Lewis Hamilton wchodzi powoli do panteonu wyścigowych bogów . W niedzielny wieczór 34-letni Brytyjczyk zajął drugie miejsce w Grand Prix Stanów Zjednoczonych, ale to mu wystarczyło, by na dwa wyścigi przed końcem sezonu zagwarantować sobie szósty w karierze tytuł mistrza świata Formuły 1. Więcej na swoim koncie ma tylko jeden kierowca w historii.

Na wygraną w całym cyklu pracował przez cały sezon, dzięki czemu GP USA miało być tylko formalnością. Lewis Hamilton musiał zająć przynajmniej ósme miejsce, by jeszcze przed zakończeniem sezonu zagwarantować sobie mistrzostwo świata. Nie okazał się jednak minimalistą – w zawodach na torze w Teksasie uplasował się na drugiej pozycji, a lepszy od niego był jedynie kolega z zespołu Mercedesa – Valtteri Bottas.

Nikt nie ma wątpliwości, że Brytyjczyk to najbarwniejsza postać F1 ostatnich lat.

Przede wszystkim pod względem wyników na torze. W najbardziej elitarnej serii wyścigowej na świecie debiutował w 2007 roku i w swoich pierwszych zawodach zajął trzecie miejsce. Już wtedy było widać, że to materiał na przyszłego mistrza świata, ale chyba nikt nie spodziewał się, że zostanie nim tak szybko. Tytuł świętował bowiem w swoim drugim sezonie w Formule 1 i był wówczas najmłodszym zdobywcą złotego medalu w historii (później przebił go Sebastian Vettel).

Mimo tak świetnego startu na kolejne zwycięstwa w cyklu musiał czekać aż… sześć lat. Ale kiedy zaczął wygrywać, robił to seryjnie. Od 2014 roku do dziś tylko jeden kierowca był w stanie mu się przeciwstawić. Chodzi oczywiście o jego ówczesnego kolegę z zespołu Mercedesa, Nico Rosberga, który triumfował w sezonie 2016. 34-letni dziś Hamilton na sześć ostatnich mistrzostw świata dla siebie zagarnął aż pięć i wchodzi powoli do panteonu wyścigowych legend.

Jeszcze nie tak dawno uważano go za świetnego kierowcę, ale nie najwybitniejszego w historii.

Wszak tyle samo tytułów mistrzowskich miał na swoim koncie słynny Argentyńczyk Juan Manuel Fangio, który dominował w latach 50-tych, a o zaledwie jeden mniej Francuz Alain Prost czy Niemiec Sebastian Vettel, który swój dorobek wciąż może poprawić. Niemniej przypieczętowanie szóstego mistrzostwa pozwoliło Hamiltonowi uplasować się na samodzielnej pozycji wicelidera wszechczasów.

 – Bardzo brakuje mi Nikiego Laudy. Jestem pewny, że jeszcze wczoraj powiedziałby, że płaci mi zbyt wiele, ale dziś zdjąłby swoją czapeczkę. Nie osiągnąłbym tego bez niego. On cały czas jest tutaj z nami duchem – powiedział po zakończeniu wyścigu w USA Hamilton wspominając słynnego austriackiego kierowcę, który zmarł w maju tego roku. I choć Lauda z pewnością jest legendą, to pod względem osiągnięć akurat jego 34-latek prześcignął już dawno. Teraz przed nim ostatni „skalp” do zdjęcia.

Więcej mistrzostw od Brytyjczyka ma na koncie już tylko jeden człowiek. Uznawany za legendę Formuły 1 i najlepszego w historii – Michael Schumacher. Niemiec, który cykl F1 wygrywał w latach 1994-1995 oraz 2000-2004, może czuć się poważnie zagrożony, bo z możliwościami technicznymi Mercedesa Hamilton spróbuje się z nim zrównać już w przyszłym roku. A potem nawet prześcignąć, bo w 2021 roku będzie miał 36 lat. A to wiek, który absolutnie nie wyklucza dalszego ścigania na najwyższym poziomie. Sam Schumacher swoje ostatnie mistrzostwo świata w 2004 roku zdobywał w wieku 35 lat i 239 dni. Kto wie, może więc właśnie oglądamy przyszłego najlepszego kierowcę F1 w historii?

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem