Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Iwona Guzowska: Freak fighting jako promowanie sportu to coś niedopuszczalnego!

Mistrzyni wciąż to ma! Już na samym początku rozmowy posłała mnie na deski i byłem liczony, ale koniec końców udało mi się przetrwać pełen dystans. Iwona Guzowska z dystansem obserwuje to, co dzieje się na polskiej scenie sportów walki i ma na ten temat wyrobione zdanie. Naprawdę warto je poznać.
Zacznijmy od Twojej książki, bo to dość świeża pozycja, pewnie pod niejedną choinką się znalazła. Są różne biografie sportowców, przeczytałem pewnie z kilkanaście z nich: jedne smutne, inne inspirujące, są też takie, podczas których czytelnik nie przestaje się śmiać. Jak byś określiła tę swoją?
Iwona Guzowska: Znaczy, że jej nie przeczytałeś?
(konsternacja) jeszcze nie…
I to jest błąd! Nie mogę ci powiedzieć, jaka jest moja ksiązka, tym bardziej, że nie jest to autobiografia sensu stricte. Musisz ją przeczytać, żeby wyrobić sobie na jej temat zdanie i zobaczyć, jakie w tobie wywołuje emocje.
Od biografii chciałem tylko rozpocząć rozmowę. Spytać się, czego potencjalny czytelnik może się spodziewać. Bardzo dobrze znam Twój życiorys, zresztą dobrze o tym wiesz, bo kiedyś przeprowadziłem z Tobą długi wywiad wideo. Chciałem tylko spytać, czego można się spodziewać…
Ja nie będę obiektywna w stosunku do tej książki. Na pewno pisząc ją chciałam, żeby dawała takiego pozytywnego kopa. I z tego, co dostaję informację zwrotną, rzeczywiście daje tego kopa.


Wspominałaś nie raz, że kiedy zaczynałaś swoją przygodę z boksem, już jako utytułowana kickbokserka, to poziom trudności tego, z czym musiałaś się zmierzyć niesłychanie poszedł do góry. A to, co działo się wokół polskiego pięściarstwa było jedną wielką prowizorką. Była jedynie Twoja wielka motywacja i stara, polska szkoła boksu.
Polska szkoła boksu niewiele miała wspólnego z grupą promotorską, która powstała. No dobra, może przesadziłam, że nic wspólnego, bo jednak zawodnicy, którzy do niej trafiali, szkoleni byli przez osoby należące właśnie do tej starej szkoły. Natomiast zamysł promotora to było tylko robienie biznesu, nic więcej. Tam nie chodziło o żadne ideały, idee, krzewienie czy popularyzację boksu. Czysty biznes.
A Ty jak się w tym wszystkim odnajdywałaś?
Ja robiłam przede wszystkim to co kochałam. Byłam sportowcem i w to co robiłam wkładałam całe swoje serce. W danym momencie robiłam to najlepiej, jak potrafiłam.
Dużo zrobiłaś dla polskiego boksu kobiecego, dla polskiego boksu w ogóle. Myślisz, że dzięki temu dziewczyny dziś mają trochę łatwiej? Przetarłaś szlaki?
Prędzej czy później któraś dziewczyna zaczęłaby boksować zawodowo…
…zaczęłaś Ty…
Tak się złożyło, że ja. Byłam prekursorką tych sportów walki jeśli chodzi o ringi zawodowe bez względu na to, czy to jest boks, czy sport, który przeżywa aktualnie swój rozkwit, czyli MMA. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Po tym, jak zaczęłam tę drogę, pokazałam, że kobieta może być świetnym wojownikiem, świetnym profesjonalistą, ludzie w końcu przestali się dziwić. I rzeczywiście dziewczyny zaczęły uprawiać te dyscypliny dlatego, że któraś przed nimi już się na to odważyła. Życie jest ciągiem zmian, a zmiany i tak w tym kierunku by poszły. Kobiety są wojowniczkami.
Musiałaś na swojej drodze zmierzyć się z wieloma stereotypami.
Tak naprawdę z tymi stereotypami mierzyli się głównie ludzie, którzy im hołdowali. Którzy mieli te stereotypy zakodowane w głowach. Ja ich nie miałam, więc to nie był mój problem! Po prostu robiłam to co kocham, na co miałam ochotę, co czułam, że powinnam robić. Dla mnie to było najważniejsze. Ja nie musiałam się z tym mierzyć. Ja mierzyłam się raczej ze swoim życiem, ze swoimi przeciwniczkami w ringu. Mnie stereotypy nie interesowały, nie interesowało mnie to, co mówią o mnie ludzie i jak mi doradzają. Gdybym słuchała wszystkich, którzy mi mówili „Iwona, co ty robisz? Boks zawodowy? Przecież to uwłacza kobiecości”, to byśmy tu dziś nie siedzieli i nie rozmawiali. To był chyba głównie problem tamtych osób i wydaje mi się, że tak jest chyba ze wszystkim.
Poza tym to był temat, który wzbudzał kontrowersje. A wiadomo, jak działają media i z przykrością mówię to jako ich przedstawiciel…
Rzeczywiście, szkoda, że nastąpiła tabloidyzacja mediów. I to w tak szerokim zakresie i kosmicznym tempie. A media żyją z ciekawych tematów. Nie tyle wartościowych, co wzbudzających emocje. Dlatego wiele treści przekazywanych jest w kontrowersyjny sposób. I tyle.

Aktualnie mamy dwie pięściaki, Ewę Brodnicką i Ewę Piątkowską i można odnieść wrażenie, że więcej jest ich w mediach niż na ringu.
Dokładnie, tak to jest, chociaż myślę, że bardzo dużą rolę odgrywają tutaj promotorzy, którzy w pewien sposób kreują zachowanie zawodniczek i ich drogę medialną. Tu jest akurat oczywista sytuacja, jeśli chodzi o ten konflikt, ponieważ obie Ewy zmierzyły się w ringu, wygrała Ewa Brodnicka. Pokazała, że jest prawdziwym wojownikiem. Nie obrzuca nikogo błotem, stara się zachować we wszystkim umiar. Fajnie, że weszła do ringu i zweryfikowała która z nich jest lepsza. Dla mnie wszystko tu jest jasne.
Za Twoich czasów także mówiło się o, nazwijmy to, „braku sympatii” między Tobą i Agnieszką Rylik. Jak to było naprawdę? Kreacja mediów czy rzeczywista sytuacja?
To, że z Agnieszką przez pewien czas nie miałyśmy ze sobą kontaktu wynikało akurat nie z kwestii sportowych, ale z takich normalnych, ludzkich zawirowań. Natomiast mamy ze sobą fantastyczny kontakt, to jedna z fajniejszych znajomości, jakie zawarłam, bardzo ją cenię i można nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy. To jest ogromne zaskoczenie dla wielu ludzi, ale właśnie prawdziwy wojownik zawsze ma otwarte serce na drugiego człowieka, potrafi także sobie wybaczyć własne błędy, potrafi też wybaczyć pewne rzeczy z przeszłości innym ludziom. Dzięki temu dochodzi do porozumienia i to jest moim zdaniem ogromna wartość. Obie wyniosłyśmy wojownicze serce z ringu i to bardzo dziś procentuje.
Wspominałaś, że w Polsce dziś na wyższy poziom wchodzi MMA. To kwestia lepszej organizacji, umiejętności sprzedania produktu?
Na pewno nie wyższy poziom sportowy, tylko medialny. Chociaż jeśli chodzi o na przykład dziewczyny, które biorą udział w Ladies Fight Night, to patrzę na nie z przyjemnością, bo poziom sportowy jest naprawdę wysoki. Jak oglądam…to znaczy już nie oglądam, kilka pojedynków w KSW, to włosy mi dęba stają. Freak fighting jako promowanie sportu to coś niedopuszczalnego. Jest we mnie taki wewnętrzny bunt, żeby nazywać to sportem. To koło sportu nawet nie stało…No i wartości które są tam przedstawiane wołają o pomstę do nieba. Szkoda, że młodzi ludzie się na tym wzorują.
Żal, że ludzie chcą to oglądać?
Tak, bo sportu tam prawie w ogóle nie ma. Jedynymi fighterami, którzy tam jeszcze są to Mamed Khalidow, który przez długi czas był bezdyskusyjnie, absolutnie najlepszy, czuł walkę. Przy tym zachowywał się jak normalny, skromny facet. Jeszcze kilku zawodników, takich jak na przykład Michał Materla. Reszta to masakra.

W KSW walczył, albo miał walczyć praktycznie każdy. Ty też byłaś tam przymierzana. Rzeczywiście był taki temat?
Był temat, natomiast to miała być rzecz na poziomie sportowym. Niestety, a raczej na szczęście mój anioł stróż przetrącił mi kręgosłup i do tego nie doszło. Ja powiem tak, są różne sytuacje i każdy ma prawo iść swoją własną drogą. Jeśli ktoś chce robić z siebie pajaca w ringu, w klatce, gdziekolwiek, to jest jego własna sprawa, ja szanuję decyzję każdego człowieka. Są także powody, dla których ludzie się na to decydują i należy to uszanować. Natomiast dla mnie nie ma to wszystko znamion sportu w pojęciu sensu stricte. A już na pewno nie na przyzwoitym poziomie.
A jeśli chodzi o organizację UFC i Joannę Jędrzejczyk?
Aśka walczyła na najwyższym światowym poziomie, szkoda, że zapomniała o szacunku do przeciwniczek, o wartościach, które wojownik powinien mieć w sercu. My z mężem na początku bardzo, bardzo jej kibicowaliśmy, potrafiliśmy ustawić budzik, żeby gdzieś nad ranem obejrzeć jej pojedynki, ale to co zaczęła robić na ceremoniach ważenia, na konferencjach strasznie nas zraziło. Kara przyszła bardzo szybko, brak szacunku do przeciwniczki poskutkował tym, ze Rose Namajunas zadała cios, którego ona nie była w stanie zobaczyć. Po walce jakieś tłumaczenia się, że „ja nigdy nie odklepuje”, podczas gdy cały świat to widział. Żałosne to było… Szkoda, że taką wielką wojowniczkę zawirował chyba ten wielki świat. Nie mnie to oceniać, ale jako kibic, jako były mistrz świata, patrzyłam na to z niesmakiem.
Gdyby MMA stało się tak popularne kilkanaście lat wcześniej, to Ty…

…nie wiem! Nie wiem! Walka zawsze mnie pociągała! Gdyby nie było boksu, a taka formuła walki, z pewnością bym ją wybrała. Nie miało znaczenia jaka formuła, ważne było, żeby na najwyższym poziomie sportowym.

Gdy umawialiśmy się na wywiad, wspominałaś, że nie śledzisz zbyt pilnie tego co dzieje się w polskim boksie, bo…nic się nie dzieje.
Za to bardzo cieszę się na walkę Joshuy, która została już potwierdzona. U nas? Rzeczywiście nic się nie dzieje, więc nie ma czego obserwować.

Dlaczego tak się dzieje?
Mieliśmy wojowników na światowym poziomie, obecnie nie mamy nikogo. Przecież starzy mistrzowie też są już na takim etapie swojej kariery, że kończą albo już ją skończyli. A młodych, gniewnych, świetnie wyszkolonych nie widzę. Na taką sytuację składa się bardzo wiele czynników. Powolna śmierć, agonia, śpiączka wręcz, w jakiej znajduje się nasz boks amatorski. To na pewno nie pomaga w tym, żeby mieć wybitnych mistrzów, pokroju Darka Michalczewskiego czy w najlepszych czasach Tomka Adamka w ringu zawodowym. Tak więc kryzys boksu amatorskiego  przenosi się także na ten zawodowy. Zazwyczaj jest tak, że dla świetnego pięściarza amatora naturalną drogą i zwieńczeniem kariery było przejście na zawodowstwo. Ten kunszt bokserski, warsztat, doświadczenie dawały to, że kibicom zapierało dech w piersiach, bo te walki były na wspaniałym poziomie. Nasi zawodnicy potrafili walczyć fenomenalnie, wygrywać ze wszystkimi stając się mistrzami świata. To były cudowne czasy, ale tego już nie ma. Oczywiście promotorzy cały czas robią boks zawodowy, bo to jest dla nich biznes, dla zawodników znacznie mniejszy. Ten sposób, w jaki prowadzą tych swoich zawodników też jest taki, jaki widzimy, więc wiele czynników ma na to wpływ. Nic nie trwa wiecznie i widocznie tutaj też musiało się coś zmienić.
Wiem, że Ty zajmujesz się obecnie promocją aktywności fizycznej.
Ja mam już 44 lata. Jestem już na tym etapie życia, że mam świadomość tego, że dla mnie ten sport wyczynowy już się skończył. Aczkolwiek nie wyobrażam sobie życia bez sportu i aktywności fizycznej, która jest nam potrzebna, bo do tego mamy stworzone ciało. Jeśli będziemy prowadzić coraz bardziej zasiedziały tryb życia, będziemy cierpieć na wszelkiego rodzaju choroby cywilizacyjne. Pomimo postępu medycyny i medycyny estetycznej będziemy się gorzej starzeć.
Tych inicjatyw, w które jesteś zaangażowana jest dużo.
Sport to radość, to fantastyczny sposób na wychowanie. To przekazywanie tych najlepszych wartości, którymi w życiu powinniśmy się kierować. Cudowna przygoda, emocje, dawka adrenaliny, poznawanie zupełnie innego świata. Same korzyści i pozytywy. Mało tego, jest to cudowny sposób na wspólne, rodzinne spędzanie czasu, od najmłodszego juniora po najstarszego seniora. U mnie to było tak, że dziadek który miał 70 lat namówił mnie na bieganie na nartach, więc zawsze była wnuczka z dziadkiem, a po drodze był jeszcze mój ojciec. To było cudowne, więc uwielbiam imprezy, gdzie jest miejsce dla dzieci, dla starszych, którzy na nowo zachłysnęli się sportem i dla seniorów. To cudowne, kiedy wszyscy mogą zebrać się w jednym miejscu i wspólnie robić to samo.

Wiem, że bardzo wciągnął Cię triathlon.
Bo jest jedną z takich właśnie dyscyplin. Praktycznie każda impreza rozpoczyna się od zawodów dla dzieci, a to mega fajna rzecz, później startują rodzice, a nawet dziadkowie.
Stworzyłaś też pierwszy w Polsce triathlon halowy „In da house”.
To był mój autorski pomysł i on wciąż trwa, więc to też jest fajna rzecz. Weszłam w trithlon jako amator, a stworzyłam swoją własną imprezę. To też pomaga zawodnikom przetrwać zimowy okres przygotowań, bo godziny spędzone na trenażerze są strasznie nudne.
To powiedz jeszcze jakie plany na najbliższy czas. Mój to na pewno przeczytanie Twojej biografii, gdybym wiedział, że mnie tak opieprzysz…
(śmiech) Nie odbieraj tego jako opieprz. Wydaje mi się, że to była całkiem ciekawa wymiana zdań. No i twoje zaskoczenie było bezcenne (śmiech). Tych planów jest mnóstwo. Z jednej strony praca, która przynosi mi ogromną satysfakcję, poza tym rzeczy nowe, które są od niedawna w moim życiu, chociażby pisanie. To też już powoli zaczyna być formą mojej pracy i to jest cudowne, kiedy łączymy pasję z pracą. „Rób to co kochasz, wówczas nie będziesz musiał pracować” i ja też hołduję temu powiedzeniu i takiemu sposobowi myślenia. Poza tym wszelkiego rodzaju aktywności. W tej chwili prowadzę rozmowy z największym organizatorem cyklu zawodów MTB i biegów górskich, jest możliwość, że zostanę ambasadorem tego przedsięwzięcia. Więc siłą rzeczy też będę startować, zresztą podobnie jak w biegach górskich, zresztą jestem już zapisana na „Bieg Rzeźnika” na czerwiec. Dzieje się, dzieje!! Poza tym wróciłam znowu do pędzli, do malowania, więc realizuje też moją pasję z dzieciństwa.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę!

Rozmawiał Michał Faran

fot. Pressfocus

*

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.