Im szybciej Sebastian Szymański wyjedzie za granicę tym lepiej

Od kilkudziesięciu godzin głośno mówi się o odejściu Sebastiana Szymańskiego z Legii Warszawa. CSKA Moskwa jest gotowa wyłożyć za niego około siedmiu milionów euro, co może pomóc załatać dziurę związaną z brakiem awansu do Ligi Europy. Większość twierdzi, że to zabieg mający ratować klub i narażający na szkodę młodego piłkarza. Bzdura - to sytuacja win-win. Zyska zarówno mistrz Polski jak i sam pomocnik.

Szanujemy wszystkich, którzy już wiedzą, czy Sebastian Szymański da radę podbić Rosję i dlaczego tak się nie stanie. Podobno CSKA ma być dla niego za wysokim progiem, a poza tym to skończy tam jako drugi Dawid Janczyk. Czy tak będzie, przekonamy się za jakiś czas, jeśli transfer w ogóle dojdzie do skutku. Przewrotnie zastanowilibyśmy się jednak nad tym, czy szybki wyjazd z Polski nie wyjdzie mu na dobre.

Jaka nasza liga jest każdy widzi. A jeśli ktoś nie widzi to przypomnijmy kilka wypowiedzi z ostatnich dni. – Od moich piłkarzy należy wymagać więcej. Zagraliśmy słabo. Poziom meczu? Na miejscu kibiców wyłączyłbym telewizor – Zbigniew Smółka, trener Arki Gdynia. – Różnice między ligą portugalską i polską? Zauważam jedną – tutaj po przyjęciu piłki mam 4-5 sekund na podjęcie decyzji, tam były maksymalnie 2, potem się traciło piłkę – Joao Amaral, piłkarz Lecha Poznań.

Gino Lettieri zapytany w Lidze+ Ekstra, czy którykolwiek piłkarz Korony mógłby powalczyć o osiemnastkę w klubach Bundesligi, zaczął się śmiać. I to chyba najlepsze dowody na to, że w Polsce jest słabo, a mimo to ciągle pojawiają się absurdalne głosy, by robić wszystko, by zatrzymywać u nas młodych chłopaków. Tylko po co? Żeby marnowali czas i stali w miejscu? Zacznijmy mądrze inwestować w szkolenie i przestańmy być zakładnikami trofeów, które muszą być na już (nieco szerzej pisaliśmy o tym TUTAJ). I wtedy dopiero zacznijmy walczyć o powstrzymywanie młodych chłopaków przed rychłym wyjazdem.

Bo jak później kończą za granicą? Ponownie oddajmy głos samym zawodnikom.

– Nie ma luźnych treningów, każdy jest wymagający. Nie da się przejść obok. Musisz zajęcia wybiegać, wywalczyć, pościerać się z napastnikami w pojedynkach. W ogóle na pierwszy rzut oka to jest największa różnica. Nie da się porównać ligi polskiej z angielską pod kątem pojedynków – Jarosław Jach dla „Sportowych Faktów”.

– Nie chcę, by to źle zabrzmiało, jednak w Ligue 1 każdy chce ode mnie piłkę, zaraz jak tylko ją odzyskam. Mówią, żebym nie bał się podać, nawet, kiedy mają rywala obok. Pomocnicy nie boją się gry pod presją, zawsze mam komu zagrać i nie jest to głównie drugi stoper lub bramkarz. W Polsce znałem napastników i, wiedziałem, że powiedzmy ten jest silny, ale brakuje mu szybkości i techniki. Tutaj prawie każdy łączy te trzy elementy na najwyższym poziomie – Igor Lewczuk dla „Przeglądu Sportowego”.

– Częstotliwość treningów jest podobna jak w Polsce, ale intensywność jest większa. Nie ma co ukrywać, gra jest dużo szybsza i trzeba się do tego od razu dostosować. Na początku było to dla mnie nowością. Nie oszczędza się też nóg, bo każdy walczy, żeby grać – Bartosz Kapustka dla „Sportowych Faktów”.

– Z pewnością jest tu bardzo wysokie tempo gry. Dlatego pierwsze treningi, kiedy od razu przyjechałem na okres przygotowawczy, były dla mnie szczególnie trudne. Teraz widzę, że podniosłem umiejętności. W grze defensywnej to najbardziej widoczne. Mam poczucie, że lepiej się ustawiam, rozumiem bardziej zamierzenia taktyczne. Wszystko idzie w dobrym kierunku – Paweł Jaroszyński dla „Przeglądu Sportowego”.

– U nas najważniejsze jest odżywianie, psycholog, dobry hotel. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapominamy o… treningu. I jeszcze żeby piłkarze nie używali telefonów w szatni i nie spóźniali się na zbiórkę. We Francji na podwieczorku przed meczem było mleko z chrupkami albo jedli dużą bagietkę. Ale jak wychodzą na trening, to aż się pali. Nie można przysnąć na chwilę. Oczywiście, w Polsce chcemy być lepsi, brać wzorce z Zachodu, tylko robimy to trochę na opak – Mariusz Stępiński dla „Przeglądu Sportowego”.

Im szybciej tym lepiej?

Czy w ogóle wyjeżdżając z Ekstraklasy można być przygotowanym na treningi w silniejszych ligach? Każdy z wyżej wymienionych piłkarzy miał w Ekstraklasie dużo więcej meczów, a i tak musiał się przestawiać. Więc może im szybciej Sebastian Szymański wyjedzie i będzie trenował w zachodnim stylu tym lepiej? Taki transfer może mu tylko pomóc w ewentualnym, szybszym przebiciu się na arenę międzynarodową.

Zwłaszcza, że CSKA w ostatnim czasie stawia na młodzież. Po odejściu ofensywnego trzonu, zawodnicy do lat 20 zagrali już 1300 minut, a na boisko wybiegło ich dziesięciu. Jeśli chodzi o piłkarzy U-23 jest jeszcze lepiej – szesnastu i 2200 minut. A to wszystko w zaledwie cztery ligowe kolejki. W Polsce o takich liczbach raczej możemy na ten moment pomarzyć.

Nie ma wątpliwości, że Sebastian Szymański ma co najmniej trochę techniki użytkowej. Skoro twierdzi tak nawet Wojciech Kowalczyk, walący ostatnio w Legię co chwilę, to rzeczywiście tak musi być. W stolicy Rosji miałby więc okazję na pokazanie jej nie tylko w dużo silniejszej lidze, ale być może również na międzynarodowej arenie nawet w Champions League. Bo w czym miałby być lepszy od niego chociażby Kristijan Bistrović?

Do CSKA trafił, mając na koncie piętnaście spotkań w chorwackiej ekstraklasie – nie w Dinamie, a Slaven Belupo. Trzy miesiące po transferze zaliczył 72 minuty przeciwko Arsenalowi w Lidze Europy. Na pewno jest silniejszy, ale i to jest do nadrobienia. Czas ucieka, a okazja na trafienie na trenera, który stawia na młodzież i prowadzi silny klub może się znowu szybko nie nadarzyć. Nie ma się, co kisić w Ekstraklasie. Na tej transakcji powinny zyskać obie strony.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem