Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
Nawet trenujący piłkę nożną na poziomie Ósmej Ligi Mistrzów znają „grę na utrzymanie”. Dwie drużyny, jedna piłka, zero bramek. Wygrywa ten, który utrzyma się przy niej jak najdłużej. Jeśli ktoś nie kojarzy ów gry treningowej, piłkarze Interu i Sampdorii w pierwszym kwadransie zaprezentowali materiał instruktażowy. Oczywiście tylko jeśli chodzi o zasady, bo żadna z drużyn

Nawet trenujący piłkę nożną na poziomie Ósmej Ligi Mistrzów znają „grę na utrzymanie”. Dwie drużyny, jedna piłka, zero bramek. Wygrywa ten, który utrzyma się przy niej jak najdłużej. Jeśli ktoś nie kojarzy ów gry treningowej, piłkarze Interu i Sampdorii w pierwszym kwadransie zaprezentowali materiał instruktażowy. Oczywiście tylko jeśli chodzi o zasady, bo żadna z drużyn nie zawłaszczyła futbolówki dla siebie na stałe. To było raczej skrzyżowanie treningowego ćwiczenia z zabawą „piłka parzy”.

– Panowie, tam jest taki biały prostokąt, w środku ma siatkę. Tam trzeba kopnąć – mógłby krzyczeć Luciano Spaletti. – No dobra – odpowiedział pierwszym strzałem bardzo aktywny Ivan Perisić. Chorwat sprawiał mnóstwo problemów naszemu polskiemu rodzynkowi w pierwszym składzie gości, Bartoszowi Bereszyńskiemu. Najpierw przerwał strzelecką stagnację, później świetnie wyłożył piłkę D’Ambrosio, a w 30. minucie mógł strzelić bramkę „stadiony świata”. Za krótko wybijał golkiper „Sampy”, skrzydłowy Interu uderzył z powietrza z pierwszej piłki, ale trafił w słupek. Najlepszy na boisku piłkarz w ten wtorkowy wieczór miał pecha, bo w drugiej połowie obił też poprzeczkę.

„Zamieniła Sampdoria Ferrari na Cinquecento” – można sparafrazować polskie powiedzenie porównując środkowych obrońców obu klubów. Matias Silvestre kilkukrotnie pokazał, dlaczego powiedzieli mu „do widzenia” w Mediolanie, a Milan Striniar – dlaczego przywitali słowami „dzień dobry”.

To właśnie niedawny kolega z szatni Bereszyńskiego i Linettego otworzył wynik spotkania. 25 milionów euro, jakie zapłacili za niego latem Nerazzurri, to promocja porównywalna z kupnem iPhone’a za garść żółciaków. – Na treningu nie marnuje nawet sekundy – mówił przed meczem trener gości, Marco Giampaolo. Wierzymy szwajcarskiemu szkoleniowcowi i czekamy z niecierpliwością na kolejne mecze, rundy i sezony w wykonaniu świetnego 22-letniego stopera. Radzimy zapamiętać to nazwisko. We włoskiej stolicy mody mają diament, który sam szlifuje się na brylant.

Inter napierał, a piłkarze Sampdorii nadal nie zauważyli zmienionych reguł gry. Zanim do tego doszło, gospodarze zdołali podwyższyć wynik i znów obić słupek bramki Puggioniego. Goście w tym sezonie są rewelacją rozgrywek, grali znakomicie niemal zawsze, z wyjątkiem przegranego 0:4 spotkania z Udinese. Teraz mogli rozmiary tej wpadki powtórzyć już po niemal trzech kwadransach.

Kiedy w przerwie zebrani na San Siro dziennikarze debatowali już nad definitywnym powrotem niebiesko-czarnej potęgi, szkoleniowiec gości wykreślił wyraz „nie” ze słynnego cytatu Mickiewicza z „Reduty Ordona” o braku polecenia o strzelaniu. Utwór wielkiego polskiego wieszcza znali tylko jego rodacy, więc plan wszedł w życie dopiero po wejściu Kownackiego. Wcześniej co prawda wziął w łeb i Inter podwyższył na 3:0, ale były napastnik Lecha dał nadzieję na punkty.

Drugi raz z rzędu kapitan polskiej młodzieżówki trafia tuż po wejściu na boisko. Jokera w Batmanie grał już Heath Ledger, Cameron Monaghan czy Jared Leto, ale Polak też by się nadawał. Z taką passą byłby bliżej Oscara niż Złotej Maliny.

– Polacy, więcej Polaków – pomyślał po bramce „Kownasia” Giampaolo i minutę później wprowadził Linettego. „Sampa” zaczęła coraz częściej być przy piłce, czego efektem były kolejne sytuacje. Nadziewała się na kontry, jak wtedy, gdy samotnie na bramkę popędził Joao Mario. Wtedy szósty bieg włączył Bereszyński, swoim ustawieniem opóźniając kontratak Interu, co w konsekwencji skończyło się stratą piłki. „Bereś” utrzymał tlące się światełko nadziei, a kilka minut później z benzyną w postaci kontaktowej bramki w kierunku ognia przybiegł Fabio Quagliarella.

Goście mieli osiem minut, by doprowadzić do remisu, ale na podział punktów – mimo dobrej drugiej połowy – nie zasłużyli. Wynik nie uległ już zmianie. Trzy oczka zostały w Mediolanie, choć niebiesko-czarni z nieba niemal spadli do czyśćca. Wygrał nie tylko Inter, ale i Polacy. Bereszyński grał twardo, nieustępliwie i nie będzie musiał się kilka dni odkręcać, chociaż Perisić chciał zrobić z niego wiatrak. Kownacki strzelił, Linetty rozgrywał i nie tracił. Obaj wykonali kolejny krok do pokoju z tabliczką „pierwszy skład”, w którym coraz lepiej urządza się Bereszyński. A kto wie, czy San Siro nie było progiem, przez który dwójka Polaków już przeszła.