Inigo, Judaszu, tak się nie robi!

- Wątpię, żeby Athletic zapłacił wrogowi 30 milionów. Nigdy nie przeniósłbym się na drugą stronę - to słowa, które Inigo Martinez wypowiedział w 2014 roku podczas konferencji prasowej, gdy jeden z dziennikarzy zapytał go o możliwość przenosin do lokalnego rywala. Minęło trochę czasu, wody w rzece upłynęło, a stoper szykuje się do swojego debiutu w koszulce ekipy z San Mames.

Do sytuacji tej doszły pod sam koniec okienka transferowego, a na taki ruch zdecydował się Athletic, gdy dotychczasowy filar defensywy Lwów, czyli Aymeric Laporte, podpisał kontrakt z Manchesterem City. O jego przenosinach do lepszegego zespołu mówiło się od bardzo dawna, a Francuza często łączono z FC Barceloną. To właśnie tam piłkarz dobrze wyprowadzający piłkę z własnej połowy miał wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Problem w tym, że Athletic według swojej filozofii niechętnie sprzedaje zawodników do ligi hiszpańskiej, a już tym bardziej nie chciał tego zrobić na rzecz Barcelony, gdyż osłabienie się i wzmocnienie ligowego oponenta nie są zgodne z filozofią klubu z San Mames. Barca, mimo że wielokrotnie bardzo zdeterminowana, nie była w stanie sprostać wymaganiom finansowym Basków.

Domino ruszyło w momencie, gdy Laport znalazł się w orbicie zainteresowań Manchesteru City. Guardiola już dawno temu „zachorował” na tego obrońcę i kwestią czasu było, gdy ściągnie go do swojego zespołu. Podobno temat był jeszcze, gdy Pep prowadził Barcelonę, choć wydaje się to mało prawdopodobne, gdyż Francuz miał wtedy 19 lat. Następnie Katalończyk widział go u siebie w Bayernie Monachium. Przy trzecim podejściu Guardiola w końcu ma co chce, czyli wypatrzonego przez siebie zawodnika w swojej ekipie.

Zdrajca, czyli tak się nie robi

Inigo przeskrobał sobie, gdyż przeszedł z jednego baskijskiego zespołu do drugiego, a na dodatek wcześniej deklarował, że do największego rywala nigdy nie pójdzie. Z jednej strony – nie on pierwszy i nie ostatni, z drugiej w Sociedad na pewno mu tego nie wybaczą. Oba stadiony dzieli 100 kilometrów, społeczność kibicowska w tamtym regionie Hiszpanii jest bardzo fanatycznie przysposobiona, więc może być tak, że cała otoczka podczas najbliższych derbów kraju Basków będzie poświęcona właśnie na zachowanie Martineza. Jak ten poradzi sobie w tej sytuacji?

https://twitter.com/cwiakala/status/958716594007494656

Nie on pierwszy

 

Luis Figo

Przykład chyba najbardziej piętnowany i wspominany w historii futbolu. Wyobraźcie sobie, że kapitan Barcelony przechodzi dziś do Realu. Czujecie to, prawda? Figo obrał właśnie takie kierunek, mimo że wielokrotnie wyznawał Blaugranie miłość i nosił nawet opaskę kapitańską w klubie z Camp Nou. Załączone wideo najlepiej pokazuje, z jaką nienawiścią przyjęła go publiczność w Katalonii. W jego kierunku z trybuny poleciału butelki, puszki oraz… świński ryj. Zobaczcie sami:

Michael Owen

Mamy wrażenie, że Owenowi się trochę upiekło. Wydaje mi się, że w kontekście zdrajców mało kto wspomniałby właśnie po nim, ale wpływ na to może mieć to, że nie zamienił od razu Liverpoolu na Manchester United, tylko w międzyczasie grał jeszcze w Realu Madryt. Po siedmiu sezonach spędzonych na Anfield, później przez trzy sezony reprezentował Czerwone Diabły. Niby niczym nie podpadł, ale pewnie wielu jest kibiców w Liverpoolu, którzy mu to pamiętają.

Mario Gotze

Pamiętacie to, prawda? Gotze, jak i cała Borussia, rozegrał znakomity sezon 2012/2013, kiedy to zdobył wicemistrzostwo Niemiec i awansował do finału Ligi Mistrzów. Sam Mario poprowadził swoją ekipę do wyeliminowania Realu Madryt i jako zaledwie 21-letni piłkarz stał się jednym z najlepszych zawodników świata. W decydującej batalii przeciwko Bayernowi Monachium nie wystąpił, bo nabawił się podejrzanego urazu. Kilka dni po finale okazało się, że Gotze zmienia Borussię na Bayern. To, co się działo na Borussia Park w momencie, gdy Gotze wchodził na boisko w bezpośrednim starciu tych ekip, przeszło ludzkie pojęcie. Tak nie został wygwizdany jeszcze nikt w historii niemieckiego futbolu. Gotze kariery w Monachium nie zrobił i… wrócił w wakacje 2016 roku do Borussii. Ciekawa historia.

Hasper Hamalainen

Teraz przykład z krajowego podwórka, który pomimo tego, że wielokrotnie był już wspominany, to zasługuje na uwagę, gdyż sprawa jest w miarę świeża. Hamalainen przeszedł z Lecha do Legii i nic sobie nie robił z tego, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej deklarował, iż interesują go tylko przenosiny do zagranicznego klubu. Dziś, mimo że minęło od tego już trochę czasu, w Poznaniu w dalszym ciągu nikt sympatią Fina nie darzy, a jego gole dwukrotnie zapewniły Wojskowym zwycięstwa w bezpośrednich konfrontacjach pomiędzy zespołami.

Petr Cech

Petr Cech nigdy nie został nazwany zdrajcą i już pewnie nikt na niego tak nie powie. Fakty są jednak takie, że po jedenastu sezonach spędzonych w Chelsea, zasilił szeregi lokalnego rywala, czyli Arsenalu. Piłkarz argumentował to tym, że jego rodzina dobrze czuje się w stolicy Anglii i nie chce, aby dzieci zaczynały wszystko od nowa. Z perspektywy ludzkiej – bardzo logiczne. Jak jednak wiemy, w piłce logiki próżno szukać. Dziś w Stamford Bridge jest mimo wszystko witany entuzjastycznie.

Robert Lewandowski

Dobra, teraz wielu z was poczuje się urażonych, bo przecież Lewy nie grał w Borussii długo i nigdy nie manifestował miłości do tego klubu. Ale, z drugiej strony, opuścił szeregi jednego czołowego klubu niemieckiego i przeszedł na drugą stronę mocy wzmacniając drugi czołowy niemiecki klub. W Dortmundzie nie są na niego źli, bo po prostu podjął decyzję, która miała być dla niego najlepsza (tak też się stało), ale ktoś mimo wszystko mógł czuć niesmak.

 

2 lutego godzina 21 | Real Sociedad – Deportivo La Coruna.

Zwycięstwo Sociedad: 1,52

Remis: 4,35

Zwycięstwo Deportivo: 6,3

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem