Vital Heynen: Ze zdrowym Kubiakiem zdobylibyśmy złoto igrzysk

Vital Heynen najprawdopodobniej opuści wkrótce stanowisko trenera reprezentacji Polski mężczyzn w siatkówce. W wywiadzie dla naszego portalu opowiedział między innymi o ubiegłych mistrzostwach Europy i igrzyskach olimpijskich, a także o chęci trenowania kobiecego zespołu.

Marcin Karwot, dziennikarz Łączy Nas Pasja: Po meczu o brązowy medal mistrzostw Europy spędził pan sporo czasu z polskimi kibicami. Czy to było pożegnanie?

 Vital Heynen, trener reprezentacji Polski mężczyzn w siatkówce: Nie spędziłem jakoś dużo czasu z nimi. Planowałem coś powiedzieć do mikrofonu, ale żadnego nie było w okolicy. To nie było też raczej pożegnanie, bo zabookowałem już trzy podróże do Polski w październiku. Wtedy spotkam się z paroma firmami, czy też po prostu z kimś porozmawiam. Nie było to więc pożegnanie z polskimi kibicami, ale być może był to mój ostatni dzień w roli trenera reprezentacji Polski. Następnym razem, gdy zawitam na meczu Polski to prawdopodobnie będę już siedział gdzieś obok ciebie na widowni. 

 Czy to oznacza, że nie będzie brał pan udziału w konkursie na szkoleniowca polskiej kadry? 

 – Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie myślałem o tym jeszcze. Dokończę mój obecny kontrakt z reprezentacją Polski, a potem zobaczę. Nie jestem w stanie teraz odpowiedzieć na to pytanie. Bezpośrednio po meczu myślałem, że nie będę brał udziału w tym konkursie. Teraz również uważam, że jest na to mała szansa, ale zobaczymy co się stanie. Obecnie cieszę się z ostatnich chwil w roli trenera polskiej reprezentacji. Prawdopodobieństwo tego, że mecz o brązowy medal był moim ostatnim w polskiej kadrze jest jednak bardzo duże. 

 Jest to dla pana koniec pewnego rozdziału w karierze? 

 – Nie wiem, zdarzają się różne sytuacje. Rozmawiałem z zawodnikami i powiedziałem im, że w każdym momencie jestem w stanie im pomóc. Według mojego odczucia jest to moment, by Polskę zaczął trenować inny szkoleniowiec. Zobaczymy jednak, co o tym wszystkim sądzi związek, a także sami zawodnicy. Miałem fantastyczny czas z tą kadrą i moimi zawodnikami. Jeśli coś będę mógł dla nich zrobić, to zrobię to.  

 Otrzymał pan już jakieś oferty prowadzenia klubów czy innych reprezentacji?

 – Powiedziałem sobie, że przez pewien okres nie będę prowadził żadnych drużyn po odejściu z kadry Polski. Zrobię sobie przerwę i wtedy pomyślę nad wszystkim. Ostatnio dotarło do mnie, że po raz pierwszy od 16. roku życia nie będę posiadał ważnego kontraktu z żadną z drużyn. Od tego zawsze miałem kontrakt, czy to jaki zawodnik, czy to jako trener. 36 lat minęło od tamtego czasu… To dla mnie nowa sytuacja, ale też dobre uczucie. Na razie nie myślę więc o swojej przyszłości. 

 Pytałem o to, bo w polskich mediach pojawiają się plotki, że to pan może być następnym trenerem reprezentacji Polski kobiet. 

 – Też to słyszałem (śmiech). Sytuacja jest prosta. Zawsze mówiłem, że kiedyś postanowię być trenerem kobiecego zespołu. Chciałbym mieć taką okazję, bo chcę się przekonać, że moje pomysły będą działać także w kobiecej siatkówce. Po drugie, reprezentacja Polski kobiet jest bardzo interesująca i mają ogromny potencjał, więc jeśli połączysz te dwie rzeczy ze sobą… Nie jestem jednak w dobrej pozycji, bo nigdy wcześniej nie trenowałem kobiecego zespołu. Gdyby zaoferowano mi to stanowisko, to myślę, że nie powiedziałbym „nie”. To interesujący zespół, a dla mnie byłoby to kolejne wielkie wyzwanie. Na ten moment nie będę jednak wysyłał tam swojej kandydatury, czy coś w tym stylu. To tylko pomysł, który bardzo mi się podoba. 

 Czy byłoby trudne przejście z męskiej siatkówki do kobiecej? 

 – Moim jedynym doświadczeniem w kobiecej siatkówce jest trenowanie par w siatkówce plażowej przez okres trzech lat. Do tego czasem trenowałem także moje córki. Gdy jednak rozmawiam z trenerami damskiej siatkówki, większość pomysłów jest taka sama. Różnica jest w osobach i zachowaniu, ale posiadam trzy córki i jestem przygotowany do takiej roli – takiego ojca drużyny. Różnice nie są aż tak ogromne i myślę, że dałbym sobie radę. 

 Stephane Antiga także trenował najpierw męską kadrę, a później kobiecy zespół. To wydaje się więc naturalne. 

 – Myślę tak samo. Jest to interesujące, bo możesz pracować z różnymi osobami, ale to jest ten sam sport i te same reguły. Mam wiele pomysłów, które chciałbym wdrożyć w kobiecej siatkówce. Chciałbym przekonać się na własnej skórze, co jest możliwe, a co nie. 

 Czy jest pan usatysfakcjonowany z tych lat jako trener reprezentacji Polski?

 – Jestem bardziej niż usatysfakcjonowany. Zdobyliśmy sześć medali w trzy lata. W każdym roku robiliśmy medal i dobry wynik. Ostatniego dnia zobaczyłem, że moi zawodnicy kochali tę reprezentację. Niektórzy mówili mi, że był to ich najlepszy okres w reprezentacji w całej ich karierze. To jest dla mnie największa nagroda, którą mogę otrzymać od zawodnika. Bardzo im się podobały te trzy lata. Nikt nie zakończył swojej kariery w reprezentacji w tym czasie i nie zapowiada się na to, by ktoś chciał to zrobić. To jest dla mnie najważniejsze, że zawodnicy czuli się szczęśliwi i mieli przyjemność z gry dla kadry. 

 Przyjemność mieli również kibice…

 – Tak, też chciałem to powiedzieć! Z każdym rokiem mojego pobytu zauważyłem, że kibice chcą zobaczyć, co robię dla nich i zespołu. Kocham ich – moich zawodników i fanów. Byli niesamowici, a nasza relacja poprawiała się z każdym kolejnym meczem. Są niesamowici. Powiem teraz po polsku – to najlepsi kibice na świecie. I to jest prawda, trudno ich przebić. 

 Oni kochają również pana. Czytałem mnóstwo komentarzy po ME, gdzie pisali, że chcą, żeby pan dalej trenował polską kadrę. 

 – Tak, wiem. Dostałem tysiące wiadomości i nadal im odpisuje! Kibice pisali do mnie, że chcą, żebym został. Po takim czymś można poczuć się bardzo dobrze. Dziękuję bardzo za takie wsparcie, to było ogromnie miłe. Opowiem ci historię: zwróciła się do mnie dziewczyna, że jej 90-letni dziadek był ogromnie szczęśliwy z tych trzech lat reprezentacji Polski. Według niego były to najlepsze lata w historii reprezentacji Polski. Po niedzielnym meczu się rozpłakał… Wow, 90 lat i nadal tak śledzić wyniki zespołu. Powiedziałem tej dziewczynie, że muszę przesłać dziadkowi koszulkę, bo tak to mnie poruszyła. Takich wiadomości było ogrom i to było niesamowite na każdym poziomie. 

DARMOWY ZAKLAD 20PLN + BONUS 3333PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

 Czy ten brązowy medal ME osłodził trochę drużynę po nieudanych igrzyskach? 

 – Igrzyska olimpijskie są rozczarowaniem i pozostaną rozczarowaniem. Żaden medal tego nie zmieni. Brązowy medal to była jednak dobra forma pożegnania się z zespołem. Czasami brązowy medal może mieć taką wartość jak złoto. I tak też było dla mnie tym razem. To 3. miejsce było zdecydowanie czymś wartościowym. 

 W półfinale pokonała nas Słowenia i stało się to po raz czwarty raz z rzędu na ME… To musiało być rozczarowujące dla zawodników, gdy po raz kolejny przegrali z tą samą drużyną. 

 – Tak też było. Myślałem, że to się nie powtórzy, ale potem widzisz, jak grają Słoweńcy z innymi zespołami. To pokazuje jak silna jest ta reprezentacja. Po meczu z Serbią udałem się z drużyną do hotelu. Kazałem usiąść wszystkim przy jednym stole. Powiedziałem „wow, ale ekipa”. Sztab, zawodnicy, partnerki, dzieci… Każdy przy jednym wielkim stole. Byłem wtedy ogromnie dumny, że mogłem ich trenować. To był fenomenalny zespół. Zaskoczyli mnie, że zagrali tak wspaniale przeciwko Serbii, a przecież dzień wcześniej zaliczyli bolesną porażkę. 

 Minął już ponad miesiąc od igrzysk olimpijskich. Czy może pan teraz powiedzieć, co tam się stało i czemu ta impreza nie wypaliła? 

 – Po igrzyskach mieliśmy kilka dni wolnego, by spędzić czas razem. Jednego dnia porozmawialiśmy o Tokio i powiedzieliśmy sobie, że ten etap powinniśmy zamknąć i dalej cieszyć się grą. Musieliśmy znaleźć motywację. Kluczowy był mecz z Grecją na ME, bo wtedy drużyna zaczęła się podnosić. Mogliśmy powalczyć o coś więcej, ale i tak jestem zadowolony z tego brązowego medalu. 

 Czy igrzyska olimpijskie w Tokio były dla pana największym rozczarowaniem w karierze? 

 – Kiedyś, gdy pracowałem pierwszy rok jako trener, przegrałem finał ligi w Belgii. Stało się to w piątym spotkaniu, przy stanie 2:2 w setach. W tie-breaku było 13:13, ale ostatecznie przegraliśmy 13:15. To było moje największe rozczarowanie, bo byłem tylko dwa punkty od mistrzostwa. Myślałem wtedy, że nigdy nie będę już mistrzem Belgii, ale później udało mi się to zrobić aż pięć razy, więc po prostu o tym zapomniałem. Jako trener mam wiele rozczarowań, ale jest też pewien rodzaju balansu, bo mam także wiele świetnych momentów. Igrzyska w Tokio to duże rozczarowanie, ale trzeba żyć dalej, by trafiało się więcej dobrych momentów. 

 Duża fala krytyki spadła na Michała Kubiaka w ostatnim czasie. Jego forma nie była najwyższa w tym roku. Czy może się pan odnieść do tego? 

 – Jego forma rosła. Był naszym najlepszym zawodnikiem podczas finału Ligi Narodów. Potem jednak doznał kontuzji pleców dzień przed startem igrzysk olimpijskich. Walczył z kontuzją podczas tego turnieju, więc było to dla niego trudne. Pokazał jednak wtedy swój niesamowity charakter. Wiadomo, że nie pokazał swojego najwyższego poziomu w takiej sytuacji, ale pokazał wolę do walki. Jestem z niego bardzo dumny i nie zgadzam się do końca z tą krytyką. To jest kapitan i przez ostatnie trzy lata osiągnęliśmy ogromne sukcesy. On zdobył z tą drużyną wiele medali i wykonywał ogromną pracę, więc ludzi powinni być wdzięczni za to co zrobił dla drużyny. 

