Hajto bardzo mocno o byłym koledze z reprezentacji. „Jak zrobiłeś k…”

Można mówić o nim wiele, ale nie to, że jest bezbarwny, nijaki, miałki, letni. Zawsze ma swoje zdanie, potrafi wywołać kontrowersje i mini-skandale, a także bezpardonowo ocenić innych ludzi czy sytuacje. Wywiady z takimi ludźmi jak Tomasz Hajto też nie są "bezjajeczne", a w ostatnim z nich mocno przejechał się po byłym koledze z reprezentacji Polski. 

– Zrobiłem z ciebie ikonę popkultury – zażartował Mateusz Borek, kiedy dowiedział się o zaproszeniu Tomasza Hajty do programu Kuby Wojewódzkiego. Powiedział to z przymrużeniem oka, ale nie pomylił się ani trochę. Skład Kaiserslautern, komentowanie meczów reprezentacji, TurboGrosik, wyjście ze studia Cafe Futbol – o Hajcie mówi się dużo, często i różnie. Tym bardziej, że sam daje pożywkę do niezbyt pochlebnych opinii regularnie.

Tym razem to nie uśmiech, a dość duże zaskoczenie malowało się na twarzach tych, którzy przeczytali jego ostatni wywiad na „Onecie”.

Nigdy nie bał się kontrowersyjnych opinii, a czytelnicy Weszło! sprzed lat na pewno kojarzą tytuł „Hajto ostry jak nigdy”. Tym razem w rozmowie z Dariuszem Dobkiem mocno wypowiedział się o Radosławie Kałużnym, nazywając go m.in. desperatem, który nie ma pomysłu na życie. Przytaczamy fragment:

Radosław Kałużny napisał w swojej książce: „Od poniedziałku do środy obóz był jedną wielką popijawą. Wlewaliśmy w siebie tyle alkoholu, ile się dało. Na dyskotekę szły 22 osoby plus masażyści, a Engel udawał, że nic nie widzi”.

Że przed meczami tak było?

Tak.

To po pierwsze: nie wiem, na jaką reprezentację on jeździł. Za trenera Engela i w całej swojej karierze – mimo mitów i legend, jakie są opowiadane – nigdy nie wychodziliśmy na miasto na początku zgrupowania. Jeśli już, to po meczu, ale to jest normalne, bo na Zachodzie też to jest praktykowane. Czasami trzeba odreagować, zwłaszcza że po meczu nie da się łatwo zasnąć. Ale nikt nigdy nie pił przed meczami ani nie chodził na dyskoteki. Dla mnie takie książki piszą desperaci, którzy nie mają pomysłu na życie i chcą zarobić na obrzucaniu błotem byłych kolegów.

Czyli nie spożywaliście niczego przed meczami kadry?

Owszem, pierwszego dnia siadało się w pokoju, bo nie widzieliśmy się po dwa-trzy miesiące, wypiliśmy po piwie i tyle. Zresztą, gdybym częściej wychodził na miasto, to nigdy nie rozegrałbym kilkuset meczów w karierze.

Kałużny w swojej książce przyznał, że po meczu z Portugalią na mundialu w Korei zamknął się z Panem i z Piotrem Świerczewskim w pokoju. „Potrzebowaliśmy klasycznego resetu. Piliśmy na potęgę”.

A co to za różnica, czy po takim drugim meczu, który oznacza pożegnanie z turniejem, pójdziesz spać do pokoju i będziesz się przewracał z nerwów do rana, czy siądziesz z kolegami, żeby sobie pogadać? Wypiliśmy do tego 2-procentowe piwo, isostar jakiś. Jeszcze raz: to są jakieś wypociny, ta książka powinna mieć podtytuł: „Znowu w życiu mi nie wyszło”. Tyle że w życiu jest podstawowa zasada: jeśli zrobiłeś kupę, to ją posprzątaj, zamiast brudzić nią wszystkich dookoła.

Trzeba przyznać, że były reprezentant Polski się w tańcu, delikatnie mówiąc, nie pieści. Przytoczenie piosenki Budki Suflera („Znowu w życiu mi nie wyszło”) jako alternatywnego tytułu książki-spowiedzi Kałużnego to wyciągnięcie bazooki spod obrusu. Bomba, po której obaj panowie raczej relacji nie poprawią.

I choć często oceniamy wybryki Tomasza Hajty negatywnie (jak można inaczej skomentować umyślne nadepnięcie na kolano innemu piłkarzowi czy wyjście ze studia w trakcie programu?), tak książkę byłego piłkarza Schalke – gdyby była napisana w 100% szczerze – pewnie połknęlibyśmy w jeden dzień. Trochę szkoda, że na to się nie zanosi. W tym samym wywiadzie Hajto pyta: – Mam napisać autobiografię i obrzucić wszystkich błotem, żeby zarobić 300 tys. zł? Można go oceniać różnie, ale aż chciałoby się odpowiedzieć: tak.