Gumienna: “Wstawałam w nocy na walki Andrzeja Gołoty”

Zapraszamy na rozmowę z Różą Gumienną – pierwszą w historii mistrzynią FEN w  K1!

Ty piszesz doktorat, prawda?
Tak.
Czyli między wywiadem, treningiem, pracą, a codziennymi obowiązkami siadasz przed komputerem i sumiennie pracujesz, by mieć jeszcze wyższe wykształcenie. To niecodzienność jeśli chodzi o sportowców.
Coraz częściej sportowcy decydują się, by poza treningami edukować się i zdobywać wykształcenie. Coraz większa jest świadomość każdego z nas, że kariera sportowca nie trwa wiecznie i trzeba odpowiednio przygotowanym podejść do „życia po życiu”, czyli funkcjonowaniu po zakończeniu kariery.
U ciebie to nie tylko doktorat, ale również pisanie do pism branżowych, prawda?
Tak. Piszę dla „Perfect Body” na różne tematy. Czasami moja wiedza bazowa na dany temat jest większa, innym razem muszę doczytać, douczyć się, by przekazane informacje były jak najbardziej fachowe. Piszę o procesach, które zachodzą w organizmie sportowca, o jego odporności, kontuzjach. Jako że studiuję na Akademii Wychowania Fizycznego, to pisanie tego typu artykułów pozytywnie wpływa na mój rozwój. Cały czas się kształcę i zaglądam do różnego rodzaju książek, przez co jako przyszła Pani Doktor będę miała większą wiedzę. Tę teoretyczną i praktyczną.
Kiedy ty się w ogóle uczyłaś? Treningi, obozy i ciągłe wyjazdy raczej nie służą siedzeniu w książkach.
Zbyt wiele czasu na studiach nie poświęcałam na rozrywkę i czas wolny. Albo trenowałam, albo się uczyłam. Tak patrząc na to z perspektywy czasu stwierdzam, że żadnej ze swoich decyzji nie żałuję.
Byłaś kujonem?
Nie wiem czy kujonem, ale na pewno już od wczesnych klas podstawówki zawsze miałam dobre oceny. Przykładałam się do nauki i zawsze zależało mi, żeby świadectwo dobrze wyglądało. Nie miałam problemów w szkole, szybko przyswajałam wiedzę.
Nie byłaś przez swoich znajomych na studiach postrzegana negatywnie przez to, że nie imprezujesz i nie pijesz alkoholu? Że liczy się dla ciebie tylko szkoła i sport?
Był moment, w którym nazywano mnie dziwolągiem. Pochodzę z mniejszego miasta, przyjechałam do Wrocławia, siedziałam w książkach, trenowałam sztuki walki i nie piłam alkoholu – dla wielu normalne to nie było. Na początku różni ludzie dziwnie na mnie patrzyli, ale z czasem przekonali się, że ja po prostu mam obraną swoją życiową drogę i nic nie jest mnie w stanie z tego rytmu wybić. Z czasem przekonywali się do mnie kolejni znajomi i dziś, gdy spotykam kogoś przypadkiem na ulicy, to naprawdę jest między nami sporo serdeczności. Wspominamy te wszystkie imprezy, podczas których ja raczyłam się sokiem jabłkowym lub colą, ale obracamy to wszystko w żart i nie ma w tym żadnych złośliwości. Nie wstydzę się tego, że byłam dziwolągiem – to na pewno.
Ale pytanie: – Ze mną się nie napijesz? – było pewnie jednym z najczęstszych, które w życiu słyszałaś.
Tak, oczywiście, ale ja do 25 roku życia w ogóle nie piłam alkoholu. Byłam absolutną abstynentką. Do tej pory za nim nie przepadam i rzadko kiedy coś piję. Czasami kieliszek wina, ale to naprawdę od święta.
Wiele osób mówi, że okres studiów jest najfajniejszym w życiu każdego człowieka. Ty jednak nie poszalałaś i pytanie, czy nie zaczniesz za kilka lat tego żałować.
Nie. Ja myślę, że w najlepszy wiek dopiero teraz wchodzę. Dopiero teraz moje życie będzie fajne i nabierze rozpędu. Ostatnie lata studiów i w ogóle ostatnich kilkanaście miesięcy były najbardziej udane pod względem sukcesów sportowych w moim życiu i dzięki nim odnalazłam to, co sprawia mi największą radość. Emocje i pełne oddanie przed i euforia z ogromnymi emocjami po walce. Gdy wygrywam kolejny pojedynek, to czuję się naprawdę szczęśliwa. Wtedy mam czas, w którym kompletnie się resetuje i odpoczywam. Nie baluję, nie imprezuję, ale po prostu jest to czas, w którym czuję, że praca wkładana w ciężkie lata treningów przynosi satysfakcję.
Zanim przyszły wygrane walki, stanie na podium, pas FEN i ta satysfakcja, o której przed chwilą mówiłaś, to były lata morderczych treningów. Początków, które w sporcie są najtrudniejsze.
Nie tylko w sporcie – zawsze początek jest najtrudniejszy. Chyba ten pierwszy wykonany krok ma największe znaczenie. Dlaczego? Bo podchodząc do sprawy poważnie i traktując swoje obowiązki profesjonalnie trzeba oddać się bez reszty treningom. Długim, ciężkim i wyczerpującym zajęciom, które momentami sprawiają wiele bólu. Pieniążków z tego nie ma, sukcesy też nie zawsze przychodzą od razu. Brakuje gratyfikacji, która motywowałaby do dalszej pracy. Bodźca, dzięki któremu człowiek wstaje rano z uśmiechem na ustach i wie, że musi zrobić ciężki trening. Każdy ma trudne momenty, u każdego przychodzi zwątpienie. Pytanie, jak sportowiec sobie z tym poradzi. Czy odpuści i przestanie trenować, czy z uporem maniaka będzie sam sobie dokręcał śrubę, by wznieść się na jeszcze wyższy poziom.
Ty miałaś taki moment kryzysowy?
Oczywiście. Był moment, w którym nie wiedziałam co to dalej ze mną będzie. Obiecałam sobie, że będę dalej trenować, jeśli zdobędę medal na mistrzostwach świata. Jeśli nie – odpuszczam, luzuję. Na szczęście wygrałam tamte zawody i kariery nie skończyłam.
To brzmi jak piękny sen – miała wątpliwości, czy kontynuować karierę, po czym zdobyła mistrzostwo świata. Róża, nie czaruj.
Wiem, że brzmi to cukierkowo, ale naprawdę miałam wątpliwości, czy dalej kontynuować swoją karierę. Czy jest sens walczyć i układać całe swoje życie pod coś, co nie przynosi wymiernych efektów. Miałam już wtedy sukcesy, ale potrzebowałam konkretnego bodźca, który doda mi nowej energii.
Już wtedy myślałaś o swojej przyszłości? Chodzi mi o ten moment, w którym zdobywałaś mistrzostwo świata.
Wtedy to był na pewno dla mnie mój prywatny Mount Everest. Bardzo cieszyłam się z tego sukcesu i nie miałam planu w głowie na najbliższą przyszłość. Jestem jednak osobą ambitną i lubię stawiać sobie kolejne cele. Widzieć kolejny schodek, na który trzeba się wspiąć. Ludzie często mnie pytają, czy przejdę do MMA. Nie chcę mówić, że tak będzie, nie chcę też temu przeczyć. Póki co mam swoje kolejne cele, chcę jeszcze kilka rzeczy osiągnąć, rozwinąć się i nie zamykam się na żadne rozwiązania.
Ty interesowałaś się jako młoda dziewczyna sportem?
Tak, oczywiście. Podchodzę ze sportowej rodziny, więc od najmłodszych lat trenowałam karate, biegałam. Byłam dobra, miałam sukcesy i wyróżniałam się na tle rówieśniczek. Wiadomo jak to jest w podstawówce czy gimnazjum – uprawia się wszystkie dyscypliny. Od zawsze ciągnęło mnie jednak do sportów walki. Już wtedy coś w nich widziałam.

Nie gryzły się te twoje treningi w karate z konkursem ortograficznym i olimpiadą z przyrody? Jak postrzegały cię koleżanki?
Ja zawsze byłam indywidualistką. Często ludzie w dzisiejszych czasach wypowiadają te zdanie, ale ja już wtedy nie przejmowałam się tym, co mówią inni ludzie. Większość swojego dzieciństwa spędzałam z rodziną i siostrą. Wychodziłam z założenia, że oni najlepiej potrafią mnie zrozumieć. Wiedzą, co będzie dla mnie najlepsze i chociaż próbują wczuć się w moją sytuację. Do tej pory wychodzę z założenia, że należy się otaczać takimi ludźmi, którzy są do nas przyjaźnie nastawieni i próbują nas zrozumieć. Wtedy człowiek jest bardziej szczęśliwy, czuje wsparcie.
Wstawałaś w nocy na walki Andrzeja Gołoty lub pamiętasz pojedynki Darka Michalczewskiego?
Oczywiście, że tak. Wstawałam, kibicowałam, przeżywałam i zawsze dziwiłam się jak to możliwe, że Andrzej nie został mistrzem świata. Nie pamiętam dokładnie jakie towarzyszyły wtedy mi emocje, ale wszystko co działo się w tamtych czasach mam do tej pory przed oczami. Niezwykle emocjonowałam się walkami Iwony Guzowskiej. Cieszyłam się z jej zwycięstw i wierzyłam, że dzięki temu kobiecy boks w naszym kraju tylko się rozwinie. Chciałam, żeby tak było.
Miałaś swojego bohatera?
Nie miałam nigdy swojego bohatera, a bardziej skupiałam się na kibicowaniu po prostu wszystkim Polakom. Do tej pory nie ma kogoś, na kim bym się wzorowała. Raczej skupiam się na trzymaniu kciuków za naszych reprezentantów niezależnie od tego, kto akurat walczy.
Miałaś więcej kolegów czy koleżanek?
Chyba kolegów.
No właśnie, a chłopacy się tobą interesowali? Czy dowiadując się, że trenujesz sztuki walki rezygnowali z podrywania cię?
Wielu facetów przyznaje, że miałoby problem, żeby spotykać się z dziewczyną, która trenuje sztuki walki. Ja też spotkałem się z wieloma komentarzami w swoim życiu, jakoby sporty walki nie są dla kobiet i lepiej, gdybym zajęła się czymś bardziej kobiecym. Od razu w głowach tych ludzi powstawał stereotyp, że dziewczyna, która się bije musi być wulgarna i agresywna. Gdy ktoś mnie jednak poznawał, to najczęściej mnie przepraszał, że mnie zaszufladkował w ten właśnie sposób. Dziś mam chłopaka, który bardzo mnie wspiera, również interesuje się sztukami walki i nie ma problemu z tym, że zajmuję się tym, czym się zajmuję.
Może nie ma wyjścia.
(śmiech). Nie! Ja na co dzień jestem bardzo spokojna. Wiele osób, które dobrze mnie zna zastanawia się, jakim cudem potrafię wydobyć z siebie tylko energii, podczas gdy na co dzień jestem cichą i spokojną dziewczyną. Chyba potrzebuję po prostu w życiu równowagi.
Pamiętasz początki MMA w naszym kraju?
Pamiętam, gdy MMA zaczynało dopiero w Polsce zaznaczać swoją obecność, choć nie od samego początku oglądałam wszystkie gale i emocjonowałam się każdym pojedynkiem. Przyznam się, że na początku postrzegałam ten sport jako bijatykę bez specjalnych zasad. Nie rozumiałam tego, świadomość społeczeństwa była na dużo niższym poziomie, nie każdy wszystko rozumiał. Z czasem zaczęłam się interesować poszczególnymi walkami, coraz bardziej dokształcać się jeśli chodzi o MMA, a później już śledzić wszystko, co dzieje się w tym sporcie. Bardzo szybko i bardzo mocno rozwinęło się to w naszym kraju. Świadomość przeciętnego kibica jest dziś dużo większa, niż miało to miejsce jeszcze parę lat temu.

12

Komentarze