 Czytałem również opinie kibiców i ekspertów, którzy dziwili się, że nie robił pan zmian za Kubiaka albo robił to pan zbyt późno…

 – Czego się nauczyłem w Polsce to fakt, że kiedy ekspert ma takie same opinie jak trener, to nie jest dobrym ekspertem, ponieważ nikt nie będzie go słuchać. Eksperci mają więc płacone za to, by mówić inne opinie niż trener. Robiliśmy wiele zmian, kiedy Michał był kontuzjowany. Na końcu jednak i tak zauważyłem, że wygrywaliśmy wtedy, kiedy Kubiak był na parkiecie. Być może następny trener będzie na to inaczej patrzył. Ja się cieszę, że z Michałem zrobiliśmy taki wynik. Jeśli chodzi zaś o igrzyska, to mogę pokusić się o stwierdzenie, że ze zdrowym Kubiakiem wygralibyśmy złoty medal. To bardzo proste, bo on wiele wnosił do drużyny – energię, balans, zaangażowanie. Kontuzja Kubiaka uderzyła wtedy tak naprawdę w cały zespół, bo on jest bardzo ważny dla reprezentacji. Taką osobę jak Michał potrzeba na parkiecie. Jeśli chodzi o jego poziom, to oczywiste, że potrafi grać na wyższym poziomie, ale uwierzcie, że gdy on jest na boisku, to cały zespół spisuje się lepiej. Tak naprawdę to zbudowała się fantastyczna ekipa, która przegrała tak naprawdę tylko dwa mecze – z Francją na IO i ze Słowenią na ME. To nie jest drużyna, która przegrywa 0:3. Michał zasługiwał, by być częścią tego składu, a słabsze mecze zdarzają się każdemu. 

 Skład polskiej reprezentacji robi się coraz starszy. Czy uważa pan, że kolejny trener może zrobić rewolucję w kadrze?

 – Rewolucja to zawsze złe słowo. Czymś naturalnym będzie w tym przypadku ewolucja. Gdy rozpoczynałem pracę jako szkoleniowiec Polaków, to nikt praktycznie nie miał więcej niż 30 lat. Wtedy brakowało tej ekipie doświadczenia. Teraz mają tego mnóstwo i nowy trener będzie musiał podjąć decyzję, co zamierza z tym zrobić. To już nie moja rola, ale wreszcie szkoleniowiec będzie mieć w pełni doświadczonych zawodników w swoim zespole. Gdy ja przychodziłem, to był to właśnie największy problem. Ewolucja jest normalną rzeczą w siatkówce, ale trener będzie mógł wybrać zawodników z różnym wiekiem do swojego składu. 

 Jaka jest teraz atmosfera w zespole? 

 – Nie wiem, to już skończone. Wszyscy byliśmy bardzo emocjonalni po meczu – byliśmy smutni, płakaliśmy. Teraz jest to jednak koniec i nie mam nic więcej do dodania. Atmosfera była jednak na pewno lepsza niż po igrzyskach olimpijskich. Zakończyliśmy naszą przygodę dobrym wynikiem i jako prawdziwa drużyna. Kocham sposób w jaki się pożegnaliśmy. 

 Zapytam o hymn Polski. Czy trudno było panu nauczyć się słów?

 – Uczyłem się polskiego przez rok i nie jest to dla mnie trudne. Mógłbym nawet porozmawiać po polsku, gdy zajdzie potrzeba. Śpiewanie hymnu nie było więc dla mnie trudne, ale postanowiłem śpiewać tylko jedną zwrotkę. Nie jestem Polakiem, ale chciałem tak pokazać, że potrafię zaśpiewać hymn razem z zawodnikami i kibicami. 

 To na zakończenie, czuje pan smutek? 

– Nie, jestem szczęśliwy! Niewielu ludzi miało okazję do bycia szkoleniowcem reprezentacji Polski. Niewielu ludzi miało w swoim życiu taką radość, jaką ja miałem podczas pełnienia tej funkcji. Mam wielką nadzieję, że następny trener będzie miał takie samo uczucie i mam równie wielką nadzieję, że będzie mieć jeszcze lepsze wyniki z tą drużyną.

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem