagra bardzo dobre mistrzostwa. Co do bramki, to przyznam ci się, że nie wiem, jak radzi sobie w lidze francuskiej Ada Płaczek, ale o dyspozycję Wery Gawlik możemy być spokojni.

Selekcja Leszka Krowicki do Ciebie trafia? Czy w tej drużynie kogoś Ci brakuje ?

IN: (10 sekund ciszy)

„Dużo mówiło się o tym, że Leszek Krowicki odmładza reprezentację. Ja się z tym nie zgadzam. Nie ma tu młodych zawodniczek, które weszłyby do tej drużyny z takim impetem, jak Monika Kobylińska za czasów Rasmussena.”/fot. Cyfrasport

Skoro tak długo się zastanawiasz, to chyba nikogo nie brakuje.

IN: Dużo mówiło się o tym, że Leszek Krowicki odmładza reprezentację. Ja się z tym nie zgadzam. Nie ma tu młodych zawodniczek, które weszłyby do tej drużyny z takim impetem, jak Monika Kobylińska za czasów Rasmussena. Ona pojawiła się na zgrupowaniu reprezentacji, a na kolejnym była już zawodniczką pierwszej siódemki. W tym zestawieniu nie widzę takiego odkrycia.

Po prostu powymieniały się nazwiska. Pojawiła się Monika Michałów, jest Sylwia Lisewska, Asia Szarawaga, która świetnie wykorzystała przerwę macierzyńską Patrycji Kulwinskiej. Każdy trener ma prawo wyboru zawodników, których styl pasowałby do jego koncepcji i filozofii budowania zespołu.

Z takich odkryć Leszka Krowickiego na pewno wskazałabym Romanę Roszak, która w tej reprezentacji nie pełni jakiejś znaczącej roli, ale bardzo podoba mi się sposób poruszania się, agresywność i ochota na grę. To ciekawa i dość nieszablonowa zawodniczka. Rasmussen w ogóle nie brał jej pod uwagę, natomiast zauważył ją Leszek Krowicki, zaprosił na zgrupowanie i ona się tam zadomowiła. To jest ta postać, która mi się podoba, jeśli chodzi o te nowe “młode” twarze i stanowi wartość dodaną.

Kto będzie za Ciebie i Monikę Stachowską odwalał czarną robotę w defensywie?

IN: Myślę, że będzie to Aśka Szarawaga, Kinga Achruk, Monika Michałów i Asia Kozłowska. Cała czwórka na co dzień w swoich klubach gra w środku obrony i będzie się czuć pewnie w centralnym sektorze. W tym zestawieniu bardzo cenny jest duet Kozłowska, Szarawaga. Już drugi sezon grają ze sobą i to porozumienie, czucie siebie jest niezmiernie istotne. Bardzo często to porozumiewanie się bez słów jest na wagę złota. W środku obrony dzieje się najwięcej, trzeba ostro zapierniczać i nie ma czasu na dłuższe wymiany zdań. Ja uwielbiałam grać ze Stachą w obronie. Oprócz przysłowiowej czarnej roboty bardzo często pełniłyśmy funkcje tzw. worka treningowego Kima w trakcie meczu. (śmiech) Duńczyk zawsze żywiołowo i emocjonalnie reagował na wydarzenia na boisku i te nasze częste zmiany obrona- atak charakteryzowały się tym, że to na nas Kim skupiał wyładowanie negatywnej energii, ale każda z nas miała do tego dystans i dzisiaj zdarza nam się z tych sytuacji śmiać.

„Uwielbiałam grać ze Stachą w obronie. U Rasmussena oprócz czarnej roboty pełniłyśmy też funkcję tzw. worka treningowego” / fot. Cyfrasport

Nasi grupowi rywale to Norwegia, Szwecja, Czechy, Węgry i Argentyna. Jak to widzisz?

IN: Oczywiście będzie bardzo ciężko z Norweżkami i bardzo, bardzo ciężko z Węgierkami…

…z węgierkami mamy porachunki…

IN: Porachunki też. Poza tym węgierska liga cały czas rośnie w siłę i tam będą mocne nazwiska w reprezentacji, chociaż pozostało jeszcze trochę czasu do tego turnieju, a ja zawsze powtarzam, że dopiero po sparingach i turniejach towarzyskich będzie można mówić o sile poszczególnych drużyn. To jest tylko sport i przez ten tydzień może się jeszcze wiele wydarzyć. Urazy, kontuzje. Nikomu tego nie życzę, ale taka specyfika pracy. Wydaje mi się, że można myśleć realnie o zwycięstwie ze Szwecją, przy dobrej dyspozycji dziewczyny powinny zdobyć punkty w tym meczu. Argentyna na pewno jest do ogrania, a z Czeszkami też powinnyśmy sobie poradzić.

Uważam, że jest ogromna szansa na 6 punktów w tej grupie i mam nadzieję, że tak się to wszystko ułoży.

Kto faworytem całego turnieju? Kto czarnym koniem i dlaczego Polska?

IN: Dlaczego Polska? (śmiech) Faworytem niezmiennie pozostaje Norwegia, Francja, Rosja i Holandia z Antkiem Pareckim w sztabie szkoleniowym. Nie zapominajmy jeszcze o silnej Rumuni i Danii. Ale mistrzostwa świata są bardzo specyficznym turniejem, wystarczy jeden słabszy dzień w ćwierćfinale i nie ma nas. Najważniejsze, żeby wyjść z grupy. Co się potem może stać widzieliśmy na przykładzie Polski z dwóch ostatnich turniejów.

Jak jest dzień, jak jest odrobina szczęścia, można ograć wielką Francję, można ograć Rumunię, Węgry, a nawet Rosję. Trzeba tylko trafić z formą i mieć troszeczkę szczęścia. I trzeba w to wszystko przede wszystkim bardzo mocno wierzyć!

A dlaczego Polska? Myślę, że odpowiedz na to pytanie znajdziesz w początkach tej rozmowy. Po powrocie do kadry Kudi prędzej powiem o tym zespole, że jest kompletny niż odmłodzony. A że potrafi grać efektownie i skutecznie pokazał nam w meczu eliminacyjnym ze Słowacją. Najbliższe mecze towarzyskie z Rumunią czy Brazylią też nam sporo powiedzą o sile tej drużyny. Jak zostanie przygotowany taktycznie do poszczególnych meczów i czy uwierzy w swoja siłę, to zdecyduje o wyniku końcowym. Trzeba mieć świadomość, że ten turniej jest bardzo ważny dla utrzymania popularności piłki ręcznej w Polsce. Nie można dać zapomnieć o sobie kibicom. Panów w styczniu nie zobaczymy na wielkiej imprezie, więc cała nadzieja w reprezentacji kobiet.

„Nie można dać zapomnieć o sobie kibicom. Panów w styczniu nie zobaczymy na wielkiej imprezie, więc cała nadzieja w reprezentacji kobiet.” / fot. Cyfrasport

Kiedy zatęsknisz za parkietem? A może kontakt z piłką ręczną w roli reporterki Ci
wystarczy?

IN: Za każdym razem jak piłka wpada mi w ręce, to nie mogę sobie odmówić podania czy pobawienia się nią przez chwilę. Zdaję sobie sprawę, że w moim wieku wiązanie się po półrocznej przerwie z jakimkolwiek klubem nie byłoby najrozsądniejsze. Natomiast na tamten moment, kiedy musiałam podejmować decyzję, czyli sierpień – wrzesień, kiedy się pojawiały oferty, byłam zdecydowanie na nie. Natomiast nie raz, nie dwa, przy meczach dziewczyn w
Lidze Mistrzów czy Superligi chłopaków, było to poczucie takiego żalu, że ta moja przygoda z piłką ręczną o ten sezon, może dwa, skończyła się za wcześnie. Ale wychodzę także z takiego założenia, że pewne rzeczy w życiu dzieją się z jakiegoś powodu. Miałam świadomość tego, że prędzej czy później i tak musiałabym zająć się czymś innym. Wątpię, żebym w wieku 40 lat wciąż grała w piłkę ręczną (śmiech). Na tamten moment byłam za bardzo zmęczona i zniechęcona. Postawiłam na coś innego. Dzisiaj uczę się nowych rzeczy z fajnym teamem i jest ok. A co przyniesie nowy rok, zobaczymy.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Michał Faran