Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Ile to już oddanych punktów, Piaście?

Ciężko zliczyć wszystkie punkty, które w głupi sposób stracili już w tym sezonie piłkarze Piasta. Dzisiejszy mecz w Kielcach był co prawda wyrównany i remis jest najsprawiedliwszym rozstrzygnięciem tego starcia, ale jeśli strzela się gola na 1:0 w 85 minucie meczu, to trzeba go wygrać. Piast nie wygrał...

Setka „Jankesa”

Często mecze piłkarskie w naszej lidze wyglądają tak, że eufemistycznie nazywa się je piłkarskimi szachami. Na Kolporter Arena właśnie z taką partią mieliśmy do czynienia, chociaż po 10 minutach bez ciekawszych wydarzeń z upragnieniem wypatrywaliśmy jakichś sytuacji podbramkowych. Te jednak nie nadchodziły. Wzajemne badanie się rywali przeciągnęło się niestety na całe pierwsze pół godziny trwania meczu. Obie drużyny przede wszystkim nie chciały stracić gola, więc koncentrowały się głównie na zabezpieczeniu tyłów, natomiast w ataku grały niedokładnie, bądź zbyt małą ilością zawodników. Większą aktywność wykazywali goście, chociaż strzały Macieja Jankowskiego czy Martina Bukaty nie mogły zaskoczyć Macieja Gostomskiego. Natomiast akcja Piasta z 37 minuty mogła, a wręcz powinna zakończyć się golem. Na prawym skrzydle piłkę świetnie opanował Aleksander Jagiełło i idealnie dośrodkował ją w pole karne, gdzie „Jankes”, nie wiadomo jakim cudem, zdołał przenieść futbolówkę ponad bramką. Chwilę później niewykorzystanie tej wyśmienitej okazji mogło się zemścić na przyjezdnych, bo po rzucie rożnym w dogodnej sytuacji główkował Bartosz Rymaniak, ale uczynił to niecelnie. Pierwsza połowa zakończyła się remisem ze wskazaniem na gliwiczan. Piłka nożna nie jest jednak dyscypliną, w której liczą się wrażenia artystyczne…

„Jak mogłem nie trafić?” zdaje się myśleć Maciej Jankowski / fot. PressFocus

Setka Kaczaravy

Po przerwie do ataku rzucili się Koroniarze, jakby w szatni Gino Lettieri przypomniał im, że to ostatni mecz w tym roku i warto rzucić wszystkie siły na murawę. O ile w pierwszej połowie dogodną sytuację zmarnował Jankowski, tak w drugiej odsłonie równie dobrej szansy nie potrafił wykorzystać najpierw Nika Kaczarava, a chwilę później, dobijając piłkę, Jacek Kiełb. Duża w tym zasługa Dobrivoja Rusova, który szybkim wyjściem z bramki zapobiegł utracie gola. Czas mijał, gole nie padały, napór gospodarzy nieco zelżał i zapowiadało się na bezbramkowy remis. Ale wówczas trener Piasta wyciągnął asa z rękawa.

Fajerwerki w końcówce

Na niespełna kwadrans przed końcowym gwizdkiem sędziego Waldemar Fornalik na boisko wprowadził Konstantina Vassiljeva, który w tym sezonie długo grał poniżej oczekiwań, aż w końcu wylądował na ławce rezerwowych. Widocznie 77 minut spotkania oglądanego zza bocznej linii boiska pozwoliło Cesarzowi Estonii wyciągnąć właściwe wnioski. Mimo że Kostia nigdy nie był demonem szybkości, dał radę na środku boiska przejąć piłkę zagraną od obrońcy, podciągnąć pod pole karne gospodarzy, wymanewrować obrońcę i z linii 16 metrów, od słupka, posłać futbolówkę do siatki. Do końca spotkania zostało niewiele i Piast stanął przed szansą odniesienia drugiego, wyjazdowego zwycięstwa w tym sezonie.

Strzelec gola dla Piasta, Konstantin Vassiljev, pociesza kolegę z drużyny, Heberta / fot. PressFocus

Tym bardziej, że statystyka nie sprzyjała Koronie – Złocisto-krwiści po 85 minucie spotkania nie zdobyli jeszcze ani jednego gola w tym sezonie. Gliwiczanie próbowali więc grać na czas, kraść cenne sekundy, rozgrywać piłkę przez bramkarza od tyłu. I właśnie w takiej, pozornie niegroźnej  sytuacji niedbale do Rusova zagrał Hebert. O Brazylijczyku mówi się, że ma szansę na zagraniczny transfer, ale jeśli któryś ze skautów zainteresowanych klubów obserwował go dziś podczas meczu, prawdopodobnie po tym podaniu grubą kreską wykreślił jego nazwisko z notesu. Zagranie do własnego bramkarza okazało się asystą do Kaczaravy, który ruszył w kierunku golkipera i wyrównał stan meczu. 1:1. Po chwili sędzia Mariusz Złotek zakończył zawody.

Przerwa zimowa jak tlen

Zagranie Heberta było jakby symbolicznym podsumowaniem całej piłkarskiej jesieni w wykonaniu Piasta. Podopieczni Waldemara Fornalika mogliby mieć dużo więcej punktów na swoim koncie, gdyby nie głupie błędy i brak koncentracji w kluczowych momentach meczu. Pod wodzą byłego selekcjonera gliwiczanie ani razu nie przegrali różnicą więcej niż jednej bramki, w kilku praktycznie wygranych meczach, jak chociażby ten dzisiejszy, koniec końców podzielili się punktami z rywalem. Trochę odpoczynku, a następnie dobrze przepracowany okres przygotowawczy może odmienić tę drużynę i wydaje nam się, że tak właśnie będzie na wiosnę. Dodać do osiągniętych jesienią wyników po jednej bramce i mamy drużynę walczącą o mistrzostwo… Korona natomiast może się cieszyć ze zdobytego dziś punktu, a przerwę w rozgrywkach Gino Lettieri też z pewnością przyjmuje z dużą ulgą. Kielczanie mocno odczuli trudy tej rundy i walki na dwóch frontach, a ugrali dużo więcej, niż ktokolwiek by się po nich spodziewał. Wykonali plan w 110% i teraz czeka ich zasłużony odpoczynek. O walce o ligowe punkty mogą zapomnieć do lutego przyszłego roku.

*